Sandra Balsells, historia w obiektywie

Artykuł opublikowany 25 lipca 2006
Artykuł opublikowany 25 lipca 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Pochodząca z Katalonii fotoreporterka Sandra Balsells przeżyła wojnę w byłej Jugosławii będąc uważnym i zaangażowanym świadkiem tamtych wydarzeń. Dla cafebabel.com opowiada o swych doświadczeniach i o odpowiedzialności dziennikarza.

Nazwisko Sandry Balsells zauważyłam w reportażu opublikowanym w niedzielnym dodatku hiszpańskiego dziennika La Vanguardia, opowiadającym historię sześciu osób, które przybyły na Bałkany dziesięć lat po zakończeniu konfliktu. Sandra Balsells wydaje się być fascynującą osobą. Umawiamy się więc pewnego ranka w restauracji w centrum Barcelony; siadamy przy stoliku możliwie jak najbardziej oddalonym od grupy rozgadanych dziewczyn. Nawet nie musimy przełamywać pierwszych lodów. Szeroki uśmiech i przyjazne spojrzenie wzbudzają zaufanie. Naprzeciwko mnie siedzi osoba o nietypowej, egzotycznej urodzie: wielkie, czarne oczy, ogorzała twarz i długie, ciemne, proste włosy.

Pierwszy ważny moment w biografii: dawna Jugosławia. Przyjechała tam latem 1991 roku, w czasie pierwszych zamieszek i została ponad 10 lat, stając się świadkiem okrutnego rozpadu kraju. Rozpadu i zniszczenia, które opisuje w swej książce "Balkan in Memoriam", wydanej w 2002 roku, będącej zbiorem zdjęć zrobionych w Chorwacji oraz Bośni i Hercegowinie podczas tych dziesięciu lat, począwszy od wybuchu konfliktu aż do upadku Miloszevicia w 2000 roku.

Szkoła życia na wojnie

Przyjechałaś na wojnę mając zaledwie 25 lat! Sandra zanurza łyżeczkę w gęstej piance stjącego na stoliku capuccino. Nie pojechałam tam, aby opisywać wojnę, lecz proces rozpadu byłej Jugosławii. Gdybym wiedziała, jak potoczą się wydarzenia, być może nigdy nie zdecydowałabym się na wyjazd. W ramach swej pierwszej pracy, jako współpracownik dziennika The Times, trafiła w sam środek konfliktu. To była nauka pracy w terenie i to w przyspieszonym tempie, podsumowuje. Wspomina chwile strachu i zwątpienia, to ciągłe "sprawdzanie się", od momentu, gdy po raz pierwszy, jadąc samochodem zauważyła ciało na środku ulicy. Zastanawiałam się, czy dam sobie radę. Jeśli nie byłabym w stanie wyjść z samochodu i zrobić zdjęcia, praca w kraju ogarniętym wojną nie miałaby sensu.

Jak to jest, gdy robi się zdjęcia scenom bólu i śmierci? Możesz to zrobić, gdy wierzysz, że twoja praca ma sens. Trzeba też umieć zachować zimną krew. To, co napędza ją do działania, to nie chęć zmieniania świata, ale przekonanie, że robi to, co lubi i tak, jak czuje.

Nieznane losy wojenne

Praca na wojnie jest trudna, ale też przynosi satysfakcję, przyznaje. Doświadczasz intensywnych chwil z innymi ludźmi. Być może wojna uzależnia od tego niezwykłego związku, jaki rodzi się między fotografem a osobą przed obiektywem aparatu. To dziwna relacja. Możesz nawet nie zamienić ani słowa z człowiekiem, którego fotografujesz. W pewnym sensie czynisz go nieśmiertelnym, jednocześnie nic o nim nie wiedząc.

Setki portretów, które zrobiła na Bałkanach, zawsze jej towarzyszyły i stały się niczym twarze bliskich osób, z którymi przeżyła przecież zaledwie kilka chwil pośrodku zawieruchy wojennej.

Sandrze Balsells udało się odnaleźć kilka z tych twarzy. W 2004 roku zrealizowała dokument "Portrety duszy", o powojennych losach osób uwiecznionych na jej zdjęciach. Losach ludzi, takich jak Amra, młoda Bośniaczka, którą Sandra spotkała, gdy ta leżała w szpitalu, ranna podczas ostrzału, i którą odnalazła 13 lat później. To cenne doświadczenie w tym zawodzie, wymaga refleksji i spojrzenia w przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. To przede wszystkim rodzaj oddania sprawiedliwości uczestnikom wojny, których uwiecznia się na zdjęciu, a potem zapomina.

Zaangażowana i przedsiębiorcza

Słuchając jej, odkrywam przedsiębiorczą i zaradną dziennikarkę, która nie zniechęca się przejściowymi trudnościami.

W tym samym czasie, gdy robiła zdjęcia z konfliktu na Bałkanach, co traktowała jako swój "osobisty projekt", prowadziła kursy dla fotoreporterów na jednym z uniwersytetów w Barcelonie i przygotowywała reportaże z różnych krajów współpracując z organizacjami humanitarnymi. Mimo, że Sandra nie ma nawet 40 lat, jej droga życiowa zapiera dech w piersiach. Była w Rumunii, Haiti, Mozambiku, Kubie, na Dalekim Wschodzie. Wspomina młodych Rumunów, którzy żyją u wrót bogatej Europy, bez przyszłości i perspektyw, z ciągłym pragnieniem ucieczki. Sandra mówi o odpowiedzialności tej bogatej Europy wobec kraju o bolesnej przeszłości i skomplikowanej teraźniejszości.

Nieuchronnie rozmowa powraca do tematu Bałkanów. Unia Europejska musi poczuć się do odpowiedzialności i nie może odwracać się od tej strefy skumulowanej nienawiści, o wciąż nieustabilizowanej sytuacji. Tak, jak politycy i społeczność międzynarodowa, tak i fotoreporterzy są odpowiedzialni za Bałkany od chwili, gdy postanawiają uwiecznić fragment rzeczywistości. Każde ujęcie musi być dobrze przemyślaną decyzją. Trzeba znać realia, być dokładnym i bezstronnym, i przede wszystkim nie upraszczać. Sandra podaje przykład konfliktu w Kosowie, gdzie oczywiste jest, że cierpi zwłaszcza ludność albańska, ale są też obszary, gdzie ofiarami są członkowie mniejszości serbskiej. Sandra pamięta moment, w którym robiła zdjęcie serbskiej kobiecie, niosącej na rękach dziecko. Jej mąż właśnie został porwany, a ona wiedziała, że już nigdy go nie zobaczy. Ta kobieta była ofiarą w takim samym stopniu, jak Albańczyk, który przeszedł pieszo góry, aby dotrzeć do Albanii.

Dlatego każde spojrzenie jest jednocześnie podjęciem decyzji. Nie można patrzeć na zdjęcie tylko poprzez jego estetyczne walory. Za nim kryje się zawsze bardzo złożony przekaz. Dla fotoreportera nie istnieje samo zdjęcie dla zdjęcia.

Kilka ostatnich kropel kawy schnie na dnie naszych pustych filiżanek, gdy Sandra kończy szkicować obraz swego zawodu. Wobec oficjalnych danych liczbowych i statystyk, to, co zbliża cię do rzeczywistości, to osobisty stosunek do różnych sytuacji.

Rzeczywistości, która czeka tuż za zakrętem, gdzie spojrzenie wrażliwej i upartej dziennikarki potrafi uchwycić kawałek ludzkiej historii.