Sarkozy, Hiszpania i gospodarka europejska...

Artykuł opublikowany 4 maja 2012
Artykuł opublikowany 4 maja 2012
Długo oczekiwana debata z pretendentami do fotela prezydenta Francji w roli głównej już za nami.
Pierwsze w historii tegorocznej kampanii wyborczej spotkanie Nicolasa Sarkozy'ego oraz François Hollande'a zaskoczyło obserwatorów pojedynku zarówno agresywną postawą ustępującego prezydenta, jak i świetnym przygotowaniem kandydata socjalistów, który na miejsce spotkania przybył wyposażony w cały stos danych na temat finasów państwa.

Widzowie wczorajszej debaty mogli być świadkami m.in. tego w jaki sposób lewica ogłosiła swój idealistyczny projekt na przyszłość Francji oraz tego, jak Sarkozy stawiał czoła oskarżeniom dotyczącym faworyzowania klasy uprzywilejowanej przez UMP (Unię na rzecz Ruchu Ludowego).

W dyskusji nie zabrakło też takich tematów jak: imigracja, prawo do głosowania w wyborach samorządowych, energia nuklearna, edukacja i w końcu – ekonomia, która to przywołała m.in. napięcie pomiędzy zwolennikami interwencjonizmu (w stylu J.M. Keynesa, co stanowi klasyczny dyskurs socjaldemokratów) oraz nieco bardziej zaoceanicznymi w swoim charakterze zwolennikami kryzysowego zaciskania pasa w wydaniu zamerykanizowanej, liberalnej UMP.

Sarkozy nie omieszkał skrytykować rządu Zapatero (puszczając przy tym oko do Rajoya) oraz przytoczył sytuację gospodarczą w Hiszpanii, aby zilustrować to, co w gospodarce Francji nigdy nie powinno mieć miejsca, a to z pewnością nie pozostało bez wpływu na wizerunek naszego kraju [Hiszpanii] za granicą. Pod ostrzałem znalazł się m.in. nadmierny dług publiczny, którego obsługa oraz sukcesywne spłacanie oznacza dodatkowe obciążenie dla obywateli, jak i stopy procentowe, które w Hiszpanii osiągnęły już poziom 6% (przy czym we Francji nadal oscylują wokół 3%). Jakaż to logika stoi za tą wyliczanką? Wszystko wskazuje na to, że to przemyślana strategia, by w żadnym wypadku nie zejść na temat gospodarki rodzimej.

Francuzi nie mają się wcale czym chwalić. Ich dług publiczny osiągnął 86%, co w porównaniu z 70-procentowym długiem Hiszpanii (choć trzeba przyznać, że ich deficyt osiąga „jedyne” 5,2%, co dla Hiszpanów – z deficytem 8,50-procentowym – stanowi cyfrę imponującą) , nie jest wcale powodem do dumy, ale do obaw. Dług ten stale się powiększa, a jedną z jego przyczyn są działania takich ludzi jak Sarkozy, dla którego interes narodowy stoi wysoko ponad dobrem całej wspólnoty europejskiej oraz jej wspólnej waluty. 

To wszystko sprawia, że zmuszony jestem zadać sobie jedno pytanie: gdzie interes Sarkozy'ego w tak haniebnym psuciu wizerunku Hiszpanii? Nie widzę innego wytłumaczenia jak to, że taki zabieg idealnie wpasowuje się w strategię wiodącą ku zwycięskiemu finiszowi kampanii wyborczej. Odwracanie uwagi od tego co w poważnej debacie o przyszłość nie tylko narodu, ale i całej Europy, najważniejsze – oto strategia Sarkozy'ego, która – nie bójmy się tego przyznać – stanowi jedynie zasłonę dymną dla faworyzowania interesów Francji. Od podobnej taktyki nie stronił Napoleon, do którego to media tak często - i jak widać nie bezpodstawnie - przyrównywały Sarkozy'ego.

Fot.: główna (cc) David Ozolin/flickr; wideo, (cc) mrlc /youtube.