Science fiction: wypisz wymaluj dziś i tutaj

Artykuł opublikowany 20 grudnia 2010
Artykuł opublikowany 20 grudnia 2010
Bilet pierwszej klasy na Marsa, Wielki Oko, które obserwuje nasze życie, wzrost spożycia narkotyków i leków psycholeptycznych, koniec literatury, dyktatura technologii. Science fiction? Nie, rzeczywistość. Tymczasem wielcy pisarze już dekady temu przepowiedzieli naszą teraźniejszość. Jeśli przesadą byłoby ich nazwać prorokami, czy jednak możemy ich uważać za bredzących marzycieli?

George Orwell i Julian Assange

Fakt, że jednym z ulubionych pisarzy Assange’a jest Orwell, nie powinien być zaskoczeniem. Społeczeństwo antyutopijne i autorytarne, jakie przewidział brytyjski pisarz na kartach swego sławnego dzieła Rok 1984, Jak daleko jesteśmy od orwellowskiego sloganu: „Wielki Brat patrzy”? Dziś monitoring jest wszechobecny i rejestruje każdy nasz ruch, zdarzenia każdego dnia. Gdzie wybraliśmy pieniądze? Gdzie zapłaciliśmy kartą? O której godzinie przyszliśmy do pracy? Ile razy unieśmiertelniły nas kamery przemysłowe? Nie mówiąc już o tym, że zawierzamy nasze życie prywatne sieciom socjalnym. Nasi przyjaciele, nasze zdjęcia, ulubione potrawy, gusta muzyczne, kinowe, modowe... w 2008 r., publikując w „Le Tigre” materiał o pewnym Marcu L, francuski dziennikarz Raphaël Meltz pokazał, jak łatwym jest napisać szczegółową biografię nieznanej osoby na podstawie śladów zostawionych w sieci. Ale zobaczyć swoje życie opisane w dzienniku jest niczym w porównaniu ze zwolnieniem za negatywne wypowiedzi o pracodawcy na Facebooku, co przydarzyło się pracownikom firmy Alten.

Czy to nie internet miał być gwarancją wolności?

Granice między siecią przyjaciół a bazą danych są cieńsze, niż się wydaje. W Stanach Zjednoczonych pewien projekt prawa wzbudza polemiki. Jeśli zostanie przyjęty przez kongres, federalne agencje wywiadowcze będą mogły bez specjalnego zezwolenia mieć dostęp do profili użytkowników sieci socjalnych i zbierać wszystkie dane. We Włoszech jest to już faktem. My, Włosi, przodujemy w Europie. Mamy pierwszą Partię Miłości, która przypomina Ministerstwo Miłości z Roku 1984, a której zadaniem jest kontrolowanie członków jedynej partii i nawracanie dysydentów na swoja ideologię. W książce, wielkie tablice zainstalowane w mieście przypominają: „wojna jest pokojem”, „wolność jest niewolą”, „ignorancja jest siłą”. Dla nas to nic nowego. Przeciwnie – my idziemy jeszcze dalej. W fikcyjnym świecie były jedynie proste billboardy, nie tak jak te zainstalowane tego lata w paryskim metrze, które, wyposażone w wewnętrzne kamery, rejestrują zachowanie „konsumentów”.

Ray Bradbury i Steve Jobs

Nie tylko nasze dane personalne są powierzone sieciom społecznym, ale również nasza kultura. Wszystko, co dotyka Apple, zamienia się w złoto. I tak dzięki iPadowi rozwija się moda I-booków. Nawet książki, nawet je dotykają zmiany, podobne zresztą do tych, które zawładnęły płytami – koncepcja dobra kultury zatraca się na rzecz bitów. W Stanach Zjednoczonych, w ubiegłym roku, sprzedaż e-booków wzrosła o 193% a Europa zdaje się iść w ślady brata zza oceanu. Wyobraźcie sobie, że wystarczy wylać kawę na iPada, by stracić całą swoją bibliotekę, horror. Nie jest to świat odległy od tego przepowiedzianego przez Raya Bradbury’ego, w którego dziele Farhenheit 451 posiadanie książki jest przestępstwem, ściganym przez nieubłagane ekipy strażaków, wychowanych z nienawiścią do literatury, którzy palą książki i każą ich posiadaczy. Dziś przemoc nie jest nawet konieczna. Wystarczy rynek. Mainstramowe komunikaty mogą być kontrolowane, a ludzie są zmuszeni wyrabiać sobie zdanie na podstawie telewizyjnych ekranów, połykając pigułkę po pigułce.

Philip Dick i Richard Branson

A propos : pigułki. Według ostatniego raportu Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii, dzięki sprzedaży internetowej na europejskim rynku mogły pojawić się 33 nowe narkotyki. Wśród tych nowości: „Spice”, bardzo popularny u najmłodszych, sprzedawany w internecie jako mieszanka legalnych ziół, ale który daje dokładnie taki sam efekt jak konopie. Jednocześnie wciąż konsumujemy „stare” narkotyki. Coraz bardziej wyszukane techniki ukrywania, dystrybucji, galopujący wzrost konsumpcji i dwukrotnie więcej ofiar śmiertelnych w ciągu jednego roku: kokaina, zaraz za konopią, jest najchętniej zażywanym w Europie narkotykiem. Oto temat drogi amerykańskiemu pisarzowi, Philipowi Dickowi, który jako znający się na rzeczy konsument amfetaminy, faszerował zawsze swe historie i swoją wizję przyszłości narkotykami. Niech przykładem będzie Przez Ciemne Zwierciadło, w której to powieści dominuje „substancja A”. 

I na tym nie koniec. Nawet to, co zdawało się być tak odległe od realizacji, ludzie na Marsie, jest już w jej trakcie. Około 80 000 osób zapisało się na listę oczekujących, by wyruszyć na kolonizację kosmosu. Cena biletu? Zaledwie 126 000 funtów. Słowo Richarda Bransona i jego Virgin Galactic, która jest pierwszą na świecie firmą organizującą loty w kosmos. To też pierwszy projekt we współpracy z Google (stąd Virgle), który ma na celu stworzenie pierwszej ludzkiej kolonii na Marsie. Interesujące posunięcie, z uwagi na wyczerpujące się na ziemi surowce naturalne. A więc czas odkładać na bok... a jak nie macie, to wasz problem :-P. 

Science-fiction vs politique fiction

W społeczeństwie wyzbytym spirytualizmu i w którym religia nie jest już w stanie radzić sobie z ostatnimi napięciami na świecie, jedynie technologia zdaje się móc przejąć rolę nowego boga współczesności. Bez telewizji, komórki czy elektronicznego notesu – nikt już nie istnieje. To właśnie opisał Neil Gaiman, współczesny pisarz SF, w swojej tak wielokrotnie nagrodzonej książce American Gods, w której stare afrykańskie, nordyckie, słowiańskie bóstwa, skazane na zniknięcie przez zapomnienie, są zmuszone wypowiedzieć wojnę na śmierć i życie nowym mitom postępu.

W porządku, moi drodzy, szaleni, wichrzycielscy pisarze, od tej pory będziemy was czytać z większą uwagą. Zawsze lepsze to niż słuchanie polityków, jako że ich słowa nigdy się nie spełniają.

Fot. (cc)Emanuele Rosso/flickr; (cc)St Stev/flickr; (cc)adamfeuer/flickr; Dave Malkoff/flickr; video: YouTube