Scjentologia w Brukseli: wiara czyni cuda (ale nie czyni religii)

Artykuł opublikowany 12 stycznia 2011
Artykuł opublikowany 12 stycznia 2011
Właśnie mija rok odkąd na bulwarze Waterloo (pow. 8000 m²) w Brukseli otwarto nową siedzibę Kościołów Scjentologii dla Europy. Scjentologia uważana za sektę lub, jak we Francji, za zwykłą organizację handlową, w Belgii i Niemczech przez wyznawców nazywana jest religią. Poniżej rozmowa z Agnès Bron, odpowiedzialną za public relations największego Kościoła Scjentologii w Europie.

Agnès Bron zbliża się do pięćdziesiątki. Do Brukseli przyjechała w styczniu ubiegłego roku, by, prowadzona swoją wiarą w scjentologię, objąć stanowisko piarowca brukselskich Kościołów Scjentologii. Funkcja jest jej już dobrze znana, podobne stanowisko zajmowała bowiem w Paryżu do 1995 r. To do niej należy więc oprowadzenie odwiedzających po posiadłości.

Ron Hubbard, hollywoodzki bohater

Lśniąca nowością tablica wskazuje wejście. Niewielkie schody, obite czerwonym dywanem, u szczytu zakończone są krzyżem z ośmioma ramionami, symbolem scjentologii. Tuż przy wejściu znajduje się mała recepcja oraz liczący ponad 1000 m² hol, gdzie wyeksponowano odpowiedzi na wszystkie dręczące Ludzkość pytania. Materiały filmowe, zawierające 35 milionów słów, spisanych i wypowiedzianych przez Rona Hubbarda, zabierają człowieka na dalsze poszukiwania odpowiedzi. Ron Hubbard to twórca scjentologii, od niego pochodzą wszystkie wierzenia scjentologów. Toteż prezentacją jego osoby rozpoczyna się wystawa; jego życie, jego dzieło, jego cel. Jaki? Nadejście cywilizacji bez obłędu, zbrodni, bez wojny. Oto wyświetla się krótka, dziewięciominutowa biografia twórcy doktryny. To biografia podróżnika, który zanim stworzy scjentologię, wyrusza w świat, by poznawać inne kultury. Hollywood wciąż sprzedaje to marzenie, jego marzenie. Ron jest wszędzie, na każdej ścianie, na każdym zdjęciu, w każdym cytacie. W kaplicy zaś jego popiersie czuwa nad przebiegiem ceremonii. Otaczany jest tu prawdziwym kultem [wbrew temu, co zdaje się sugerować Russell Miller, pisząc życie charyzmatycznego mitomana, red.].

Od paru lat to Katie Holmes zajmuje miejsce u boku Toma na zdjęciach i w kościele...

„Trzeba wiedzieć, że wszystkie nasze wierzenia oparte są na pismach Rona Hubbarda”, wyjaśnia Agnès. Patrząc pewnie, bez wahania w głosie opowiada o swojej wierze. Rok 1991, w czasie pobytu u swojej siostry, Agnès wpada na biblię scjentologów, Dianetykę, napisaną przez Rona Hubbarda. Lektura pozostawia ślad i odsłania przed nią tajniki nauczanej technologii. Chodzi mianowicie o rozwiązywanie życiowych trudności alternatywnymi metodami psychologii. „Jeśli to prawda, chcę spróbować”, postanawia zaufać siostrze. Kilka miesięcy później przeprowadza się do Marsylii i zostaje scjentolożką. Zanim jednak przystąpiła do scjentologii, Agnès buntowała się przeciwko każdej religii. Dopiero awans w hierarchii sprawił w istocie, że zmieniła zdanie „wraz z moim awansem, uwierzyłam w byt duchowy”, wyjaśnia. Z drugiej strony, spieszy z wyjaśnieniem „na łonie Kościoła wszystkie religie są akceptowane”.

Powrót przywilejów

Jeśli wszystkie wyznania są akceptowane, lepiej być bogatym, by być scjentologiem. Spytana, czy trzeba mieć pieniądze, by przyłączyć się do scjentologów, Agnès odpowiada: „Nie, ja nigdy nic nie zapłaciłam” i dodaje, że istnieją specjalne programy dla biednych. Są także seminaria za 90 euro na weekend oraz sprzedaż książek i płyt DVD.

Według doktryny scjentologicznej wszyscy ludzie są równi od urodzenia. Jednakże gwiazdy zajmują uprzywilejowane miejsca kultu, tzw. celebrity centres. O tym, jak ważną rolę w wypromowaniu organizacji odegrali Tom Cruise i John Travolta, nikomu nie trzeba przypominać. W Europie, wyznawcy ukrywają fakt bycia scjentologami, „w przeciwnym wypadku, tracą pracę”, wyznaje Agnès, po czym dorzuca: „wśród scjentologów jest wiele osób, których nigdy byście o to nie podejrzewali”.

Na całym świecie żyje ponad 10 milionów wiernych. Bruksela, stolica Europy i przystań Kościołów Scjentologii dla Europy, wkrótce stanie się celem podróży wielu zamiejscowych scjentologów. Inna ważna misja to promocja ich programów pomocy społecznej. Pod przykrywką akcji antynarkotykowych i ochrony praw człowieka, Kościół zbliża się do szkół. Agnès Bron donosi, że już ponad 600 liderów opinii, w tym przewodniczący spółek oraz członkowie partii politycznych, przewinęło się przez bulwar Waterloo od stycznia ubiegłego roku.

Nie, Europejski Trybunał Praw Człowieka, nie uznaje scjentologii za religię

Tymczasem, nowy ośrodek nie powstał po to, by lobbować instytucje europejskie. Nie, „od tego jest biuro praw człowieka”, opowiada Agnès. Europejskie Biuro Spraw Publicznych i Praw Człowieka, tak brzmi pełna nazwa w międzynarodowym żargonie Kościoła Scjentologów. To więc oddział organizacji scjentologów, który mieści się w Brukseli przy ul. Prawa, pełni rolę lobby.

Mówi się, że Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu – uprawomocniony przez Europejską Konwencję Praw Człowieka podpisaną przez 47 państw – pozwolił, by lobby scjentologów w 2007 roku odniosło zwycięstwo w Moskwie [władze rosyjskie nie chciały zarejestrować Kościoła Scjentologicznego Moskwy jako organizacji religijnej]. Agnès Bron nie kryje z tego powodu dumy: „Słyszeliście? Według Rady Europy scjentologia jest religią”. Z pewnością, przebieg tej rozmowy dowodzi jednego, wszystko jest kwestią interpretacji. Jak powiedział przewodniczący MIVILUDES [misja powołana do walki z sektami, tłum.] Jean-Michel Roulet w styczniu 2008 r. dla „L’Express”: „W imię prawa do wolności wyznania Trybunał zakazał kwalifikowania niektórych ruchów jako religijne. W rzeczywistości, uprawomocnił działania opóźniające, jakich dopuściła się administracja moskiewska, by odsunąć w czasie zarejestrowanie organizacji jako stowarzyszenia o charakterze religijnym”. Czyli jak punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.

Fot. Główne (cc)u2canreed/flickr ; Tom Cruise : (cc)THERKD/flickr