Selfie ergo sum?

Artykuł opublikowany 7 sierpnia 2015
Artykuł opublikowany 7 sierpnia 2015

Niewiele jest rzeczy na tym świecie, które są tak potajemnie uwielbiane jak selfie. Dlaczego? Co sprawia, że narzekamy na widok pary z kijem do selfie, a chwilę potem sami ustawiamy się, żeby zrobić sobie takie zdjęcie ze znajomymi? Odpowiedź tkwi w mediach społecznościowych i związanej z nimi pędzącej do przodu cyfrowej wymianie doświadczeń nastawionej na własne – dość niepewne – „Ja".

Można śmiało powiedzieć, że w obecnych czasach idea „selfie" urosła do rangi międzynarodowego zjawiska. Nie tak dawno myśleliśmy, że nadwyżka kamer i aparatów cyfrowych niezmiernie przyczyni się do rozprzestrzenienia filmografii na światową skalę. W przypadku selfie może się jednak okazać, że ukazuje ono zmiany społeczne, które są bardziej złożone. W przeciwieństwie bowiem do dzisiejszej fotografii cyfrowej, selfie uprzedmiatawia współczesną, niezmiernie głęboką potrzebę uzasadnienia swojego istnienia. Wydaje się, że ci, którzy robią sobie zdjęcia i umieszczają je na platformach społecznościowych, powodowani są chęcią samotworzenia się. Rodzi się zatem pytanie: czy ci, którzy nie robią selfie, mogą mieć jakąkolwiek osobowość albo czy mogą w ogóle istnieć?

Słownik Merriam-Webster definiuje selfie jako „zdjęcie siebie samego zrobione przez siebie za pomocą aparatu cyfrowego, zwłaszcza w celu umieszczenia na portalu społecznościowym". Jest to przede wszystkim wielce egoistyczna czynność. Co więcej, wymaga ona niezwykle dużej uwagi. Jednocześnie jaźń taka nie jest prawdziwie istnieniem, ponieważ może zniknąć z powodu braku kolejnych zdjęć. Potwierdzenie atrakcyjności zdjęć za pośrednictwem „polubień" i „udostępnień" na platformach społecznościowych jasno wskazuje na brak pewności siebie towarzyszący ludziom biorącym udział w tym procesie. Na domiar złego powoduje to dekonstrukcję prawdziwej jaźni istniejącej „w realu" (w rzeczywistości), do pewnego stopnia pozbawiając ją racji bytu. Głównym celem niniejszego wywodu filozoficznego jest nie ocena płytkości i narcyzmu, lecz uwydatnienie kruchych fundamentów współczesnych definicji społecznych.

Współczesna klątwa narcyzmu?

Tak jak w przypadku każdego nowego zjawiska, selfie nie dotarło jeszcze do wszystkich. Nie ma oczywiście wątpliwości, że najbardziej dotyka ono mocno związanego z technologią młodszego pokolenia i że w niektórych kulturach rozwija się szybciej niż w innych. Jednak kiedy człowiek widzi grupkę nastolatków siedzących naprzeciwko siebie, którzy – miast rozmawiać – co jakiś czas robią sobie zdjęcie, to zaczyna głęboko zastanawiać się nad konsekwencjami tej nowej rzeczywistości. Co zmusza człowieka siedzącego w samolocie, w którym doszło do dekompresji powietrza, do wyciągnięcia telefonu, zrobienia sobie zdjęcia i opublikowania go w Internecie?

Grecki mit o Narcyzie opowiada o młodzieńcu, który był tak skupiony na sobie, że kiedy mściwa bogini Nemezis zwabiła go nad brzeg stawu, w którym odbijało się jego własne oblicze, utopił się w nim. Narcyz stwierdza, że jego piękno nigdy nie będzie wystarczająco docenione, po czym popełnia samobójstwo. Choć nie jest to oczywiste selfie, które często idzie w parze ze specjalnym kijem do robienia tego typu zdjęć, może być symptomem panowania podobnych odczuć w dzisiejszym świecie.

Podobieństwo między greckim Narcyzem i osobami robiącymi sobie selfie wydaje się być ewidentne, jako że w obu przypadkach mamy do czynienia z unikaniem bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem i z obrazem samego siebie. Trzeba jednak przyznać, że z powodu selfie nie popełniono dotychczas żadnego samobójstwa (nie licząc kilku śmierci w wyniku wypadku) i można przyjąć, że osoba robiąca sobie takie zdjęcia widzi, że jej piękno (lub jego brak) jest doceniane poprzez „udostępnienia" tych selfie w sieci. Ponadto, za tym zjawiskiem może kryć się dużo większy kryzys człowieczeństwa, co daje nam wgląd w swoisty kryzys egzystencjalny – taka osoba potwierdza swoje „Ja" jedynie za pomocą selfie.

Czy da się dziś żyć bez selfie?

Sama potrzeba posiadania pojęcia związanego ze skupianiem się na sobie sugeruje niepokojące podobieństwo do historii Narcyza. Istotna różnica leży w drugiej części naszej definicji: „zwłaszcza w celu umieszczenia na portalu społecznościowym". Dlaczego ktoś może czuć potrzebę zrobienia zdjęcia samego siebie i umieszczenia go w wirtualnej przestrzeni społecznej? Dlaczego, jeśli nie ze względu na wzajemne uzasadnienie egzystencji, to zdjęcie budzi faktyczne zainteresowanie z czyjejkolwiek strony? Czyżby egzystencja sama w sobie była nieuchwytna w naszym współczesnym świecie szybkiej informacji? Aby wydobyć całkowitą prawdę kryjącą się za kulturą selfie, musimy skupić się na tym, co termin „egzystencja autentyczna" znaczy dla osoby robiącej takie zdjęcia.

Ego, czyli inaczej jaźń, jest przedmiotem trwającej od wieków dyskusji filozoficznej, w której udział brali – i nadal biorą – wszyscy wielcy myśliciele począwszy już od tych żyjących przed czasami Sokratesa. Na podstawie najnowszych stanowisk w tej dyskusji można powiedzieć, że ego jest złożonym połączeniem niepowtarzalnego bycia-w-sobie i tak zwanego „bycia-w-świecie", które to jest cyklicznie tłumione przez politykę i ideologie i które może być powodem, dla którego udostępniamy nasze selfie. Podczas gdy można powiedzieć, że bycie niepowtarzalne jest w stanie istnieć odseparowane od społeczeństwa, bycie-w-świecie jest od społeczeństwa całkowicie zależne. Martin Heidegger definiuje ten niemożliwy do uniknięcia stan ludzki za pomocą niemieckiego słowa „​Dasein" (dosłownie: „​tu-bycie" lub „​bycie-tu-oto", red.). Dotyczy to wszystkiego, w co „​Sein", czyli byt, jest w jakiś sposób zaangażowany, nie czynnie czy biernie, ale raczej stale. Chodzi o rodzaj zaangażowania, które zmusza niepowtarzalne bycie-w-sobie do kwestionowania doktryn, moralności i śmiertelności, jeśli jest ono pozostawione samemu sobie.

Widać więc, że aspekt społeczny odgrywa bardzo ważną rolę we współzależności między selfie a światem zewnętrznym. Selfie pozwala człowiekowi uciec od samotnej egzystencji niepowtarzalnego bycia-w-sobie. Z tego względu istnienie selfie jest całkowicie uzasadnione, pod warunkiem, że zachowuje część pierwotnego zamysłu, tzn. swoją autentyczność. Jeśli tak nie jest, istnieje ryzyko, że spowoduje ono całkowite wyobcowanie pierwotnego bytu i stworzenie wirtualnej „​egzystencji w selfie". Ryzyko to jest równie oczywiste, co naturalne, jako że umysł próbuje wypełnić wspomniane wyżej poczucie bezsensu istnienia przy pomocy tworzenia konstruktu samego siebie, zanim zostanie doprowadzony do stanu rozpaczy.

W pogoni za autentycznością

Jak więc, teoretycznie rzecz biorąc, miałoby być możliwe istnienie w selfie i jednocześnie pozostawanie autentycznym wobec swojej prawdziwej, a nie wirtualnej, jaźni?

„​Jeśli człowiek szuka autentyczności dla samej autentyczności, nie jest już autentyczny" – Jean-Paul Sartre.

Sartre – między innymi – wytłumaczył, w jaki sposób nieautentyczności w istnieniu nie można się pozbyć wybiórczo, trwając w „​złej wierze". Okazuje się, że autentyczność może być jedynie stopniem, w jakim niepowtarzalne bycie-w-sobie zawiera się wewnątrz bycia-w-świecie, czyli jaźni społecznej. Chociaż można kwestionować fakt, że robiący sobie selfie są prawdziwie zainteresowani tworzeniem i utrzymywaniem swojej świadomej jaźni, to nie można tej teorii obalić (chyba że – ewentualnie – w kontekście kija do selfie).

Niniejszy wywód egzystencjalny definiuje pojęcie „​selfie" w następujący sposób: jest to działanie uspołecznione potrzebne do tworzenia współczesnej jaźni. Ego jest usatysfakcjonowane nienaruszalnością selfie jako części danej osoby, części która nie może być przez człowieka przewyższona na poziomie fenomenologicznym, jakby to ujął Sartre. Oznacza to, iż osoba robiąca selfie nie może świadomie istnieć wewnątrz samej siebie, jeśli nie odejdzie od wolności osobistej poprzez robienie tych selfie.

Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że uspołecznienie w obrębie wirtualnej grupy jest oparte tak na wyobcowaniu zachodzącym na sposób pseudoreligijny, jak na przyznawaniu danej osobie „​polubień" przez członków tej grupy. Selfie z definicji ma być udostępniane przez tych, którym się podoba, co sprawia, że zjawisko to różni się znacznie od tego występującego w micie o Narcyzie.

Ostatecznie selfie przyczynia się do tworzenia znanego nam pojęcia współczesnego człowieczeństwa. Walka z bezsensownością przekłada się na zdjęcie, które ma być z natury dowodem na istnienie danego człowieka. Zjawisko to, które można by nazwać „​społecznym ego", może znacznie wykraczać poza ideę selfie. Jako że wewnątrz coraz ciaśniej splecionej infrastruktury wirtualnej stajemy się ludźmi o coraz bardziej anarchicznej naturze, wyodrębnienie „społecznego ego" potwierdzi naszą raison d'être [fr. racja istnienia, red.]. Dopóki nie będziemy w stanie zrozumieć tego paradoksu, będziemy musieli zadowolić się uwspółcześnionym kartezjańskim „​robię selfie, więc jestem".