Sewilla - Europa w miniaturze

Artykuł opublikowany 19 września 2008
Artykuł opublikowany 19 września 2008
Współistnienie Chińczyków, Armeńczyków, Cyganów i "Payos" w dzielnicy na południu stolicy Andaluzji mogłoby być encyklopedyczną ilustracją hasła "różnorodność kulturowa". Reportaż z europejskiej alei w Sewilli.

W samym środku upalnego lipca, o szóstej popołudniu, jak nakazuje zdrowy rozsądek i zakorzeniona głęboko tradycja, większość sewilczyków kończy jeszcze swoją sjestę. Mało który śmiałek odważy się zapuścić w głąb uśpionego miasta. W dzielnicy Los Bermejales promenada nazwana imieniem Europy okalają - aleje Francji i Niemiec z drugiej, oraz - ulice Strasburga i Berlina.

(fot: Ángeles González del Corral)O tej porze roku odgłosy ukrytych wśród drzew świerszczy i koników polnych zastępują chwilowo codzienną wrzawę dzieci, wracających betonowym bulwarem ze szkoły. W miejscu zazwyczaj hałaśliwym, spokój jest co najmniej zdumiewający. Od lat 90. sprowadzają się tu młode rodziny w poszukiwaniu nowego, modnego miejskiego stylu życia za przystępną cenę.

Na chińskim bazarze u Yao

O każdym porze dnia i nocy dzielnicy tej nadają życia wyrastające na chodnikach kramiki. Jest tu wszystko: warzywniak, piekarnia, masarnia, a nawet franczyzowy supermarket. Tak jak we wszystkich dużych miastach, swoje małe interesy rozwinęli bardzo szybko również Azjaci. Oczywiście, jak w całej Sewilli, nie odbyło się to bez protestów tradycyjnych sklepikarzy. Yao, właściciel chińskiego bazaru, niechętnie podejmuje ten temat. Gdy pytam go, co myśli o stosunkach z lokalnymi handlarzami, odpowiada jedynie: "jestem już od dawna w tej dzielnicy. Ludzie są tu bardzo mili, to bardzo dobrzy klienci".

(Ana Soriano Escudero)Pilar jest studentką, a podczas wakacji dorabia w cukierni. Z przepięknym uśmiechem podaje mi croissanta, jednak jej twarz chmurzy się nieco, gdy pytam, dlaczego w jej dzielnicy ulicom nadano nazwy europejskich państw lub miast: Bolonia, Londyn, Strasburg, Grecja, czy Paryż. Jest to taki mały dowcip z Europy, o której "nie myślimy za dużo", jak mówią sewilczycy spotkani w kawiarni "Armenia". Miejsce to stanowi prawdziwą kaukaską enklawę. Właściciele kawiarni z tęsknoty za odległą ojczyzną ozdobili ściany dużą liczbą pięknych zdjęć. Klienci mogą przenieść się w tamte rejony, kosztując przekąski z cynaderek i popijając zimne piwo.

Cyganie i Payos - osobno, choć razem

Wystarczy przejść kilka ulic, by dowiedzieć się trochę o historii tej niezwykłej dzielnicy. W holu siedziby państwowych instytucji, jedyna dekoracja to jedna lub dwie doniczki kwiatów. Przedstawicielstwo administracji królewskiej otwarto tu w okolicach 1985 r., by pomagać cygańskim rodzinom osiedlającym się na terenach należących od dziesiątek lat do dzielnicy Elcano. Początkowo, w połowie XX wieku, zbudowano tu prowizoryczne budynki dla robotników, pracujących w stoczniach przy brzegu rzeki Guadalquivir. Lecz prowizoryczny stan trwał nadal. Gdy mieszkania pustoszały, w miejsce robotników sprowadzali się tu cyganie. Aż do 2004 roku, kiedy to mieszkańcy nabrzeży zbuntowali się przeciwko lokalnym władzom, mimo że strefa i tak była już silnie zurbanizowana. Ostatnie rezydujące tam rodziny rozproszyły się i w miejscu tym pojawiły się luksusowe domy z ogródkami i basenami.

(Nieblaashx/flickr)Stosunki pomiędzy cyganami zakwaterowanymi w budynkach należących do miasta, a "payos" (nie-cyganami) zamieszkującymi rezydencje nie są koniecznie konfliktowe. Chociaż wcale nie oznacza to, że są sielanką… Dla Marii, mieszkającej przy ulicy Strasburg, współistnienie i integracja to hasła, "o których dużo się mówi, a w rzeczywistości to rodziny cygańskie się nie integrują". Maria mówi bez ogródek o problemie wielokulturowości. Tak samo jak większość jej sąsiadów, którzy energicznie protestują przeciwko planom budowy dużego meczetu w dzielnicy, gdzie wbrew pozorom ludność muzułmańska jest stosunkowo nieliczna (Na ten temat czytaj "Czy Sewilla znów będzie miała swój meczet?"). "Potrzebujemy bezpieczeństwa, więcej policji i służb…", mówi Maria, trochę przez pragmatyzm, a trochę w duchu "walki o swoje".

Czekając na metro

Jak na razie najlepszym środkiem komunikacji z centrum Sewilli pozostaje własny samochód. Miesiąc temu pojawiła się cała chmara rowerów-taksówek, a za rok komunikację ma usprawnić metro. W obecnej chwili dzielnicę z miastem łączy tylko jeden kursujący autobus, który zresztą trochę się wlecze. Z drugiej strony te częste przystanki są jego zaletą - dają pasażerowi możliwość podziwiania budynków, wzniesionych z okazji wystawy hiszpańsko-amerykańskiej zorganizowanej w Sewilli w 1929 r. (w tym samym roku co wystawa światowa w Barcelonie).

Co ciekawe, władze miejskie chcą postawić "meczet niezgody" w pobliżu alei Europy, w miejscu gdzie znajdowały się niegdyś pawilony innej światowej wystawy - Expo 1992. Czyżby dzielnica ta od zawsze miała być miejscem spotykania się kultur? Historia lubi się powtarzać.