Sewilla: europejska stolica hip-hopu

Artykuł opublikowany 31 lipca 2012
Artykuł opublikowany 31 lipca 2012
Sewilla i flamenco pasują do siebie jak Don Quijote i Sancho Pansa. Andaluzyjskie miasto zdobyło sobie jednak również tytuł stolicy hip-hopu, po tym gdy w latach 90-tych dzięki zespołom takim jak SFDK rozwinęło nowy genre hiszpańskojęzycznego hip-hopu z osiedli wieżowców Pino Montano. Dziś dzielnica niegdyś uchodząca za „Bronx Sevilli“ raczej sporządniała.
Hip Hop w międzyczasie przeniósł się już gdzieś indziej i obejmuje o wiele więcej niż tylko muzykę i rap.

Sara ma wolne, jendak podczas gdy jej koledzy spotykają się na „aperitif”, Włoszka ma co innego w głowie. Szybko wskakuje w wygodny t-shirt, nakłada fioletową czapkę i w niecałe pół godziny później można ją zobaczyć w ruchliwym pasażu ćwiczącą figury breakdance'owe typu „windmill”, „chair freeze”, czy też „6-step”. Sara spotyka się z grupą ok. dwudziestu tancerzy kilka razy w tygodniu. Umawiają się by tańczyć breakdance – według tego samego rytuału co za czasów powstawania breakdance w późnych latach siedemdziesiątych w Nowym Jorku.

Fini przyznaje, że skończył mu się spray. Musiał się zadowolić sloganem: „T.F.Rockers”. To, co sprawiło, że wrócił do tańca to film pt. „Beatstreet”.

Sara jest jedyną kobietą w zespole. A na dodatek dopiero co przeniosła się tutaj z Madrytu. Mimo wszystko od razu poczuła, że została dobrze przyjęta. „Gdziekolwiek nie idę, uprawiam breakdance. Obojętne skąd jesteś, zostaniesz tu zaakceptowany”. Podczas krótkiej przerwy na odpoczynek rozmawia po rosyjsku ze swoją węgierską przyjaciółką, która przyjechała w odwiedziny, a którą poznała na praktyce w Moskwie.

Razem z Cristiną z Portugalii podziwia tzw. „powermoves” Yobani, pół-Kubańczyka, który kręci się tak szybko, że na wszystkich zdjęciach jest zamazany. Od grupy młodzieniaszków odstaje Bboy Fini, który właściwie nazywa się Finizio (ma włoskiego ojca i matkę Andaluzyjkę) i który sam mówi o sobie: „jestem dziadkiem dla reszty chłopaków“. A w to, że ma ponad 40 lat trudno uwierzyć, kiedy widzi się jak zwinnie się porusza i z jakim oddaniem podchodzi do tańca.

Hip Hop to TY

Sewilla, marzec 2012Rzeczywiście, Fili w Sewilli uchodzi za kogoś w stylu ojca chrzestnego hip-hopu. W końcu jako pierwszy namalował w tym mieście grafitti. Słowo „pierwszy“ Fini wymawia bawarską (niemiecką) gwarą, gdyż będąc nastolatkiem mieszkał z rodziną przez kilka lat w Augsburgu i od tamtego czasu mówi po niemiecku z bawarskim akcentem. Od 14. roku życia poświęca swoje życie hip-hopowi. W swoim mieszkaniu ma pokój po sufit wypełniony płytami, filmami, posterami i innymi pamiątkami. „Porządne małe muzeum hip-hopu” - jak sam je z dumą przyznaje. Na dziesięć lat porzucił taniec próbując rozwijać się ze swoją firmą organizującą eventy, jednak potem znów go dopadło. „Obawiałem się trochę tego, co powie moja żona, gdy powiem jej, że chcę wrócić do tańca”. Elisabeth nie miała z tym problemu – w podziękowaniu Fini wytatuował sobie jej imię na przedramieniu. Gdy Fini prowadzi zajęcia na uniwersytecie na temat kultury hip-hopowej, musi borykać się z błędnymi wyobrażeniami studentów o tym, że hip-hop to tylko muzyka. „Hip-hop to o wiele więcej, hip hop to breakdance, to graffitti, to DJing i tak dalej…”, „Hip-hop to TY!” - mówi Sara, na co Fini uśmiecha się zadowolony.

Niebezpieczna Torreblanca: nie taka zła jak ją malują

Zmiana miejsca. Żeby dotrzeć do centrum kongresowego trzeba jechać na północny wschód. Podróż autobusem trwa pół godziny. Trochę ponura okolica z kilkoma knajpami szybkiej obsługi, supermarketem i kawiarnią, w której umówiłam się z raperem Rabem. Iván González, jak się rzeczywiście nazywa, przyprowadza swojego kolegę K-PO, i razem opowiadają, przy dość nietypowych dla raperów napojach (Coli light i mlecznej kawie), o swoich początkach w Torreblanca - nienajlepszej sławy osiedlu blokowym w Sewilli.

Wszystko zaczęło się w roku 2002, gdy 14-letni Iván odkrywa na MTV amerykańskie gwiazdy hip-hopu: LL Cool J, 50 Cent'a i Eminema. Zaczyna sam pisać, żeby uporać się z doświadczeniami okolicy, która między mieszkańcami Sewilli uchodzi za marginalną i niebezpieczną. „To doświadczenie było dla mnie jak terapia. W moich tekstach odzwierciedlam to, co na co dzień przeżywam. Jasne, że są narkotyki i przemoc, ale nie wszędzie. Nasza dzielnica jest o wiele lepsza niż jej głosi jej nieciekawa reputacja”. 

Władze miasta faktycznie próbują za wszelką cenę przedsięwziąć coś, co by oczyściło tę dzielnicę (powszechnie uważaną za niezbyt bezpieczną) z wątpliej sławy. To właśnie podczas lokalnego festynu – Torrerock- Rabem miał swój pierwszy występ na żywo. Wtedy też jego matka uspokoiła się, gdyż zobaczyła, że jej syn ma nie tylko bzdury w głowie, ale ma też talent oraz ludzi, którzy chcą go słuchać.

Sewilla - mało kto wie, że to tak naprawdę taka "mała" stolica europejskiego hip-hopu

Mama i teksty pełne złości

Obok amerykańskich wzorców hip-hopowych, na Rabema miał też duży wpływ przede wszystkim Vico C - raper o korzeniach puertorykańskich. „Hip-hop latynoamerykański jest inny” - przynaje K-PO. Przenika go wiele motywów: reggae, jazz, funk i salsa. Obaj młodzi raperzy chcą ten międzykulturowy dialog wykorzystać, dopiero niedawno zdecydowali się połączyć siły pod nazwą „9 milimetros” i odtąd wspólnie tworzą muzykę.

Jak brzmią, pokazują mi podczas przejażdżki przez obrzeżne dzielnice Sewilli. Przy wsiadaniu do samochodu rapera (gangstera?) ogarnia mnie chwilowe nieprzyjemne uczucie. które jednak szybko mija, a już całkowicie ustępuje, gdy Rabem puszcza piosenkę zadedykowaną swojej matce. W jego tekstach jest dużo mowy o „lucha“ (z hiszp. „walka“). Staje się jasnym, że nie zawsze miał łatwo, a jednak nie skończył tak jak inni z Torreblanca. Pomogła mu muzyka: „No tengo dinero, solo letras con furia” (z hiszp. „Nie mam pieniędzy, tylko teksty pełne złości“). Swoją mamę kocha mimo wszystko.

Przyjacielsko machamy sobie na pożegnanie, gdy przy brzegu Gwadalkiwiru zauważam ogromną ilość graffiti, którym Sewilla, zaraz obok muzyki, zawdzięcza tytuł „stolicy hip-hopu“. Amerykański fotograf Brian Miller jest wielkim fanem dzieł sztuki malowanych sprayem. Prezentuje je na swoim blogu. „Właściwie to te graffiti są nielegalne, ale wielokrotnie widziałem przechodzących tędy policjantów, których nie obchodziło, gdy ktoś malował tu spray'em“ - komentuje Brian. Miasto wydaje się mieć pozytywny stosunek do kultury hip-hopowej. Widać to po wielu kontenerach na szkło, które oficjalnie mogą być upiększane farbą w sprayu. Całkiem „phat” ta Sevilla!

Niniejszy artykuł jest częścią serii reportaży cafebabel.com, powstałych w ramach projektu MULTIKULTI on the ground 2012. Wielkie dzięki dla lokalnej ekipy cafebabel.com z Sewilli.

Fot.: główna (cc) Rohan Reid/ flickr; Sara © SW; 1985 Freeze Rockers © dzięki uprzejmości f Bboy Fini; wideo (cc) AbismoRecords/ youtube