Silvana Gandolfi: podróż w wyobraźni

Artykuł opublikowany 2 lipca 2006
Artykuł opublikowany 2 lipca 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Autorka literatury dziecięcej zdobyła świat. Z szybkością żółwia. Jej książki sprzedawano we Francji, Anglii, Stanach Zjednoczonych, Rumunii, Japonii, Korei, Tajwanie...

Umówiłem się na spotkanie z Silvaną Gandolfi w sercu Paryża, na Place des Vosges. Po kilku minutach oczekiwania zbliża się bardzo szczupła postać w obszernym, orientalnym płaszczu. To właśnie ona. Proponuje mi herbatę w del Maras. Kiedy kierujemy się w stronę Rue des Rosiers, zaczynam zadawać jej pytania.

Strona po stronie z filiżanką herbaty

Dzieciństwo spędziła w Rzymie, ale jest Triestenką i Rosjanką z pochodzenia. Wnuczka pisarza z Odessy, tłumacza Lwa Tołstoja, swoje życie zawsze wiązała z literaturą: Od najmłodszych lat czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce. Wchodzimy do kafejki pełnej skórzanych foteli w kolorze ochry, niskich stoliczków i cukierniczek rozproszonych tu i tam. Un thé chaud, s'il vous plaît, wyszeptuje Silvana. Nie piję już często kawy, jest zbyt pobudzająca. W domu w Rzymie mam część kredensu zajętą wyłącznie przez herbaty. To moja pasja.

Czytać i pisać...

Pisarze, z którymi dorastała to Dostojewski, Steinbeck, Flaubert, Stendhal..., po wymienieniu ich bierze łyk herbaty i szepcze patrząc mi prosto w oczy Przyznaję, że pociągali mnie wszyscy nieco niepokojący pisarze. Darzę ogromna pasją Emmanuela Carrère i Patricka Suskinda. Ale w jej książkach historie są pełne świeżości i wrażliwości. Ewenementem jest splot między pisaniem a rzeczywistością. Przekorną małpę, którą opisuję w mojej pierwszej książce "La scimmia nella biglia" (Małpa w szklanej kulce), odkryłam rok wcześniej podczas mojej podróży do Nepalu. Idąc w stronę opuszczonej świątyni zostałam ugryziona przez małpę. Silvana opowiada mi, że po tej podróży schudła przeraźliwie w skutek tajemniczej choroby. Dokładnie, jak postać z następnej książki, "Pasta di drago" (Ciasto smoka) - wyznaje.

Zawsze w stronę nowych horyzontów

Książki Silvany zdobyły publiczność z całej Europy i z całego świata. Od Azji Wschodniej, poprzez Stany Zjednoczone, docierając do Ameryki Południowej, dzieci ze wszystkich stron świata oczarowują historie z jej książek. Ale w czym tkwi sekret tego sukcesu? W moich książkach nie występuje żaden element społeczeństwa współczesnego. W miarę możliwości unikam używania języka i mód dorosłych. Staram się zaadoptować historie w czasie nieco bardziej odległym, aby móc mówić o życiu dzieci w uniwersalny sposób. Cytując zabawny esej Hanif’a Kureishi pytam ją Skąd biorą się te historie?. Zdałam sobie sprawę, że narodzenie się pomysłu na książkę to życzenie nie do spełnienia. A to już jest rozczarowanie rzeczywistością. Świat rzeczywisty składa się ze szczelin, które trudno wypełnić elementami fantastycznymi, które ożywiają historię.

Błyszczące oczy Silvany widziały prawie cały świat. Podróże pozwalają mi poznać kulturę innych krajów. Są wyjątkową okazją na początek pracy nad książką. Ale jak, między jednym lotem a drugim, potrafi znaleźć czas na pisanie? Często piszę zaraz po powrocie z podróży w moim domu w Rzymie. Budzę się późnym porankiem, biorę ciepłą kąpiel i przygotowuję sobie śniadanie, a w międzyczasie myślę o dialogach, treści pisanej książki. Dla odmiany czasem postanawiam wyruszyć w długą podróż w czasie, gdy książka jest przygotowywana do druku, jak to było w przypadku "Aldabra, la tartaruga che amava Shakespeare" (Aldabra, czyli żółw, który kochał Szekspira).

Aldabra, 11.000 sprzedanych egzemplarzy

Aldabra to odizolowany i zamknięty dla ruchu turystycznego atol. Znajduje się na Oceanie Indyjskim i zamieszkują go ogromne żółwie. Ten obraz stał się inspiracją do stworzenia książki cenionej przez krytykę i publiczność z całego świata. Wyobraźcie sobie: Wenecja, ekscentryczna starsza pani i jej wnuczka, głęboka pasja Szekspirem i malarstwem. To główne elementy wspaniałego opowiadania, w którym rzeczywistość spotyka się z fantazją, by potem zmieszać się i wprawić czytelnika w zachwyt. Takie samo wrażenie wywołało na mnie moje spotkanie z Silwaną w herbaciarni. Zakłada obszerny, orientalny płaszcz i żegna mnie, po czym znika między stoliczkami, szmerem ludzi, filiżankami herbaty.