Śnipiszki: trudne lekcje kapitalizmu

Artykuł opublikowany 4 kwietnia 2007
Artykuł opublikowany 4 kwietnia 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Uboga dzielnica w samym sercu Wilna ma się zamienić w nowoczesne centrum. Mieszkańcy jednak stawiają opór.

Wilno kwitnie. Niedaleko starego miasta mieni się w słońcu nowa panorama nad brzegiem rzeki Wilii. Pomiędzy szklanymi fasadami wieżowców, na marmurowym deptaku, krząta się tłum kupujących. Tuż obok zaczyna się teren budowy. Robotnicy hałasują na zakurzonych rusztowaniach. Podążając wzrokiem za cieniem tych olbrzymów postmodernizmu natrafia się na wieś w centrum miasta: Śnipiszki.

Dookoła tej kwadratowej dzielnicy mieszkają ludzie w odnowionych blokach, pracują na niedawno powstałym terenie przemysłowym, kupują w super- i hipermarketach. Całkiem inaczej jest w Śnipiszkach. Na 120. hektarach ziemi żyją Litwini, Rosjanie, Romowie i Polacy w wiejskich drewnianych domach z ogródkami przy polnych drogach pełnych dziur. Wielu z nich nie ma dostępu do bieżącej wody. Na podwórkach stoją "wychodki".

Coraz wyżej

Miasto krok po kroku wypiera wieś. Od kiedy przyrost gospodarczy jest dwucyfrowy i lokalni politycy uchwalili w roku 2001 plan rozwoju dla Śnipiszek, dźwigi są ciągle w ruchu. Zarząd Miasta zapoczątkował plan wznosząc w 2003 pierwszy biurowiec. Jeszcze w tym samym roku zaraz obok zostały ukończone prace nad 33 piętrowym Centrum Europejskim, obejmujące centrum handlowe, biura oraz kilka mieszkań. To rekord wysokości w Wilnie.

Boom budowlany opadł. Problemem inwestorów oraz agencji nieruchomości jest to, że po odzyskaniu przez Litwę niepodległości domy i ziemie w Śnipiszkach zostały zwrócone właścicielom i sprywatyzowane. W większości Śnipiszki są w rękach prywatnych, a Litwa to państwo prawa i szanuje fakt, że nie każdy chce dobrowolnie zrezygnować z mienia.

"Wszyscy się tu boją"

Grozili mi. Od dwóch lat przychodzą ludzie z tej firmy budowlanej. Czasem codziennie. Opuszcza pan dom albo utrudnimy panu życie, mówią. Widać że Algis M., który nie chce zdradzić swojego nazwiska, jest wzburzony. Jego żona odmówiła wywiadu. Pół godziny poźniej Algis dzwoni do mnie na komórkę. Wszyscy się tu boją, ale ja nie chcę iść. We wrześniu 2005 podpalili mój płot, a miesiąc później cały dom. Sąsiad zauważył ogień po pięciu minutach i nic się nie stało. Miesiąc temu, 16. stycznia, na rogu na ulicy Šilutis 28 wybuchł pożar. Wymagany mocnym wiatrem dom szybko spłonął.

Pożary wywarły wielkie wrażenie, jednak w sprawie podpaleń nie zapadły żadne wyroki. Działka Algisa na której znajduje się jego dom oraz dwa mniejsze domy czynszowe są jednymi z ostatnich pozostałych na dużym polu na północnych obrzeżach Śnipiszek. Większość mieszkańców sprzedało swoje domy, które potem zostały zburzone. Na polu oprócz Algisa mieszka samotna, 91-letnia staruszka. Zabezpieczyła swoją bramę drutem i trzyma dwa duże psy obronne. Rodzina, która do niedawna stawiała razem z nimi opór, niedawno sprzedała swój dom. Pracownicy już wznoszą płot budowlany wokół całego pola.

Menedżer Algminas Slavinskas, który pracuje dla deweloperów w Śnipiszkach, nie chciał udzielać cafebabel.com komentarzy na temat pożarów i planów firmy dotyczących działki. Według mieszkańców ma tu powstać centrum handlowe. Również w punkcie 6. Planu rozwoju miasta jest wyznaczone pole dla użytku przemysłowego.

"Przecież wiadomo, co ci ludzie robią"

Od dwóch lat dochodzi w Śnipiszkach coraz częściej do pożarów, nie tylko w sąsiedztwie Algisa pogorzeliska i ruiny stoją w śniegu, po części ogrodzone i strzeżone przez firmy ochroniarskie. Po ostatniej serii pożarów na przełomie roku aresztowano 15-to i 16-latka, sprawców podpalenia dwóch opuszczonych domostw. Czy to młodzieńcza lekkomyślność czy może raczej zlecenie?

Rūta Matonienė, dyrektor działu planowania Zarządu Miasta jest odpowiedzialna za plan rozwoju dla Śnipiszek. Ma własną wersje wydarzeń: Domy nie zostały podpalone umyślnie. W Śnipiszkach mieszka dużo bezdomnych. Wchodzą do opuszczonych domów, rozpalają ogień, no i już jest pożar. Przecież wiadomo, co ci ludzie robią.

Eglė Pelienė, dyrektor agencji maklerskiej Šimtasvienas, też nie chce komentować pożarów: Jeśli ktoś mówi ludzoim "Idźcie, albo stanie się coś złego", to jest to grubiańskie. To przestępstwo. Na tym kończy się rozmowa.

Bez wymogów i ograniczeń

W starym mieście jest coraz mniej miejsca pod powierzchnie biurowe dla rozwijających się litewskich i zagranicznych przedsiębiorstw. Powierzchnie biurowe a przez to działki w "Nowym Centrum", które ma powstać w Śnipiszkach, są bardzo atrakcyjne. Dzielnica znajduje się kilka kilometrów od starego miasta, po drugiej stronie rzeki. Zezwolenia na budowę otrzymuje się bez wymogów ochrony zabytków i bez ograniczeń wysokości. Dojazd środkami komunikacji miejskiej bardzo dobry.

W 2009, gdy Wilno będzie Europejską Stolicą Kultury, "Nowe Centrum" ma być gotowe. Lecz w to nie wierzy nawet pani Matonienė z Urządu Miasta. Domy są prywatną własnością, więc realizacja projektu idzie krok po kroku. Nikt nie wie, jak długo to będzie trwało.

Mając jedynie ziemię, mieszkańcy Śnipiszek odbyli w ostatnich latach lekcję wolnego rynku. Niektórzy już parę lat temu sprzedali po niskiej cenie, a teraz się złoszczą, mówi maklerka Pelienė. Niektórzy sprzedają naprawdę po dobrej cenie, około 860 euro za metr kwadratowy. Maklerka nie popiera działań zmierzających do sztucznego zawyżania cen.

Skansen zamiast ptaków i spokoju

Do tych należy Liubove Gardak, która mieszka bezpośrednio przy strefie budowy drapaczy chmur. Czekamy na międzynarodowego inwestora, który więcej zapłaci niż Litwini. Za dobrą cenę chętnie się przeprowadzę. Pożarów się nie boi i mówi z uśmiechem: Mój syn ma za sobą szkolenie żołnierskie, a mieszkanie jest dobrze ubezpieczone. Ulicę dalej litewsko-rosyjska para również stawia na jedną kartę. Ich działka leży bezpośrednio przy planowanej głównej ulicy. Przeprowadziliby się "za dobrą, realistyczną cenę". Ale nie za 860 euro za metr kwadratowy.

Czy to wszystko kwestia pieniędzy? Nie dla Algisa M., dwukrotnej ofiary pożaru: Moja rodzina mieszka tu od 300. lat, to cała dynastia. Kocham tutejsze ptaki i spokój. Czy nastał kres dla życia wiejskiego w samym centrum Wilna? Ma powstać coś w rodzaju skansenu. Znajdą się tam drewniane domostwa wartościowe z historycznego punktu widzenia, opowiada dyrektor działu, Matonienė. W planach na nowe Śnipiszki "Ulica z kafejkami, restauracjami, małymi sklepami". Czy mieszkańcy tych domów mogą pozostać? Nad tym jeszcze się nie zastanawialiśmy. Być może jeśli będą chcieli otworzyć sklep?

Podziekowania dla Mantasa Kairysa za pomoc