Social media mugging: cyfrowy atak i sztuka przetrwania w realu

Artykuł opublikowany 12 grudnia 2013
Artykuł opublikowany 12 grudnia 2013

W XXI wieku narodziła się wirtualna odmiana barowego oprycha znanego z powieści Tyrmanda. Dziś nie wychodzimy z domu bez smartphone'a, tabletu, czy notebooka, a te zwiększają potencjał wiktemologiczny. Nie ma dnia, by do naszego stolika nie przysiadł się ktoś z silną potrzebą dołączenia do naszych znajomych na portalach społecznościowych. Oto 5 rad jak radzić sobie z atakami takich nagabywaczy

Berlin. Przewrotna jesienna pogoda. Temperatura odczuwalna to chyba -20 stopni, a mroźny, silny wiatr zmiata przechodniów z ulic do ulubionych lokali, w których można wspólnie posiedzieć przy kawie, czy piwie. Na pierwszy rzut oka gościnny wystrój z drewnianymi stoliczkami i miękkimi fotelami nie zwiastuje niebezpieczeństwa dla zwolenników prywatności w sieci. Większość topowych kawiarenek i barów oferuje w menu nie tylko modne napoje (Berliner Kindl, czy Club Mate), ale też Wi-Fi. Zająwszy miejsce w wygodnej kanapie możemy zagłębić się nie tylko w lekturze, lecz także w wirtualnym świecie na naszych urządzeniach przenośnych. 

Dla typowego nagabywacza to jest właśnie idealny moment rozpoczęcia ofensywy. „O, cześć, widziałem, że czytasz Murakamiego?” – dla cyfrowego nagabywacza każdy temat, od sztuki po Club Mate („wszyscy to teraz piją, co?”), jest dobry, by rozpocząć rozmowę. Jak dotąd żadne z tych posunięć nie wzbudziło pewnie Waszych podejrzeń – rozmowa musi mieć swój początek, a spontaniczna wymiana zdań i nieoczekiwane spotkania są najbardziej ekscytujące („To jesteś artystą? Ja też! Robię sztukę... w internecie”). Jednak czasu na prawdziwą rozmowę niestety brak. Trzy minuty to dla nagabywacza wręcz aż za dużo, by pokrótce podzielić się swymi uwagami na temat berlińskich hipsterów i następnie – zręcznie się ulotnić. 

Atak cybernagabywacza w naszym ulubionym lokalu

Cyfrowy nagabywacz zdobywa facebookowy nick swojej ofiary w przeciągu sekund. Wystarczy kilka kliknięć, by wprawić w ruch internetowe szpiegowskie tryby. Jeszcze kilka lat temu mogliśmy założyć konto na fałszywy adres e-mail, wymyślić imię, podać fałszywy numer telefonu, lub w ogóle nie zakładać profilu społecznościowego. Na samą myśl o istnieniu cybernagabywacza kiedyś zanieślibyśmy się gromkim śmiechem. Co mówi google, kiedy wpiszemy angielski termin social media mugging? Znajdujemy informację o napadach i rabunkach w realu, które zostały zaplanowane w grupie na portalach społecznościowych. W tym artykule poruszamy jednak zupełnie inny rodzaj tych napaści – przypominają one stręczycielstwo i nagabywanie w kafejkach i barach. Dziś zdarza się to już tak często, że nie można pominąć ich milczeniem. 

Jak chronić swoją prywatność w czasach nieograniczonej możliwości dostępu do danych na portalach społecznościowych i w ogóle w internecie? Jak oszczędzić sobie nieuprzejmych wymówek? („Nie, nie chcę być twoim znajomym”). Facebook błyskawicznie demaskuje imiona zmyślone, brzmiące podobnie do prawdziwych. Jeśli nie jesteś asertywny i masz skrupuły przed bezpośrednim odprawieniem nagabywaczy, będziesz musiał wykazać się sprytem, żeby uchronić swój profil na Facebooku przed niechcianymi (nie)znajomymi i jednocześnie zachować czyste sumienie. 

Przedstawione poniżej 5 strategii nie gwarantuje pełnej ochrony przed niepożądanymi zaproszeniami do grupy znajomych, ale z pewnością zniechęci większą część cybernagabywaczy.

Najlepsza Strategia Obrony przed Social Media Muggerem

1. Przy następnym wyjściu do klubu weź ze sobą najtrudniejsze dzieło Derridy w odstraszająco minimalistycznej szarej okładce. To z pewnością wyeliminuje z gry większość cybernagabywaczy typu „Murakami”. Jeśli do tego weźmiesz ołówek, żeby na miejscu oddać się dokładnemu podkreślaniu ważniejszych linijek tekstu, każdy zrozumie, że jesteś bardzo zajętym intelektualistą, który nie ma czasu na powierzchowne pogaduszki – oto poststrukturalny pragmatyzm nie do przebicia dla najbardziej wytrwałego i zdesperowanego nagabywacza.

2. Podaj najbardziej pospolite imię - Jan Kowalski, czy Joanna Kowalska. Kiedy cybernagabywacz wklepie je w facebookową wyszukiwarkę, niedbale wskaż na pierwszego wyświetlającego się użytkownika z nieokreślonym i nieznanym ci zdjęciem.

3. Popijając piwo zacznij tłumaczyć, że w Berlinie jesteś turystycznie, a na co dzień mieszkasz w małym, nudnym miasteczku, w którym studiujesz odlewnictwo dzwonów. Ta rada przeznaczona jest dla tych, którzy danego dnia nie wystylizowali się na hipstera.

4. Można również stworzyć nowy profil na Facebooku, specjalnie dla wirtualnych nagabywaczy. Ale żeby wyglądał on autentycznie, będziesz musiał poświęcić trochę czasu na dodanie zdjęć i stworzenie siatki znajomych. Warto, bo jest to najlepsza broń w walce z rosnącą rzeszą nagabywaczy.

5. I tak dotarliśmy do ostatniego rozwiązania, szczególnie polecanego parom. Kiedy tylko zorientujemy się, że jakiś nagabywacz kieruje swą uwagę w naszą stronę, przyjmijmy poważny i nerwowy wyraz twarzy. Kiedy nagabywacz zaatakuje, powiedzmy przyjaźnie, ale nie bez emocji: „Przepraszam, ale jesteśmy w trakcie bardzo osobistej rozmowy. Mówiąc wprost - rozstajemy się! Dlatego potrzebowalibyśmy odrobinę prywatności, jeśli nie masz nic przeciwko temu”. To z pewnością wywoła u cybernagabywacza współczujący uśmiech i sprawi, że szybko zacznie szukać szczęścia w drugim końcu lokalu. Nigdy nie wracajcie już do tego baru, bo może się okazać, że przy następnej próbie nawiązania kontaktu (w najczarniejszym scenariuszu), sprowokujecie sytuację dogodną do rozpoczęcia flirtu.

Specjalne podziękowania dla Chris'a Stevens'a, autora angielskiego terminu na zjawiska cyberataków w świecie rzeczywistym w celach zawierania nowych znajomości.