Sportowy sukces Serbii: „naturalny talent, geny, pasja”

Artykuł opublikowany 8 czerwca 2012
Artykuł opublikowany 8 czerwca 2012

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Gdy stanowili część byłej Jugosławii, wygrywali wszystko w piłce koszykowej, waterpolo i piłce siatkowej; teraz są bezkonkurencyjni także w tenisie. Od 2001 roku ich kraj cztery razy zmieniał nazwę i w 2006 roku stał się po prostu Serbią. Jednakże, niespokojne ruchy polityczne nie odebrały temu bałkańskiemu krajowi ani krzty energii.
Udajemy się do Belgradu, aby odkryć sekret bezkonkurencyjnego sukcesu sportowego Serbii i przejść się po jego śladach.

Z ławek trybuny zarezerwowanej dla prasy mamy dobry widok na ogólny plan stadionu Czerwonej Gwiazdy, najważniejszej drużyny piłkarskiej Serbii, która w tę sobotę broni drugiego miejsca w serbskiej lidze. Z naszego miejsca da się wyczuć nerwowość Roberta Prosineckiego, jego trenera, który chodzi w tę i z powrotem przed trybuną, udzielając poleceń swoim graczom, a który 24 godziny wcześniej w kawiarni na stadionie odkrył przed nami główny problem, z jakim boryka się ten sport w Serbii: „gracze szybko odchodzą z klubu, nie ma ciągłości”. Robią to, według niego, z „powodów ekonomicznych i związanych z prestiżem”. Jeżeli dodamy do tego, że „kluby w Serbii są ekonomicznie słabe”, zrozumiemy wycofanie serbskiego futbolu w obliczu coraz większej siły klubów europejskich.

Sporty grupowe vs indywidualne

Właściwie, piłka nożna w Serbii wydaje się być obecnie wyjątkiem na tle sportowych sukcesów. 29 stycznia 2012 roku serbska reprezentacja narodowa waterpolo zdobyła tytuł mistrza Europy, mierząc się w finale z Czarnogórą, państwem, z którym tworzyła jeden kraj do 2006 roku. Tego dnia euforia w Belgradzie wybuchła z dwóch powodów. Jej zwycięstwo nastąpiło bowiem tego samego dnia, w którym Novak Djokovic pokonał Rafę Nadala w finale Open w Australii. Reprezentacja waterpolo była już wtedy mocno przyzwyczajona do najwyższego miejsca w rankingu: uzyskała już tytuł mistrza świata w 1986, 1991, 2005 i 2009. Jej obecny trener, Dejan Udovicic, wyjaśnia nam, że za sukcesem stoją dwie przyczyny: „dobrzy gracze oraz dobry system edukacji w młodzieżowych kategoriach”, choć przyznaje także, że są aspekty wymagające ulepszeń: „rząd robi co może, aby nas wspierać, ale myślę, że mógłby zrobić trochę więcej”.

Innym sportem grupowym, w którym nikt nie może mierzyć się z Serbią, jest piłka siatkowa. Jedna z jej czołowych figur, Ivan Miljkovic, obecny przewodniczący komisji ds. piłki siatkowej, który wśród swoich trofeów ma 8 nagród indywidualnych, i który w 2000 roku zdobył złoto z reprezentacją Jugosławii na Olimpiadzie w Sydney, mówi, że: „po tym, jak minie początkowy stres związany z wejściem do zwycięskiej drużyny, chcesz tylko dorównywać pozostałym i razem z nimi osiągać sukces”.

Niespodzianka w tenisie

Pomimo kilkukrotnego zgubienia drogi w Nowym Belgradzie i 35 stopni na termometrze, stawiamy czoła upałowi rozkoszując się piciem kawy mocca z Nebojsą Viskovicem, dziennikarzem sportowym z dwudziestoletnim stażem i, zdaniem wielu, najlepszym komentatorem sportowym w Serbii.

Reconoce que crecer en medio de dos guerras no fue fácil, pero que el amor de su familia y el tenis era lo único que necesitaba para vivirTen dziennikarz sportowego kanału telewizyjnego Sportsklub opowiada nam, że zwycięstwa odniesione na światowych kortach od 2006 roku zaskoczyły całą Serbię: „to, co dzieje się z tenisem jest prawie niewiarygodne. Nie mamy tradycji, mieliśmy bardzo złą infrastrukturę, Serbia nie zainwestowała w ten sukces ani jednego dinara (…). Osiągnęli to wszystko sami. Jak? To zagadka, to cud. Zwyczajnie, stało się, tak jak pojawia się czasem róża na pustyni”. Róża ta rozkwitła: „teraz jest łatwiej. Ana i ludzie z jej pokolenia wytyczyli drogę”. Viskovic mówi o Anie Ivanovic (1987), która zdobyła Roland Garros w 2008 roku i która, jak wszyscy sportowcy w jej wieku, dorastała w okresie międzywojennym. Janko Tipsarević (1984), numer 8 w rankingu ATP, znajduje parę minut pomiędzy Open w Madrycie oraz w Rzymie, i za pośrednictwem e-maila odpowiada na nasze pytania. Przyznaje, że „nie było łatwo, ale byłem dzieckiem, nie zdawałem sobie sprawy. Wszystko, czego chciałem, to grać w tenisa”.

Idąc śladami sportowego sukcesu, docieramy do centrum tenisowego Novaka Djokovica, położonego u zbiegu rzek Sawa i Dunaj. Pomimo intensywnego słońca o godzinie 16., niektóre korty – z 14 dostępnych – są zajęte. Gigantyczne portrety Novaka przyglądają się nam, gdy obserwujemy demontaż trybun rozstawionych na Open Serbia, które odbyło się dosłownie kilka dni temu, a któremu przewodniczy wujek Novaka, Goran Djokovic. Po kilku rozmowach z pracownikami centrum dochodzimy do wniosku, że znaczenie Novaka w Serbii przewyższa uznanie, jakim mógłby cieszyć się inny sportowiec w innym kraju, ponieważ mówimy nie tylko o obecnym numerze 1 na świecie, ale także, jak przyznał Prosinecki, o wielkim „ambasadorze całej Serbii”.

Tworząc wizerunek Serbii poprzez sport

Wszystkie te podboje wpływają na kraj w dwojaki sposób: po pierwsze, rekonstruując jego obraz na arenie międzynarodowej. „Serbia wciąż nie posiada wizerunku na świecie z powodu tego wszystkiego, co się stało” - przyznaje dziennikarz, choć stwierdza również, że „sport jest najlepszą reklamą”. Jednakże, uważa, że „szkody są zbyt duże, by zlikwidować je w tak krótkim czasie; możemy tylko czekać”.

Z drugiej strony, sukces ten służy czasem także jako zasłona dymna, aby zapomnieć o innych problemach, z którymi boryka się Serbia, jak bezrobocie wśród młodych osób. Viskovic przyznaje: „wszystkie powody do radości w ostatnich latach w Serbii związane są ze sportem i z Eurowizją. Oczywiście, odnosimy sukcesy w kulturze, nauce, ale sport jest radością numer 1”. Ivan Miljkovic uważa, że sportowe osiągnięcia „pomogły Serbom zobaczyć, że są ludzie, którzy ciężko pracują i dają z siebie to, co najlepsze, dla dobra naszego narodu. Mam nadzieję, że nasze zwycięstwa pomogły im w niektórych momentach naszej szalonej przeszłości…”.

Tajemnica sukcesu

Nie można porównywać Serbii z krajami, w których kopalnie talentów co roku są świadkami narodzin elitarnych sportowców, ponieważ wsparcie instytucjonalne w tym bałkańskim kraju jest niewielkie lub prawie żadne, a głównym filarem graczy są „rodziny i sponsorzy”, mówi Viskovic. Janko Tipsarevic oświadcza: „mój ojciec pracował na trzech etatach, aby wspierać moją tenisową karierę”. Tak więc, na czym polega tajemnica sukcesu Serbii? Prosinecki kręci głową: „sam sobie tego nie potrafię wytłumaczyć. Infrastruktura jest mniejsza i jest mniej pieniędzy, niż w innych krajach, ale talent zawsze się ujawnia”. Dla Viskovica, kluczem jest „naturalny talent, geny, pasja”, dla Janko „jedynie indywidualny wysiłek”, podczas gdy dla Ivana Miljkovića sekret leży w „wielkim pragnieniu zwycięstwa”.

Mecz piłki noźnej czy widowisko pirotechniczne?

Przy wyjściu ze stadionu Czerwonej Gwiazdy pewna mieszkanka Belgradu nawiązuje ze mną rozmowę i oznajmia: „sport jest w naszych genach”. Podczas naszej wędrówki po Belgradzie nie natknęliśmy się na żaden naukowy dowód, który by to potwierdził, ale nie podlega dyskusji, że sukces sportowy stanowi część serbskiej tożsamości.

Ogromne podziękowania dla Senki Korać z cafebabel Belgrad, za jej nieocenioną pomoc i nieskończoną cierpliwość. Artykuł powstał w ramach jednego z projektów cafebabel.com - Orient Express Reporter II - zrealizowanych na Bałkanach w okresie 2011-2012, dzięki finansowemu wsparciu Komisji Europejskiej i Fundacji Allianz Kulturstiftung.

Zdjęcia: główna (cc) oficjalna strona Any Ivanovic, prasa, Janko Tipsarevic i wikipedia; tekst: konferencja prasowa i stadion piłki nożnej ©Cristina Cartes; Janko Tipsarevic, dzięki uprzejmości jego reprezentanta; video, (cc) wasswayne1/youtube