Spotkanie białoruskich i strasburskich dziennikarzy

Artykuł opublikowany 5 stycznia 2011
Artykuł opublikowany 5 stycznia 2011
Marzysz o tym, by zostać dziennikarzem? Pracuj białoruską metodą! Trzy lekcje wystarczą, żeby zrobić z ciebie reportera... Najbardziej pojętnego ze wszystkich! Przeczytaj ten tekst i odkryj kraj, który kształtują silną etykę dziennikarstwa...
Otwórzcie drzwi paralelnego wymiaru: zapoznajcie się z czwartym wymiarem dziennikarstwa, światem nietypowym, gdzie zaciera się granica między dziennikarstwem, a propagandą. I strzeż się! Świat, o którym czytacie, może być realny...

Kiedy: W piękny słoneczny dzień października. Gdzie: W wygodnej sali projekcyjnej siedziby francusko- niemieckiego kanału telewizyjnego Arte w Strasburgu. Kto: dziennikarze białoruscy; wybitny reporter Arte, główny reporter francusko-niemieckiej telewizji, specjalista od krajów dawnego bloku sowieckiego; członkini cafebabel Strasburg. Ci pierwsi przybyli na zaproszenie Rady Europy. Ten drugi będzie starał się ich uwrażliwić na główne wartości europejskiego dziennikarstwa: wolność słowa, niezależność, niepodzielność, krytyczną postawę. A trzecia przygotowuje się do odkrycia surrealistycznego świata.

Lekcja numer jeden: bronić etyki dziennikarstwa, negując jakikolwiek związki z państwem

14.30, serdeczna atmosfera. Uczestnicy warsztatów przybywają na miejsce. Są oni głównie członkami mediów „państwowych”, co dla nich oznacza tylko tyle, że prasa zasilana jest zasobami publicznymi. Czy to nie jest w pewnym sensie gwarancja niezależności? Czy może raczej gra słów? Małe wyjaśnienie terminologii w wykonaniu naszego reportera: „My (Europejczycy – red.) mówimy telewizja publiczna, wy mówicie państwowa. Kluczem jest, czy finansowanie publiczne nie wiąże się z wpływem państwa na media. Paradoksalnie w Europie to publiczne radio i telewizja są najbardziej niezależne od władzy.

To szybkie przekazanie swojego punktu widzenia sprowokowało przesłuchanie: Ale gdzie przenieśli się reprezentanci mediów zwanych niezależnymi? Obecni na porannych posiedzeniach organizowanych w Radzie Europejskiej przechadzali się po drodze, raczej krótkiej, prowadzącej z siedziby Rady Europy do siedziby telewizji. Idźmy dalej.

Lepiej nie modlić się o łaski, ale prosić o przebaczenie...

Lekcja numer dwa: Dziennikarz pozostaje obiektywny w każdych okolicznościach

Spotkanie kontynuuje projekcja dwóch dokumentów na temat Białorusi zrealizowanych przez reportera Arte, który prowadzi posiedzenie. Reakcje z parteru nie prowadzą do niczego. Wskazują na subiektywność reportażu. Ale z ironią i z humorem proszę! „Więc autor reportażu musi być członkiem opozycji, który pojawił się w filmie! We Francji, jesteście przecież obyci z zasadami dziennikarstwa: Nie przedstawia się obustronnych racji? Dlaczego sfilmowano starą kobietę na ponurej wsi? Kobiety na Białorusi są przecież takie piękne. Sfilmowaliście więc tylko takie kobiety, jakie chcieliście? Nasz reporter wyjaśnia ten brak obiektywizmu: „Nigdy nie otrzymałem pozytywnej odpowiedzi ze strony władz na moje prośby o przeprowadzenie wywiadu, a na ulicy ludzie nie chcą się wypowiadać. Tylko starsi ludzie się nie boją.” Z pewnością mają mniej do stracenia...

Sądząc po reakcjach obecnych na sali, granica między reportażem a filmem propagandowym nie wydaje się taka oczywista. Ta sama mantra krąży z ust do ust: „Przedstawiacie negatywny wizerunek naszego państwa, same migawki. Nie przyjdzie nam do głowy zrobić reportaż o Francji, koncentrując się jedynie na strachu przed ekspulsją, ilość palonych samochodów lub pijanych bezdomnych na ulicach...Odpowiedź naszego reportera: „Kręcę reportaż”. W domyśle” Zdaję się, że sugerujecie, że film musi przedstawiać pozytywny wizerunek danej sytuacji, podczas gdy ja zmuszam się do rzucenia chłodnym okiem na rzeczywistość. W końcu nasz reporter pyta wprost swoich kolegów po fachu o odpowiedzialność dziennikarzy wobec reżimu Łukaszenki. Nie otrzyma jednak żadnej odpowiedzi, gdyż jest oczywistym, że nie potrafi być obiektywny.

Lekcja numer trzy: Dziennikarz sprawdza swoje źródła

„Używacie stereotypów... tutaj (w Europie – red.) nie znacie realiów życia na Białorusi. Rada Europy słucha tylko głosu opozycji. A przecież opozycja nie reprezentuje wszystkich. Nie rozumiecie sytuacji. Istnieje wiele mediów na Białorusi”. Wyssane z palca czy rzeczywistość? Pewnie, że istnieje na Białorusi opozycja, niezależne media, ale ich pole manewru jest tak ograniczone, że pełnią tylko rolę stwarzania pozorów, są wykorzystywane przez reżim. „Opozycja jest wspierana tylko przez garstkę i zgadzają się z tym wszyscy eksperci: nasz prezydent jest popierany przez prawdziwą rzeszę. Ale to wsparcie różnie wygląda: niektórzy są bardziej konserwatywni, inni raczej liberalni. Nasza demokracja jest młoda, jeszcze ją udoskonalimy. Proces integracji europejskiej trwa już pięćdziesiąt lat, podczas gdy państwo białoruskie ma dopiero dwadzieścia.” Rzeczywiście, z ich punktu widzenia żyjemy w innym świecie, pod kloszem! Nasi przyjaciele są czystymi produktami prosowieckiej nostalgii ich kochanego prezydenta i tym samym mistrzami w retoryce, co pozwala im na uniknięcie bezpośredniej konfrontacji z prawdziwą naturą reżimu białoruskiego. Jak grochem o ścianę. Trudne do zrozumienia. Kiedy dziennikarstwo i propaganda to synonimy

Do przeczytania dossier:  Wybory na Białorusi 2010: Łukaszenko kontra Łukaszenko

Minęło kilka dni. Ciągle mam wrażenie, że przeżyłem koszmar. Kim są ci ludzie? Ofiarami czy aktorami systemu zbudowanego na strachu? Po trochu i tym i tym zapewne. Czy ich wystąpienie jest wyrazem głębokiego przeświadczenia, a może owocem nieustannego strachu? Przed tym spotkaniem sądziłam o nich, być może naiwnie, że są indywidualistami żyjącymi w niekończącej się schizofrenii, którzy zaakceptowaliby ostatecznie anonimowe powierzenie się opiece oczu i uszu kolegów po fachu. Zdecydowałam się więc porozmawiać twarzą w twarz z najmłodszą uczestniczką spotkania. Niestety, maska nie odpadła. Utrzymywała ona takie samo stanowisko, jak inni. Dało się odczuć konsternację i ciągłą asekurację. Oskarżona o chęć prowokacji (Tak, przyznaję, zależało mi bardzo na niektórych pytaniach) nie otrzymałam jednak żadnej odpowiedzi. Z tego wywiadu nie wynikło nic, tylko puste słowa. Z braku prawdziwej wymiany zdań nie można tego uznać za wywiad. Grupa obecna tego popołudnia w siedzibie Arte nie odpowiedziała prawie wcale na wiadomość, która została im wysłana, nasuwa się więc pytanie nad ich motywacjami do uczestnictwa w takim szkoleniowym wyjeździe. Czy wykorzystali okazję na wyjazdu na zwiedzanie (UE jest bardzo restryktywna w sprawie wydawania wiz obywatelom Białorusi – red.)? Zadałem to pytanie rozmówczyni, która bez wahania stwierdziła, że przyjechała, by przedstawić Białoruś w lepszym świetle. Więc, skoro rząd/ich przełożeni upoważnili ich do udziału w warsztatach Rady Europy, to tylko po to, aby pozwolić im odegrać rolę wyznaczoną przez reżim? Więc jaki jest ich zawód? Czy korzyści, jakie czerpali z wyjazdu, podczas którego pozyskiwali informacje o odwiedzonych instytucjach, przekażą opinii publicznej? Ależ nie! „Są dobrze poinformowani, znają Radę Europy”. Świetnie! To nas uspokaja.

(cc) ManuspiRozmyślając później, ułożyłam możliwe wyjaśnienie nieobecności prasy zwanej niezależną. Czyż nie woleliby oni podziwiać uroków miasta, wiedząc, że dialog i tak nie będzie owocny? Strona strasburska mogła robić sobie złudzenia. Ale mały cud, czyli zgromadzenie reprezentantów białoruskiej prasy i prasy niezależnej w celu poruszenia tematów zwykle pomijanych przez reżim w Mińsku, nie mógł trwać długo. „Prawdziwi” dziennikarze białoruscy nie są naiwni: o dziennikarstwie nie może być mowy w sytuacji pogwałcenia wolności słowa.

oryginał artykułu do przeczytania na blogu redakcji cafebabel.com w Strasburgu

Fot. (cc) Sonya >> 搜你丫/Flickr); x-ray/Flickr;