Śródziemnomorskie dyktatury na europejskim podwórku

Artykuł opublikowany 20 kwietnia 2011
Artykuł opublikowany 20 kwietnia 2011
Od lat Europa wspiera opresyjne reżimy, takie jak Ben Alego, czy Hosni Mubaraka. Interesy handlowe i polityka migracyjna usprawiedliwiają uściski dłoni i oficjalne uśmiechy, ale czy także łamanie praw i wolności obywatelskich? Fala protestów ludowych zakończyła żywoty niektórych dyktatur. Czy zmieni także strategię UE wobec regionu Morza Śródziemnego?

Stosunki UE z jej sąsiadami z południowego brzegu Morza Śródziemnego, ujęte w ramach aktualnej geopolityki, znajdują swoje źródło w podpisanej w 1995 r. przez Unię Europejską i dwanaście państw regionu (Algierię, Cypr, Egipt, Izrael, Jordanię, Liban, Maltę, Maroko, Syrię, Tunezję, Turcję i AutonomięPalestyńską) - Deklaracji Barcelońskiej. Podstawowym zamysłem było ustanowienie strefy pokoju, stabilności i dobrobytu po obu stronach Morza Śródziemnego, przez podpisywanie Umów Stowarzyszeniowych, opartych w głównej mierze na handlu, wraz z konkretnym celem: stworzeniem strefy wolnego handlu do 2018 r.

Zapewne po wyraźnym spadku zainteresowania tą inicjatywą sąsiadów z południa, UE włączyła te państwa do tzw. Polityki Sąsiedztwa. Był to drugi etap, który miał ułatwić rozwój stosunków między UE i uprzywilejowaną grupą państw (wyżej wymienionych oraz Mołdawią, Ukrainą i Białorusią). Miał się on przekształcić w tzw. „nową szybkość”, z perspektywą poprawy jakości rządzenia, praw i wolności obywatelskich. W końcu, trzeci etap – „Status Zaawansowany”, miał doprowadzić do powstawania „pierwszej kategorii” partnerów, z jeszcze silniejszymi powiązaniami. Na dzień dzisiejszy jedynie Maroko osiągnęło ten status, choć już zapadła decyzja o nadaniu go Tunezji i Izraelowi.

Pieniądze i ludzie

Co jednak jest rzeczywistą istotą tych trzech etapów stosunków euro-śródziemnomorskich? W założeniu miało nią być stworzenie strefy wolnego handlu w rejonie Morza Śródziemnego, w celu poszerzenia rynków zbytu dla firm europejskich (w czasach Ben Alego w Tunezji działało aż trzy i pół tysiąca firm włoskich i francuskich). Na drugim, choć nie mniej ważnym miejscu, było utrzymanie strefy bezpieczeństwa i stabilności w regionie, zapewniającej kontrolę przepływów imigracyjnych z tych państw, jak również z Afryki Subsaharyjskiej (UE zawarła liczne umowy o imigracji oparte na bezpieczeństwie i kontroli, zamiast badać i niwelować prawdziwą przyczynę problemu – ekstremalną biedę). Skutkiem ustanowienia strefy bezpieczeństwa była także stabilność polityki wewnętrznej przejawiającej się m.in. w kontroli ruchów islamistycznych przez niedemokratyczne reżimy.

Los países europeos sacaban grandes beneficios de sus tratos con las dictaduras árabes

W tym kontekście, arabskie dyktatury były idealnym partnerem dla interesów europejskich. Były to reżimy, które współpracowały w ustanowieniu korzystnej dla UE strefy wolnego handlu (podpisanie umowy o stowarzyszeniu nie prowadziło do wzrostu eksportu, ani do równowagi w bilansie handlowym, który każdorazowo faworyzował UE). Były to reżimy, które gwarantowały stabilność polityczną, z użyciem represyjnego systemu karnego, który pozwalał utrzymać się im przy władzy, Były to reżimy, które wykorzystywały przynależność do grup islamistycznych jako uzasadnienie dla internowania więźniów politycznych, którzy nierzadko mieli niewiele, a czasem nic wspólnego z islamizmem. Wreszcie były to reżimy, które kontrolowały, budzące grozę wśród europejskiej opinii publicznej, przepływy migracyjne. W rezultacie, za stosunkowo niską cenę nieporuszania spraw niewygodnych dla despotów, takich jak podstawowe prawa i wolności obywatelskie, UE znalazła w tych reżimach sprzymierzeńców w realizacji jej agendy politycznej.

Nieufność narodów arabskich wobec UE

Bez wątpienia, ostatnie wydarzenia w Tunezji i Egipcie (przypadek Libii zasługuje na oddzielne omówienie) zmieniły bieg wydarzeń. Reżimy wspierane przez UE oraz jej państwa członkowskie (naród tunezyjski ma w żywej pamięci wizyty Sarkozy’ego i Berlusconiego u Ben Alego, jak też gratulowanie postępów w dziedzinie praw człowieka) upadły. Przemiany będą trwały, ale zarówno naród tunezyjski jak i egipski zapoczątkowały nieodwracalne zmiany w kierunku pluralistycznego i bardziej partycypującego systemu. W konsekwencji zmienił się kontekst geopolityczny. Teraz, wartości i zasady demokratyczne, są uznawane przez UE za priorytety w jej agendzie politycznej. Do Tunezji i Egiptu nieustannie przysyłani są reprezentanci państw oraz instytucji europejskich, aby nakłonić swoim partnerów z południa do odważnych zmian politycznych.

Mimo wyraźnej zmiany retoryki, ta nowa solidarność budzi wiele nieufności w narodach arabskich. Mówię w narodach, nie w instytucjach, ponieważ te wydają się być zadowolone z nowych pakietów finansowych, które UE oferuje jako wsparcie rewolucji i transformacji demokratycznych. Naród czuje jednak, że ta pomoc nie jest całkowicie szczera, bezinteresowna i transparentna. Obserwuje zdumiony tę nagłą zmianę dyskursu i nie chce, aby teraz, kiedy wieją wiatry wolności, europejczycy mieszali się w ich sprawy. Ta niechęć przejawia się m.in. w odmowie monitorowania przebiegu wyborów przez zagraniczne misje (w referendum konstytucyjnym Egipt nie ubiegał się o nie). Arabowie chcą sami kierować tym procesem. Wydaje się jednak nierealne, aby UE zostawiła ich w spokoju, zważywszy na interesy polityczne, które niestety nie kręcą się wokół praw człowieka, tylko wokół handlu, bezpieczeństwa i stabilności.

Fot.: główna: (cc) driftwood/Flickr; w tekście: (cc) Olmovich/flickr; wideo: dzięki uprzejmości Youtube