„Stań się gejem przez jeden dzień” w Holandii

Artykuł opublikowany 20 lipca 2009
Artykuł opublikowany 20 lipca 2009

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Jeśli będziecie przypadkiem na wakacjach w Holandii miedzy 17 a 26 lipca 2009 roku, zobaczycie może plakaty reklamujące największe wesołe miasteczko na świecie. Ale wśród karuzeli w Tilburgu przewiną się różowe koszulki oraz szalony różowy poniedziałek. Nie do przegapienia.

Tilburg to pozbawione charakteru byle robotnicze miasto w południowej Holandii. Omijane zazwyczaj przez Holendrów i wyklinane nawet przez swoich mieszkańców, miasto to przechodzi jednak raz w roku znacząca przemianę. Gości wówczas największe wesołe miasteczko w Europie. Tegoroczna edycja (dwusetna z rzędu) odbędzie się od 17 do 26 lipca. Około 237 atrakcji stanie w centrum miasta. Każdego roku, to wesołe miasteczko przyciąga 2 miliony zwiedzających zarówno z kraju, jak i zza granicy.

Kręcąc się po jego terenie, można dopiero zdać sobie sprawę z rozmiarów tej imprezy, która rozciąga się na przestrzeni 3,5 kilometrów. Kto raz wszedł w ten zgiełk wie, że w Tilburgu każdy znajdzie coś dla siebie. Wśród kakofonii tworzonej przez niezliczone karuzele, gry losowe, bary i przedstawienia taneczne, można spotkać grupy młodzieży, pary zakochanych, dzieci z rodzicami lub dziadkami. I gejów...

Jak mąż z mężem na diabelski młynie

Nie brakuje oczywiście typowych atrakcji: strzelnica, karuzele, samochodziki, sklepy z przysmakami... Ale w Tilburgu, wesołe miasteczko jest bardziej postępowe. Ulice są przeplatane urządzeniami, od których na sam widok kręci się w głowie: wieża swobodnego spadku o wysokości 26 metrów, największy w Europie diabelski młyn o wysokości 55 metrów, przeogromna kolejka górska ustawiona tuz przy dworcu czy film 4D, w którym widz ma wrażenie, ze spaceruje we wnętrznościach prehistorycznego potwora. Ale to miasteczko jest postępowe raczej z innego powodu. Jeden dzień, tzw. różowy poniedziałek, jest poświęcony homoseksualistom. Tego dnia to ubrani na różowo geje przejmują władzę nad miasteczkiem. W różowych strojach, niektórzy w strojach transwestytów, bawią się bez wstydu. Od 1990 roku, kiedy został zorganizowany po raz pierwszy, różowy poniedziałek jest wielkim sukcesem. Jest to nawet najbardziej oblegany dzień w trakcie trwania całej imprezy w Tilburgu. Rok temu, w jednym z diabelskich młynów odprawiono pierwszy ślub gejowski.

„Be Gay for a Day”

W tym roku, zgodnie ze sloganem „Be Gay for a Day”, każdy uczestnik tej imprezy powinien ubrać się na różowo. Bo różowy poniedziałek ma być świętem dla wszystkich a nie tylko dla gejów. Jest to też wyjątkowa okazja, żeby przeżyć jeden dzień w skórze homoseksualisty. A dla gejów to okazja do świętowania swojej orientacji z innymi, wśród społeczeństwa. Tutaj, ich integracja ze społeczeństwem osiągnęła chyba doskonałość, przekształcając się w pewną formę hołdu, a nawet zachęty. Wielu Europejczyków, a nawet Holendrów, zada sobie pytanie, czy przypadkiem nie przekraczamy granic wyemancypowania homoseksualistów. Pewne jest jednak, że wesołe miasteczko udowodni po raz kolejny, ze integracja ludzi pochodzących z rożnych grup społecznych jest możliwa.