Stany Zjednoczone pierwszy raz proszą o pomoc humanitarną

Artykuł opublikowany 8 września 2006
Artykuł opublikowany 8 września 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Jest to pierwszy raz w nowoczesnej historii, kiedy Stany Zjednoczone proszą o pomoc humanitarną inne państwa. Jeśli o to prosi, znaczy, że jej potrzebuje i również dlatego, że inni mogą ją dać.

Może dlatego, że George Bush musiał stawić czoła presji krytyki wewnętrznej, może dlatego, że sytuacja w Nowym Orleanie jest beznadziejna, lub dlatego, że północnoamerykańska administracja nie jest przygotowana na zorganizowanie ogromnej pracy uwagi publicznej, jakiej wymaga się w takich wypadkach, Stany Zjednoczone podjęły wyjątkową decyzję. Zwróciły się do Unii Europejskiej i NATO, aby prosić ich o 500.000 porcji jedzenia, tysiące koców, statki z wodną pitną i lekarstwami. Pomoc, którą Unia Europejska przekazuje poprzez Mecanismo Comunitario de Protección Civil (Komunitarny Mechanizm Ochrony Cywilnej), służba, która w takiej samej formie znajduje się w Stanach, kraju, którego budżet federalny osiąga 20% Produktu Krajowego Brutto, naprzeciw 1%, którą stanowi budżet komunitarny. . I wszystko bez liczenia miliona baryłek ropy, odstąpionych przez Wenezuelę i ropy uwolnionej przez Unię z rezerw strategicznych.

Paradoks trudny do udźwignięcia

Przed zaledwie 9 miesiącami byliśmy wszyscy skoncentrowani na pomocy przeciwko efektom tsunami w strefie świata, już tradycyjnie przytłoczonej biedą, i trzeba przypomnieć, że wtedy Stany Zjednoczone były skąpe w swoim wkładzie. Ale bogaci również płaczą. Teraz, katastrofa wkroczyła do najpotężniejszego państwa na świecie, odkrywając tym samym pewien brak przewidywania giganta amerykańskiego, który, w tym wypadku, nie ucierpiał z powodu wzburzenia wód morskich z dnia na dzień, lecz z powodu huraganu, którego przyjście było wiadome już z kilkutygodniowym wyprzedzeniem.

Do tych dwóch paradoksów należy dodać inne. Z jednej strony, że "Państwo drobiazgowe", które administracja Busha wychwala we wszystkich zakątkach planety, nie potrafiło zorganizować się, żeby przewidzieć i następnie złagodzić skutki katastrofy, która każdego dnia staje się częścią obrazów z Trzeciego Świata, które dyskredytują ich prestiż w ich własnym świecie. Z drugiej strony , mimo mieszaniny kulturowej, którą chwalą się Amerykanie, tym razem załamanie społeczne- uwidocznione przez rozruchy, rabunki, gwałty i licencje na zabijanie ze strony policjantów- woła o pomstę do nieba. Czarni obywatele wystosowują oskarżenia, do nich dołączają się osobistości takie jak Jesse Jackson czy Michael Moore, którzy również dają do zrozumienia, że rasizm graniczy z problemem klasowym.

Europa jest gotowa do pomocy

Busha kosztowało dużo proszenie o pomoc. Tym gestem, który przynosi mu szacunek przed jego własnymi rodakami, przyznaje cicho, że Europa jest po to, by pomagać Stanom Zjednoczonym. Przyznaje, że tylko wtedy jest zjednoczona Europa, kiedy należy pomóc rodakom amerykańskim, i wreszcie, że wielu ludzi może pomóc w jego trudnościach w poradzeniu sobie samemu z tym kryzysem i istniejącym brakiem kontroli w przypadkach jak np. Irak.

Trudno będzie, od teraz, dawać lekcje, jak organizować świat zaradczo, jeśli nie potrafi przewidzieć konsekwencji n-tego huraganu. Europa może spotkać się na swojej drodze z wieloma problemami politycznymi, ale nie przestaje tworzyć mechanizmów gwarancji i prawa dla swoich obywateli, podczas gdy Stany Zjednoczone ukracają swoje prawa i dają znaki ubogości kultury usług publicznych.