Stare strachy w nowych szatach

Artykuł opublikowany 6 marca 2006
Artykuł opublikowany 6 marca 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Skrajny islamizm w Europie boi się społeczeństwa wielokulturowego. Jednak to nic innego jak tylko "stary" strach przed obcymi. Nie służy on integracji.

Zagrożenie społeczeństwa pluralistycznego i demokracji przez skrajny islamizm - realne czy też wyimaginowane - odmieniło debatę polityczną w Europie. Dotąd żądanie podporządkowania się imigrantów kulturze kraju, w którym żyją, było wyrazem przestarzałego nacjonalizmu. Aktualnie jednak żądanie to znowu znajduje poparcie, szczególnie wśród tych, którzy społeczeństwo wielokulturowe od dawna uważali za nic innego, jak tylko naiwny wymysł lewicy.

Czy społeczeństwo wielokulturowe ma sens?

Reakcje na zamachy bombowe w Madrycie w marcu 2004 były jeszcze względnie umiarkowane. Zamachy te były przez wielu postrzegane jako skutek wojny w Iraku, którą i tak większa część ludności potępiała. Śmierć holenderskiego reżysera Theo van Gogha zamordowanego przez islamistę w listopadzie 2004 wywołała jednak głęboki kryzys w Holandii. Ten niegdyś tak liberalny kraj zaczął powątpiewać w sens koncepcji społeczeństwa wielokulturowego.

Zamachy w autobusach i metrze w centrum Londynu w lipcu 2005 zaniepokoiły także Wielką Brytanię i rozpętały na nowo debatę wokół tzw. niekontrolowanych "społeczeństw równoległych". Następstwem tego było nie tylko zaostrzenie środków ochrony przed terroryzmem, ale i zmiana traktowania drobnej przestępczości, jak wykazała kampania "Respect" w styczniu 2006. Niedawne światowe protesty przeciwko opublikowaniu serii karykatur Mahometa w prawicowo-konserwatywnej duńskiej prasie ostatecznie wzmocniły w całej Europie pozycję zwolenników tezy o zasadniczej różnicy kultur.

Głośny w Niemczech przypadek Turczynki zamordowanej w Berlinie przez swoich braci (zima 2004) i zamieszki na paryskich przedmieściach (jesień 2005) wywołały uzasadnioną debatę na temat sytuacji w gminach imigranckich. W ten sposób jednak jeszcze bardziej wzrosły obawy przed islamizmem. Samo morderstwo Turczynki nie zostało popełnione na tle religijnym, lecz wynikło z archaicznego kodeksu wartości obowiązującego w środowisku. Również zamieszki w Paryżu miały raczej podłoże społeczno-polityczne niż religijne.

Izolacja zamiast integracji

Dziś nie tylko skrajna prawica, ale i partie umiarkowanie konserwatywne żądają od imigrantów podporządkowania się rodzimej kulturze, a nawet "asymilacji". Zdefiniowanie tej rodzimej kultury nie zawsze jest jednak takie proste. W Niemczech w roku 2000 prowadzono bezskuteczną dyskusję na temat pojęcia tzw. "kultury wiodącej". Brytyjska próba ustalenia kanonu wspólnych wartości, które można byłoby polecić imigrantom jako kulturę brytyjską również nie przyniosła rezultatów. Kraje takie jak Belgia czy Hiszpania, gdzie debata wokół definicji kultury narodowej natychmiast doprowadziłaby do sporów między regionami, nawet jej nie podjęły.

Integracja rzeczywiście jest sprawą pilną, a pojawienie się skrajnego islamizmu stanowi poważne zagrożenie. Jednak krytyka i piętnowanie muzułmanów niosą ze sobą niebezpieczeństwo dalszego ich wykluczania ze społeczeństwa. Wizja islamu propagowana przez media i polityków jako kultury nie dającej się pogodzić z wartościami zachodnimi, jak i żądanie asymilacji z obojętne jaką kulturą zachodnią, nie służą integracji. W ten sposób spycha się imigrantów do ich własnej kultury i umacnia w przekonaniu, że ani ich tu nikt nie chce, ani tu nie pasują.

Front National we Francji, Vlaams Belang w Belgii, Liga Północna we Włoszech i wszystkie inne partie skrajnie prawicowe w Europie wypowiadały się już wcześniej przeciwko obcokrajowcom, kiedy to nikt poza garstką znawców islamu nie wiedział, co to takiego islamizm. Islamizm dziś jest dla tych partii pretekstem do odrzucenia obcokrajowców. Za strachem przed islamem stoi znany nam, "stary" lęk przed wszystkim, co obce, czego się obawiamy i nie rozumiemy, bo podważa własne przyzwyczajenia i pewniki.

Brak alternatywy dla społeczeństwa wielokulturowego

Lęk przed obcokrajowcami podsycany jest dodatkowo przez złą sytuację gospodarczą i wysokie bezrobocie. Załamanie się całych gałęzi gospodarki w następstwie procesu globalizacji wiele ludzi doprowadziło do bezrobocia. Zagrożeni czują się przede wszystkim ci zepchnięci na margines społeczeństwa. W takiej sytuacji imigranci okazują się dodatkową konkurencją na rynku pracy i stają się zagrożeniem.

W takim kontekście wzniecanie lęku przed islamem i muzułmanami wzmaga niechęć i odrzucenie imigrantów oraz zagraża ich integracji. Musi być oczywiste, że tolerancja dla inności jest sprzeczna z akceptacją przemocy i łamaniem praw człowieka. Również inne praktyki związane z kulturą czy religią nie muszą być zawsze przyjmowane bez komentarza. Donikąd prowadzi jednak przekonanie, że istnieje jakaś alternatywa dla otwartego wielokulturowego społeczeństwa. Społeczeństwo wielokulturowe nie jest bowiem ideą, ale rzeczywistością, z którą trzeba żyć.