Stromae: „Ja wzorem? W wieku 25 lat trzeba milczeć i słuchać innych”

Artykuł opublikowany 16 czerwca 2011
Artykuł opublikowany 16 czerwca 2011
Szczuplutki piosenkarz, tegoroczny laureat nagrody Belgian Hit Of The Year za utwór Alors On Dance, podkreśla, że chce wyjść poza schemat przebojowego, tanecznego kawałka, który w 2010 roku podbił większą część Europy - a także wyprowadzić się od mamy. Wywiad.

Od czasu do czasu trafiają się taneczne szlagiery, które trzęsą murami dziesięcioleci: Remember Me szkockiego DJ Blueboy z 1997 roku czy eurowizyjny Dragostea Din Tei mołdawskiej grupy O-Zone. To mix wątpliwej jakości, ale wiele wyjaśnia: powtarzający się, dudniący rytm, podkręcony tekstem w obcym języku. Belgijski muzyk Stromae podbił listy przebojów w 2010 roku. Paul van Haver, alias Stromae, przyznaje, że nie wyobrażał sobie sukcesu, jaki francuskojęzyczny utwór odniesie w Europie: singiel Alors On Danse (‘A więc tańczymy’) był hitem w 15 z 27 krajów UE. „Myślę, że był wystarczająco egzotyczny i oryginalny”, wyjaśnia Stromae na festiwalu Transmusicales w Rennes, „i w najlepszym przypadku chciałbym wierzyć, że ludzie zrozumieli przekaz, przynajmniej dzięki teledyskowi”.

Buena Vista Social Club często pojawia się w jego wypowiedziach

Stromae, zwykły, szary człowiek

W teledysku van Haver na przedzielonym na pół ekranie siedzi w nudnej pracy, styka się z codziennym życiem ulicy, ląduje w klubie, a na koniec zostaje zaciągnięty z powrotem na swoje biurowe krzesło. „Ta piosenka jest o klubach”, mówi dwudziestopięcioletni mieszkaniec Brukseli, ubrany w modny sweter w renifery, kolorowe skarpetki i wygodne mokasyny, które maskują jego kościstą figurę. „Dużo imprezowałem. Widziałem ludzi takich jak ja, którzy pili, wyglądali na szczęśliwych i takich udawali, ale w ich oczach był smutek. Na początku krytykowałem ich, ale potem to polubiłem. Wolę, żeby udawali szczęśliwych, tańcząc, niż pracując”.

Stromae nie siedzi wciśnięty w krzesło tego popołudnia na Transmusicales, ale jest niezwykle skromny pomimo swojego olbrzymiego sukcesu na całym kontynencie. Jasną wskazówką jest też jego pseudonim artystyczny: „Stromae” to anagram słowa „maestro”, zabieg typowy dla francuskiego slangu.

Twierdzi, że słabo mówi po angielsku, że nie idzie mu to „zbyt dobrze”, ale daje sobie radę sam na sam z rozmówcą i jest skłonny samodzielnie przemawiać do mikrofonu na konferencji prasowej, angażując się aktywnie w tłum i nie dając mu się zdominować.

„[Organizator festiwalu] Jean-Luc Brossard poszedł pod prąd, zapraszając kogoś «popularnego», tak jak ja”, wyjaśnia swoją obecność na czterodniowym festiwalu muzycznym. To bardzo pomogło Stromae w walce z jego popularnym wizerunkiem ulubieńca nastolatek. „Na moich występach było mnóstwo młodzieży, ale potem przyszli zaciekawieni dorośli. A ja chcę przemówić do wszystkich”. Do tego wszystkiego dochodzi szczypta etyki ciężkiej pracy na rzecz wizerunku: „Sam napisałem wszystkie teksty i muzykę na mój album. Śpię, pracuję i poświęcam każdy oddech swojej pracy. Trzeba ćwiczyć, jak w szkole: powtarzam sobie teksty w nocy, jeśli zrobię błąd, to zaczynam od początku”.

Belg, nie Rwandyjczyk

Stromae podważa fakt, że jego muzyka odniosła sukces, bo jest egzotyczna dla europejskiej publiczności, ale „egzotyczny” to kolejna błędna etykieta, która została mu nadana. Jego ojciec jest Rwandyjczykiem, ale nie uważa tego za cechę, która go wyróżnia. „Naprawdę nigdy nie miałem więzi z Rwandą. Moja rodzina jest z Belgii i tutaj mieszka”, twierdzi szczerze i niezmiennie. Jeśli jest dla kogoś wzorem, to zapewne, jak uważa, dzięki mediom i swojemu sukcesowi. „W wieku dwudziestu pięciu lat trzeba milczeć i słuchać innych”, uśmiecha się.„Nigdy nie twierdziłbym, że mogę próbować kogoś czegoś nauczyć. Mógłbym jedynie zachęcić do uśmiechu. I dodać, że każdy może tworzyć muzykę, jak widać na moim przykładzie”. Van Haver zaczął rapować w wieku szesnastu lat, grać na perkusji od dwunastego roku życia i wychowywał się w domu, gdzie rozbrzmiewała mieszanka francuskiego rapu i muzyki latino. „Entourage” (fr. ‘otoczenie’) to trafne słowo-klucz, które pomaga zrozumieć, kim Stromae jest dzisiaj: jego dwóch braci pomaga zarządzać jego karierą, a on sam mieszka jeszcze w rodzinnym domu, ale to się wkrótce zmieni.

To mężczyzna, który czeka, by przebić się przez kokon. Jeśli warto obserwować jego teksty, to również i jego samego. Jedna z piosenek, które zaśpiewał na ostatniej płycie, to utwór o pedofilii i przemocy domowej napisany z punktu widzenia małego dziecka.

„Zapytałem rodzinę i przyjaciół, czy to zbyt szokujące lub ekstremalne mówić o nadużyciach seksualnych w domowym zaciszu. Myślę, że głównym problemem jest tabu”, podsumowuje z przekonaniem. „To smutne, bo każdy zna kogoś, kto ma podobne doświadczenia”.

Stromae zaczyna teraz rok wyjazdów i festiwali. Z pewnością zobaczy więcej uniesionych rąk w zatłoczonych salach koncertowych, które tak bardzo ucieszyły tego skromnego, ale pewnego siebie wykonawcę tutaj, w Rennes. Jest zdolny, charyzmatyczny i pomimo że nie widzi w sobie wzoru do naśladowania, dowiódł czegoś wręcz przeciwnego, odkrywając jako pierwszy, dlaczego ludzie tańczą aż do świtu.

Fot. główne (cc) @Dati; w tekscie ©Renata Burns; i dzięki uprzejmości Stromae