Światła, kamera... EUROPA!

Artykuł opublikowany 23 marca 2007
Artykuł opublikowany 23 marca 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Przegląd najlepszego kina europejskiego ostatnich 50 lat.

Scenariusz Unii Europejskiej nie musi zazdrościć najlepszym filmom. Był rok 1957 i sześciu aktorów prezentowało w Rzymie premierę. Wtedy jeszcze nie widzieli, że będzie to najbardziej niewiarygodna koprodukcja w historii. Europejskie społeczeństwo wzięło udział w premierze przygnębione biedą i nieszczęściem, które w ich domach i sercach pozostawiła wojna. Antonio Ricci był nieszczęsnym złodziejem rowerów, który wykradał resztki we Włoszech w 1948 roku i dla którego ten pokaz gwiazd był bardzo daleki. Pozostaje on ikoną tamtej dekady, którą sportretował Vittorio de Sica, geniusz włoskiego neorealizmu. Passollini, Visconti, Antonioni...

Wyobcowanie, śmierć i kryzys społeczny. Włosi, tak jak Belgowie, Holendrzy, Francuzi i mieszkańcy Luxemburga zwlekali, zanim unieśli głowę do góry. Wszyscy byli po trochu jak Irene Girad, kobieta, którą Ingrid Bergman gra w realistycznym filmie "Europa '51" Roberta Rosselliniego. Czarna rozpacz matki Europy, która przygnębiona samobójstwem swojego dziecka postanawia walczyć wbrew sobie z przestępczością i depresją.

Rekonwalescencja była ciężka. Ziemia była urodzajna, aczkolwiek sierp i młot nie dały dobrych zbiorów. Wkrótce mieli przybyć Amerykanie z Planem Marshalla. Villar del Rio, małe hiszpańskie miasteczko, miało zaszczyt przywitać ich jako pierwsze. Hiszpański realizator José Luis García Berlanga i mieszkańcy wobec tak wielkiego wydarzenia przyozdobili miasteczko światłami i kolorami, były amerykańskie flagi, przemówienia i tradycyjne tańce, a wszystko to, aby przywitać Pana Marshalla w dowcipnej satyrze hiszpańskiej izolacji w czasach Franco. Orszak owszem przeszedł tamtędy, ale nigdy nie zatrzymał się w Villar del Rio.

Zmiana scenariusza

Marshall przeszedł przez Hiszpanię i Portugalię i dotarł do reszty Europy, a w jego cieniu skryli się iberyjscy imigranci. Wspólny rynek zaczynał funkcjonować. Znoszono granice pomiedzy państwami. Były szczęśliwe lata 60. W tym roku szwedzka aktorka Anita Ekberg kąpała się w Fontannie di Trevi z Marcelo Mastroiannim pod okiem mistrza Federico Felliniego. Grali Beatlesi, ścieżka dźwiękowa z tego filmu bez praw autorskich, były narkotyki, wrzał seks. Jule i Jim gonili Catherine po ulicach Paryża i chociaż ta historia Françoisa Truffauta przedstawiała początek wieku, odzwierciedlała radość i szczęście, którymi wtedy żyła Francja i reszta demokratycznej Europy. Nowa Fala wymyśliła nową formę spojrzenia, która zmieniła sposób bycia Europejczyków. Chabrol, Godard, Rohmer…

Jednak po francuskich rewolucjach i radosnych ucztach Phillipe i Ester, po drugiej stronie kurtyny, w lodowatym zakątku studia filmowego zwanym Berlin, szpieg starał się nie dopuścić, aby Rosjanie i Amerykanie niszczyli się po cichu walcząc o władzę nad światem. Wielu Europejczyków, którzy wyemigrowali, jedni, bo byli Żydami, inni przez biedę, przedstawiło swoja wizję tego zimnowojennego konfliktu. Czerwony telefon, którego Kubrick nie zgodził się odebrać, czy szpieg "Topaz", którego wydał Hitchcock, narobili publiczności porządnego stracha.

Sukces filmowy

Rezultat był imponujący. Rozradowana publiczność chciała coraz więcej Europy i trzech nowych aktorów weszło do obsady: Wielka Brytania, Irlandia i Dania. Portugalczycy zbuntowali się, zamiast amunicji używając kwiatów, a Franco umierał z ataku oburzenia, które wywołał widok golizny na ekranach telewizorów i młodego Almodovara przebranego za kobietę na najbardziej szalonej imprezie w Madrycie. Jego koleżanki Pepi, Luci i Bom były jednymi z wielu z generacji Hiszpanów gotowych zawojować Europę, którzy skończyli jednak niszcząc siebie samych. Lata 70. były jak nowy początek, umierała jedna Hiszpania i rodziła się nowa. To był podmuch świeżego powietrza po latach zamkniętych w kościołach i przy ołtarzu. Erice, Garci, Bardem…

Lata 80. nadeszły z południa: Grecji, Hiszpanii i Portugalii. Lodowy mur runął w Berlinie, ukazując drugą połowę Europy, która wreszcie mówiła "Good Bye Lenin!", kiedy przelatywał on nad niemiecką stolicą przyczepiony do helikoptera. Ludzie z żelaza Wajdy i Wałęsy domagali się miejsca w pierwszym rzędzie. Umierał pamflet, ZSRR i gułag. Historia stawała się coraz bardziej skomplikowana. Schlöndorf, Marczewski, Kieślowski...

I kiedy wydawało się, że już zaświeci słońce, na kontynencie europejskim rozpętała się burza. Są lata 90. i po Europie ponownie przechadza się duch wojny. Na Bałkanach zbombardowano pierwszoplanowe słowa z Maastricht i Amsterdamu, a do drzwi pukała Austria, Szwecja i Finlandia. Uchodźcy, NATO, zniszczenie. Zdania wstrząsającego dialogu. Krwawe sekwencje na ekranie. Ludzie bez ziemi, jak Bośniak Tanović, ludzie pod ziemią, jak Serb Kusturica, ludzie jak wraki, bracia przeciw braciom. Wszystko zanurzone w czerni...

Szczęśliwe zakończenie?

Koniec końców wojna i Lars Von Trier wyciągnęli wszystkich Idiotów, których chowamy wewnątrz. Zdaliśmy sobie sprawę, że nie wszystko było wymyślone i że ruch Dogma '95 był czymś więcej niż tylko dekalogiem norm kinematograficznych. To była pewna forma powiedzenia "nie", jak zrobili to Francuzi i Holendrzy, wobec czegoś, co wydaje się oczywiste a co jest narzucone w góry. Musieliśmy nauczyć się żyć w szalonym domu, takim jak ten Klapischa, w którym wszyscy są inni, ale jednakowi zarazem. 12 nowych krajów, zaraźliwa radość Amelie Poulain i nowo narodzonego dziecka o imieniu Euro. Nadzieja na horyzoncie. Jeunet, Moretti, Amenabar...

Tak kończy się pierwsza część tego filmu. Bez szczęśliwego zakończenia. Bez zakończenia. Jednakże będzie druga część, którą już zaczęli kręcić, z nowymi jeszcze nieznanymi aktorami, z nowym scenariuszem, jeszcze do napisania. Jest tylko jedna pewna rzecz: kiedy zabrzmi czwarta część dziewiątej symfonii Beethovena będziemy wiedzieli o jaki film chodzi.