śWIETLANA PRZYSZŁOŚĆ paryskich imprez

Artykuł opublikowany 25 lipca 2013
Artykuł opublikowany 25 lipca 2013

Paryż - martwe miasto, Paryż - stolica nudy. Petycja z 2009 roku ”Paryż – miasto, w którym noc umiera w ciszy” unaoczniła fakt, że nocne życie Paryża cierpi na kaca. Jednak 4 lata później dzięki inicjatywom takim jak ”Concrete”, Paryżanie powoli wybudzają się z letargu. Czy miastu uda się zmierzyć ze swymi nocnymi demonami?

Rok 2008, we Francji wchodzi w życie zakaz palenia w miejscach publicznych. Wszystko byłoby w porządku, gdyby tylko potężni Ustawodawcy, tak dumni ze swej bohaterskiej próby ochrony zdrowia biernych palaczy, nie zapomnieli sprecyzować listy miejsc, w których występni nikotyniści mogliby spokojnie oddawać się swej ”zabójczej” przyjemności. Konsekwencja? Chodnik staje się dla przeciętnego palacza oazą, zaś on sam zyskuje status wroga publicznego numer jeden. Tamtego roku hasło ”clopeur tapageur”, czyli ”palacz-awanturnik”, brzmiało niemal jak zapowiedź wojny wytoczonej spokojowi publicznemu. Wojny, w której każda bitwa przynosi w pewnym sensie dużo radości, a zostawia po sobie... kaca. 5 ans après, de l'aveu d'Eric Labbé: "la demande du public, en particulier chez les 18-25, est plus forte qu'elle ne l'a jamais été. Les gens préfèrent aussi danser sur une terrasse au bord de l'eau en plein jour plutôt que dans un sous-sol exigu en pleine nuit."

Impreza zduszona w zarodku?

”Można było mieć wrażenie, że noc znajduje się w złej fazie, zupełnie jakby była sparaliżowana przez ludzką apatię”

Rok później sytuacja nie wygląda lepiej. Liczne skargi, walne zgromadzenia mieszkańców i zamykające się kolejno lokale powoli unicestwiają paryskie życie towarzyskie. W atmosferze ogólnej niechęci, organizatorom wydarzeń kulturalnych nie jest łatwo rzucić publiczność na kolana. Éric Labbé - człowiek o stu twarzach, paryski nocny marek, a także główny pomysłodawca wyżej wspomnianej petycji, usilnie stara się przyciągnąć tłumy z powrotem do centrum miasta. Głównym celem jego działań jest przywrócenie równowagi nocnemu życiu Paryża. Labbé wspomina: ”W Paryżu ostatnio można było mieć wrażenie, że noc znajduje się w złej fazie, zupełnie jakby była sparaliżowana przez ludzką apatię”. Nocny apel Labbé odnosi natychmiastowy sukces. Petycja zyskuje większe poparcie ogółu społeczeństwa niż wszelkie dotychczasowe apele i działania artystów, organizatorów wydarzeń kulturalnych i szefów lokali. Rok po chudych latach, ”animatorzy nocnej sceny miasta” mogą nareszcie celebrować świetlaną przyszłość paryskich nocy.

Éric Labbé zapewnia, że od czasu jego petycji powstały liczne inicjatywy mające na celu przywrócenie dawnego blasku nocnemu życiu Paryża. Przykładem może być kolektyw ”Die Nacht” organizujący cykliczne akcje mające na celu ożywienie paryskich perzedmieść. Dzięki nim strefa industrialna w Bobigny zaczyna być znana nie tylko z opuszczonych fabryk i ze swego podziemia bogatego w złoża kredy - popularność zyskuje także jej podziemie imprezowe. Z czasem pojawiają się organizowane w każdą niedzielę (od 15:00 do 23:00) wieczory ”Sundae”, które, jak podkreśla Brice, promują mniej konwencjonalne, a bardziej undergroundowe eventy, odbywające się niekoniecznie w klubach.

Brice jest organizatorem cyklu imprez ”Concrete”, które spośród wszystkich nowych paryskich projektów chyba najbardziej uosabiają odrodzenie wieczorów techno na wysokim poziomie. Sekret ich sukcesu zawiera się w dwóch słowach: nieobecność sąsiadów.

Imprezy te, dbywające się na łodzi zacumowanej przy brzegu Sekwany (początkowo dwa razy w miesiącu, między 19:00 a 2:00), przyciągała rzesze publiczności. Dziś niewielu organizatorów może się pochwalić zgromadzeniem 2000 osób podczas jednego wieczoru w samym sercu Paryża.

Takie wyzwanie mogłoby się jednakże wydawać nieco ryzykowne. W przeciwieństwie do Berlińczyków, Paryżanie nie kultywują tradycji tak zwanych ”afterów”, a już na pewno nie do tego stopnia, żeby kończyć imprezę w wilgotnych jaskiniach, gdzie trudno dalej się bawić kiedy nadchodzi świt. Brice ma niezłego nosa i chowa się w przestrzeni, której pozornie nikt nie odwiedza. ”Ludzie nudzili się od 10 lat, stwierdziliśmy, więc że to powinno wypalić” - mówi. Nie można oprzeć się wrażeniu, że Paryż tylko na to czekał.

Techno-logika

”kiedy odwiedzam berlin, wszyscy opowiadają mi o concrete"

Dwadzieścia lat wcześniej, pod koniec lat 80-tych, Europa, a w szczególności Francja, da ły się porwać elektronicznemu czarowi muzyki techno made in Detroit. Pod koniec lat 90-tych powraca gatunek house z Chicago wraz z imprezami ”rave”, na których kawałki miksował sam Garnier. To, co nazywamy więc ”raves”, to imprezy wolnego wstępu na polach, ”które w telewizyjnych reportażach były przedstawiane jako coś okropnego”- dodaje Brice. Z drugiej, mniej mrocznej strony ”grali tu już David Guetta, Ibiza i wielu innych przedstawicieli plejady gwiazd komercyjnych”. Jednak to właśnie ”Concrete” trafia do szerokiej rzeszy publiczności i stanowi łącznik pomiędzy anarchicznymi imprezami i clubbingiem w stylu jet-set. ”Od samego początku mówiliśmy, że nie chcemy organizować undergroundowych imprez, żeby zgromadzić jedynie fanów techno. Naszym celem było osiągnięcie takiego poziomu, jaki reprezentują imprezy organizowane w Londynie, czy Berlinie i sprawienie, żeby słuchanie techno było postrzegane jako coś normalnego”.

Andy Warhol, gangsterzy i dziwki

Jeszcze niedawno całkiem normalnym zjawiskiem było to, że w poszukiwaniu ciekawych wydarzeń Paryżanie latali na weekendy do Londynu, czy Berlina. Jednak zdaniem mojego rozmówcy, teraz to Paryż stał się imprezowym magnesem. ”Artyści uwielbiają wysępować w Paryżu. Wcześniej nie lada wyczynem było w ogóle ich tu ściągnąć, a teraz sami chcą grać na ”Concrete” i wolą przyjechać do Paryża niż do Berlina. Kiedy odwiedzam Berlin wszyscy opowiadają mi o ”Concrete”, a to przecież dopiero początek”. A co na to Paryżanie? Chyba jeszcze nie do końca zdają sobie sprawę, że mają tak wielki powód do dumy.

Brice osiągnął swój cel: dotarł do szerokiej publiczności. ”Concrete” to bowiem nie tylko impreza masowa, lecz także pewnego rodzaju wspólnota. Obserwowane z dumą przez organizatorów, zmieszane ze sobą heteroklityczne elementy całej idei, tworzą idealny koktajl, w którym mityczne pałacowe wieczory z lat 80-tych stają się punktem odniesienia. ”Po jednej stronie macie Andy'ego Warhola, zaś tuż obok dziwki, transwestytów i gangsterów. Dzięki takiej mieszance, stajecie się częścią czegoś niepowtarzalnego”.

Où est Andy ? Arriveras-tu à le trouver ?Miasto Świateł zmienia swoje oblicze. Nowe imprezy, na wzór ”Concrete”, wyrastają jak grzyby po deszczu. ”6b”, ”Ferme du bonheur”, ”Pigallion”, czy ”Weather” to tylko kilka przykładów doskonałych festiwali, które ożywiają dziś stolicę Francji. Coraz częściej zaczyna być tu jak w piosence Jacques'a Dutronc'a – piąta nad ranem, Paryż nie zasypia, lecz dopiero się rozkręca. 

Pomysły zgromadzone przez Louise Monlaü

Wszystkie zdjęcia : © Lara Kiosses