Szczyt UE: zjednoczona (?) Europa stoi przed trudnym wyborem

Artykuł opublikowany 28 czerwca 2012
Artykuł opublikowany 28 czerwca 2012
Na scenie teatru „Europa” aktorzy polityczni i gospodarczy odgrywają spektakl według dwóch scenariuszy. Kolejny akt zostanie rozegrany podczas szczytu w Brukseli. Jedno jest pewne – to jeszcze nie epilog.

Europa dotarła do miasta. Ostatnio zobaczyłem ją, gdy wracałem do domu z Berlina, gdzie mieszkam. To było trzy tygodnie temu, na jednej z głównych ulic mojego miasteczka u podnóża Alp. Kiedy wracałem z dworca, zobaczyłem nowy oddział jednego z najważniejszych niemieckich banków. Wcześniej podczas mojej podróży do Wiednia zauważyłem, że również inny bank, tym razem włoski, poszerza swoją działalność poza granice kraju. Teraz szyld banku z mojej dzielnicy, jaki zazwyczaj widywałem kilka kroków od mojego domu, mogę zobaczyć w Czechach i w Wiedniu!

Całą wiedzę o Europie zawdzięczam mojemu bankowi

Europa przybyła. Moje miasteczko, które jeszcze dziesięć lat temu odparło atak McDonalda na główny plac, dziś gości niemiecki symbol gospodarczej stabilności i pewności. Ale czy to poczucie bezpieczeństwa nie jest złudne? W obliczu kryzysu prasa, przynajmniej włoska, przekonywała nas, że zadłużenie Grecji w niemieckim systemie bankowym jest znacznie wyższe niż we włoskim.

Europa przybyła, ale nie do końca. Europa jako zbiór obligacji, rachunków bieżących i funduszy inwestycyjnych dawno stała się rzeczywistością, chociaż dziś już dogorywającą. Właśnie o takiej wizji Europy, wierzycieli i dłużników zgromadzonych wokół wspólnego stołu do gry, dyskutuje się teraz na szczycie UE w Brukseli. Część stronnictw politycznych i prasy bulwarowej nie bawi się w podział dłużników na dobrych i złych, nie zważając na to, że większość długów tych „złych”, rzekomo żyjących na cudzy rachunek, zasiliło gospodarki „dobrych”. Wygląda więc na to, że to „źli” dłużnicy tak naprawdę dali się oszukać, podczas gdy świetnie wykształceni i wychwalani pod niebiosa finansiści zarabiają kokosy. Zatem taki czarno-biały podział nie przyczynia się do rozwiązania problemu, służy jedynie do ukrycia korzyści, jakie czerpią osoby grające na tej sytuacji.

Z drugiej strony Europa jawi się jako polityczna wspólnota oparta na równych prawach i obowiązkach. Dzięki niej we wrześniu 2011 r. jako obywatel Europy mogłem udać się do szkoły podstawowej w dzielnicy Kreuzberg i oddać mój głos w wyborach samorządowych dla miasta Berlina. To Europa zdolna do tworzenia rzeczywiście wspólnej strategii politycznej 27 rządów, czerpiąca siłę z potęgi milionów obywateli i Parlamentu, który kształtuje politykę gospodarczą o mocnych podwalinach. To Europa zdolna do tworzenia także polityki społecznej i pracy, która stawia obywatela w centrum uwagi i nie postrzega pracownika przez pryzmat „zasobów”.

Mało wiarygodne oświadczenia

Rozdział między dwoma wizjami Europy nie utrzyma się długo. Eksperci finansowi, a wśród nich George Soros czy Christine Lagarde, wskazują maksymalnie 3 miesiące. Jeśli obecny kryzys w państwach UE ma przede wszystkim podłoże polityczne, to w tak krótkim okresie czasu nie będziemy w stanie opracować wyjścia awaryjnego. Prasa europejska roztacza przed nami pesymistyczne wizje, od alarmujących po katastroficzne, po ewentualnym upadku euro, a wręcz po upadku samej Europy, przed czym ostrzegała ostatnio Angela Merkel w Bundestagu. Najbliższa przyszłość pokaże, na ile prawdziwe są jej deklaracje. Należy przecież pamiętać, że oficjalne wypowiedzi w przededniu międzynarodowych negocjacji nabierają często charakteru taktycznej zagrywki.

W ostatnich latach coraz częściej odczuwamy brak struktur politycznych na poziomie europejskim. O ile w sprawie rozszerzenia Unii ustalono restrykcyjne procedury, to w kwestii wewnątrzwspólnotowej współpracy nie poczyniono tego samego. Ponadto obciąża nas brak wspólnego kierunku decyzji politycznych podejmowanych przez poszczególne rządy – decyzje gospodarcze są za to skrupulatnie prześwietlane. Rządy krajów strefy euro pozostawione same sobie dawno już straciły kontrolę nad własnymi gospodarkami. Co więcej, na kryzys polityczny i gospodarczy nałożył się dodatkowo niepokojący kryzys idei.

Albo stworzymy Włochy, albo zginiemy!” – według tradycji słowa te miał wypowiedzieć Garibaldi, bohater okresu zjednoczenia Włoch. Czy dziś, mutatis mutandis, znajdzie się osoba, która potrafiłaby dorównać tej postaci? Kto wcieli się w rolę bohatera i w dobie recesji doprowadzi do pełnej integracji lub rozpadu? Jakikolwiek scenariusz się spełni, zakończenie tego przedstawienia obejrzymy wspólnie.

Fot.: główna: B Rosen/Flickr; w tekście: digitalnoise/flickr; wideo: euronewsit/youtube.