Sztuka Europy Wschodniej? To cała historia…

Artykuł opublikowany 22 czerwca 2010
Artykuł opublikowany 22 czerwca 2010
Na wystawie „Obietnice przeszłości. Nieciągłe dzieje sztuki dawnej Europy Wschodniej” w paryskim Centre Pompidou przeglądają się w sobie prace artystów z krajów dawnego bloku komunistycznego i ich współczesnych spadkobierców. Warto zwiedzać z przewodnikiem lub pod prąd.

Zaczerpnięty z Waltera Benjamina (Sur le concept d’histoire) tytuł wystawy (potrwa do 19 lipca w paryskim Centre Pompidou), przywołuje teraźniejszość i naszą zdolność jej kreowania, bez wypierania się przeszłości czy prób jej uwznioślania.

Uwznioślanie. Taka jest propozycja scenografii przygotowanej przez Monikę Sosnowską. 38-letnia polska artystka oprowadza nas wzdłuż wijącej się zygzakiem białej ściany, gdzie – bez żadnego porządku chronologicznego – krok po kroku odsłaniają się mniej lub bardziej współczesne fotografie, rysunki, makiety i filmy video. Sosnowska konfrontuje dzieła młodych artystów z pracami ich starszych kolegów po fachu. Zagadnienie komunizmu jest tu przedstawione na tle dwóch fundamentalnych kwestii: jak ominąć koncepcję linearności historii i jak rozstrzygnąć opozycję Zachód/Wschód w odniesieniu do współczesnej Europy? Zygzak jest propozycją odpowiedzi rozciągniętą wokół siedmiu tematów: „Poza utopiami modernistycznymi”, „Ułudy totalności”, „Anty-sztuka”, „Przestrzeń publiczna/przestrzeń prywatna”, „Żeński-feministyczny”, „Gesty mikropolityki i krytyka instytucji”, „Utopia zrewidowana”. Choć omówione w różnym stopniu, ilustrują stanowisko Moniki Sosnowskiej: cofnąć się do przeszłości Europy Wschodniej, by wesprzeć teraźniejszość. O ile droga wytyczona przez zygzak symbolizuje nieciągłość historii, o tyle forma scenografii odwołuje się do kanonów modernistycznej architektury komunizmu – miejska utopia, którą w niej rozpoznajemy, niesie obietnice… i porażki. Artystka urodzona w Rykach proponuje odkrycie na nowo – „w stylu postminimalistycznym i konceptualnym” – tych kanonów, które przekształciły i wyniszczyły miasta Europy Wschodniej.

Ambicje minione i... nieaktualne?

Dzięki uprzejmości Galerii Foksal Wychodząc z działu „Poza utopiami modernistycznymi”, stajemy niemal oko w oko z nagą postacią w kolorach tęczy, której głowa zanurzona jest w sedesie! To praca autorstwa Cezarego Bodzianowskiego (Rainbow Bathroom, 1995). Następnie natykamy się na „Dammi i colori”, wideo albańskiego artysty, Anriego Sala. W tym zrealizowanym w 2003 r. filmie inny artysta, Edi Rama, jednocześnie mer Tirany (Albania), komentuje - bez cienia pobłażliwości – własny projekt, który zrealizował ostatnimi laty w swoim mieście. Spacerując wśród ulic, gdzie bloki pomalowane na ostre kolory sąsiadują ze zniszczonymi chodnikami i maskując miejski nieład, Edi Rama przypomina swoje zadanie jako mera i artysty: „Pytanie brzmi, jak uczynić to miasto przyjaznym mieszkańcom?”. Po czym dodaje w tonie skargi: „Sądzę, że ambicja uczynienia z niego miejsca wybranego jest czystą utopią…”. Wystawa zaprasza nas zatem, podobnie jak Edi Rama, do zastanowienia się nad starzeniem się ambicji z przeszłości.

Body is only a vehicle for the soul - zobacz kreacjePawła Althameraw Milanie

W miarę trwania wizyty dostrzegamy, jak różne wątki uzupełniają się wzajemnie. W części wystawy „Ułudy totalności” przewaga kolektywu nad indywiduum jest kwestionowana poprzez kpinę, przykładem „Kardynał”, wideo z chrztu błotem autorstwa Pawła Althamera, lub przez eksplorowanie granic szaleństwa, jak w przypadku rumuńskiego artysty, Iona Grigorescu. Jego film „Boks”, zrealizowany w drugim obiegu w 1977 r., to nałożone na siebie negatywy ukazujące nagiego artystę boksującego się z samym sobą. W ten sposób pokazuje „schizofrenię życia w komunistycznej Rumunii”. Poruszając i szokując na przemian, wystawa prezentuje wyłącznie prace kontestujące. W części „Przestrzeń publiczna/przestrzeń prywatna” kontestacja staje się zresztą jawnie polityczna. Mnimalistyczne akcje-interwencje Jiriego Kovandy w sferze publicznej oddają zarówno klimat cenzury, jak i uniformizacji jednostki w Pradze lat 70. Iść z rozwianymi włosami w kierunku odwrotnym do tłumu, nawet tak elementarny poziom demonstracji wolności może stanowić manifest polityczny. Plakat wystawy jest zresztą kadrem z planu filmu NP 1977 Serba, Neša Paripovica. Artysta urodzony w Belgradzie maszeruje ulicami swojego rodzinnego miasta wzdłuż wyznaczonej przez siebie prostej linii, nie dbając o przeszkody po drodze.

Kolekcja prywatna artystki

Dziedzictwo, które trzeba kultywować

Opozycja „publiczne/prywatne” pokazuje, jak odmienne idee kształtowały życie ludzi po obu stronach Żelaznej Kurtyny. I tutaj dotykamy głównego zagadnienia wystawy. Jaki jest sens opozycji Zachód/Wschód 20 lat po upadku komunizmu? Czy pochód historii obalił te różnice? Prace młodych artystów prezentowane w Centre Pompidou nie nastrajają optymistycznie. Izraelka Yaël Batana w filmie „Wall and Tower” (2009) zabrała się zatem za kody ideologii syjonistycznej. Wspólny ideał, źródło nadziei dla sponiewieranych przez historię Żydów, czyli ich wyobrażony powrót do Warszawy, budzi trwogę wielkich politycznych mszy, tak dobrze nam znanych z oficjalnych obrazów. Przeszłość i teraźniejszość spotykają się więc bez przerwy, w dialogu między postaciami sztuki Europy komunistycznej lat 70. i ich spadkobiercami. Bez podsycania nostalgii, wystawa pokazuje, że wybielanie przeszłości nie jest ani możliwe, ani pożądane. Żyć dzisiaj w Pradze, Tiranie czy Budapeszcie to nieustannie kontemplować relikty przeszłości, naznaczone obietnicami reżimu, który na pierwszym miejscu stawiał przede wszystkim konstruowanie wielkich utopii.

Godziny otwarcia wystawy: 11:00 - 21:00. Wystawa trwa do 19 lipca.

Zdj.: Plakat wystawy w Centre Pompidou: ©Goranka Matic, Za zgodą artystki i Muzeum Sztuki Współczesnej w Belgradzie; Tęcza, łazienka, Łódź, 1995 ©Monika Chojnicka; Samoidentyfikacja: ©Ewa Partum