Szwajcarski Porno-Remix: czyli drugie życie filmów porno z lat 70-tych

Artykuł opublikowany 19 czerwca 2012
Artykuł opublikowany 19 czerwca 2012
Cięcie, sortowanie i objękiwanie: tak można skromnie opisać pracę dwóch Szwajcarek, Sandry Lichtenstern i Sabiny Fischer. Pod szyldem "Glory Hazel" zajmują się przetwarzaniem filmów pornograficznych z lat 70-tych. Sześć remiksów weszło już na rynek. Z jedną z ich autorek, Sandrą Lichtenstern, spotkaliśmy się na śniadaniu w jednej z paryskich restauracji.
W wywiadzie mówi o obrazie kobiet, niechlujnych materiałach do masturbacji i o tym, dlaczego pornosy mogą być wzruszające.

cafebabel.com: Sandra, żeby o 10 rano przy śniadaniu rozmawiać w paryskiej kawiarni o pornosach...Jak się z tym czujesz?

Sandra Lichtenstern: Jest to raczej mało ekscytujące.

cafebabel.com: Nabrałaś już do tego takiego dystansu?

Sandra Lichtenstern: Tak, cały czas rozmawiam o filmach porno. A gdy już o tym rozmawiam, to jak o każdym innym twórczym projekcie. Cieszę się, że potrafię podchodzić do tego z dystansem. Dobrze sobie z tym radzę (śmiech).

cafebabel.com: Czym jest wg Ciebie film porno: filmem rozrywkowym, sztuką, czy materiałem służącym do masturbacji?

Sandra Lichtenstern: Film porno to materiał do masturbacji. To jest jego główną funkcją. Jednocześnie jest jednak obrazem, z którego można zrobić coś ładnego. I to jest dla mnie największą motywacją: że można z takim samym zaangażowaniem zajmować się filmami porno jak każdym innym projektem twórczym.

cafebabel.com: W jaki sposób zabieracie się za tą pracę twórczą?

Sandra Lichtenstern: Najpierw zastanawiamy się jaki jest materiał wyjściowy? Naliczyliśmy jakieś 30 filmów z lat 70-tych i 80-tych. Często je wspólnie oglądamy i pod wpływem impulsu oceniamy, która scena posiada jakąś wartość, a która nie. Decydować o tym mogą interesujące kolory, niesamowite prowadzenie kamery, fajna sukienka, auto albo właśnie dobry seks. Następnie wybieramy pojedyncze kadry i - koniec końców - mamy całą masę obrazów. W nich próbujemy odnaleźć nową estetyczną grupę i łącząc je ze sobą, stworzyć coś nowego. W wyniku tego powstają różne style, które po ponownych poszukiwaniach próbujemy podkreślić poprzez uzupełnienie ich kolejnymi scenami.

Sabine i Sandra stworzyły coś na miarę "basenu ze zdjęciami", co ma im pomóc w wyborze scen do ich filmów krótkometrażowych.

cafebabel.com: Czy nie czujesz się głupio oglądając pornosy z innymi ludźmi? Przecież zwykle ogląda się je samemu...

Sandra Lichtenstern: To prawda, jest trochę głupio. Ale głupio znaczy po prostu śmiesznie. Zawsze mamy przy tym ubaw i odkrywamy rzeczy, których nie widzieliśmy wcześniej.Prócz wyszukiwania i montowania scen zajmujecie się również podkładaniem głosu.

cafebabel.com: Nadajecie im przez to więcej autentyczności?

Sandra Lichtenstern: Tak, zupełnie. Wydaje mi się to bardzo interesujące obejrzeć później pierwotną scenę w porównaniu z naszą wersją. Obraz zyskuje tak wielką siłę, gdy ściszy się trochę te wszystkie odgłosy. Mamy sceny, które nam się z początku w ogóle nie podobały. Było w nich na przykład coś agresywnego: ton głosu, albo klasyczne brudne teksty. Podkładaliśmy wówczas dźwięk na nowo. Podczas gdy ujęciu towarzyszyła ta sama muzyka, cała scena została totalnie zmieniona. Jest to bardzo poruszające nie tylko pod względem erotycznym, ale i emocjonalnym, dlatego że tych dwoje ludzi całkiem naturalnie uprawia seks, jeśli tylko pozwolimy im spokojnie oddychać.

I na odwrót, strasznym jest jak łatwo można zniszczyć scenę przez bezmyślne podłożenie dźwięku i muzyki. W większości przypadków jęki w filmach porno nie są nawet zsynchronizowane; puszcza się po prostu jakąś taśmę i tyle. Jeśli jednak zrobi się to starannie, niesamowite jak bardzo może zyskać dany obraz na jakości.

cafebabel.com: Czy ten proces dekonstrukcji i rekonstrukcji jest jakąś formą postfeministycznej „zemsty” za to, jak w latach 70-tych i 80-tych przedstawiano obraz kobiety: ich odgrywane jęczenie i uprzedmiotowienie?

Sandra Lichtenstern: Nie, zupełnie nie. Tysiąc razy bardziej podoba nam się obraz kobiet z pornosów lat 70-tych, niż ten z dzisiejszych filmów. Panuje w nich całkiem inny nastrój. Naturalnie, zdarza się w nich mnóstwo scen, które trzeba usunąć, bo są po prostu obrzydliwe. Jednak w porównaniu z dzisiejszymi filmami jest w nich o wiele więcej scen, które są bardziej ludzkie, i w których ludzie uprawiający ze sobą seks są równorzędni. Aktorzy mieli wtedy też dużo więcej swobody. To były postacie z charakterem a nie lalki, które urabiają się podczas wykonywania mozolnych ćwiczeń. Tamte filmy naprawdę próbowały ukazać to, co najlepsze w tych kobietach. Istnieje wiele ujęć, które pokazują tylko oczy, to jak się szykują przed lustrem.Ogólnie rzecz biorąc, obchodzono się wtedy bardziej życzliwe z tamtejszymi aktorami, czego zresztą brakuje mi dziś najbardziej. Teraz nie odczuwa się już życzliwości kamery. Wręcz odwrotnie: kamera penetruje aktorów. Muszą być całkowicie otwarci i nie mają własnego wyrazu. Są jedynie kawałkiem mięsa, które można z każdej strony, nawet z najbardziej poniżającej pozycji, obejrzeć. Tego w latach 70-tych po prostu nie było. Ujęcia są o wiele bardziej czułe. Czyli gratka dla oczu.

cafebabel.com: Czemu w takim razie mają w końcu służyć wasze filmy?

Sandra Lichtenstern: Mamy nadzieję, że już teraz spełniają klasyczną funkcję porno. Nie trzeba ich od razu nazywać materiałem do walenia konia, jednak są jak najbardziej filmem pobudzającym. Gdzie najlepsze jest to, że wyeliminowałyśmy w nich to płytkie uczucie, które pojawia się podczas oglądania filmów pornograficznych. Jest to zresztą jedną z przyczyn, dlaczego faceci nie mogą takich filmów oglądać ze swoimi dziewczynami. Rozumieją, że dzieją się tam rzeczy, które nie są tak do końca w porządku. Nasze filmy ogląda się natomiast całkiem nieźle we dwójkę - niestety tylko dla par hetero (śmiech).

cafebabel.com: Wzięłybyście pod uwagę zrobienie czegoś podobnego z filmami porno dla homoseksualistów?

Tak, miałybyśmy na to ochotę. Najlepiej byłoby, gdyby nasz obecny materiał wyjściowy posiadał również sceny homoseksualne. Jednak porno dla homoseksualistów to już całkiem inna historia. Niestety. Zdarzały się sceny lesbijek, jednak ukazywane raczej z męskiego punktu widzenia. Bardzo fajnie udało się, gdy mogłyśmy te sceny trochę odmienić.

Zobaczymy, czym jeszcze nas zaskoczycie. Dzięki za rozmowę.

Proszę bardzo.

Fot.: dzięki uprzejmości © Glory Hazel, Wideo: mashbasel/YouTube