Taniec z gwiazdami (polityki)

Artykuł opublikowany 13 września 2016
Artykuł opublikowany 13 września 2016

[Opinia] W swojej słynnej wypowiedzi  były minister sprawiedliwości Wielkiej Brytanii Michael Gove orzekł, że ludziom „zbrzydli eksperci”, a w kampaniach politycznych na całym świecie dominują kandydaci cenieni bardziej za swoją osobowość niż za program. Czy doświadczamy kryzysu demokracji?

Osobom śledzącym ostatnie kampanie polityczne – referendum w sprawie Brexitu czy wybory prezydenckie w USA – na myśl nasuwa się jedno pytanie. Co stało się z demokracją?

Oprócz tego, że ten ustrój daje nam raczej ponure spojrzenie na obecny porządek świata, wygląda na to, że tradycyjnie wychwalana praktyka demokracji została poddana w wątpliwość. Zamiast skupiać się na faktach, retoryce i prawdziwych rozwiązaniach, kampanie przypominają teraz konkurs popularności koncentrujący się na strojach poszczególnych polityków, wymienianych uściskach dłoni, a zwłaszcza na szczególnie głupich wypowiedziach. Wyborcy tańczą z gwiazdami polityki i jest to dokładnie wyreżyserowana choreografia.

Nie dość, że polityczne reality show stale umniejsza znaczeniu demokracji, wygląda również na to, że od „konieczności demokracji” przechodzimy do „konieczności poprawnej demokracji”. Innymi słowy, liberalnie nastawieni wyborcy obawiają się, że inni obywatele głosują na złych polityków. Czy doświadczamy kryzysu tego ustroju?

Belgijski pisarz David Van Reybrouk uznał, że wybory szkodzą demokracji. W opublikowanym niedawno w the Guardianie artykule napisał, że „w ciągu ostatnich 10 lat na całym świecie daje się zauważyć rosnącą potrzebę znalezienia silnego lidera, który nie musi przejmować się parlamentem i wyborami”, a także, że zaufanie do władzy i partii politycznych osiągnęło „najniższy poziom w historii”.

Potrzeba znalezienia silnego lidera przy jednoczesnym ograniczeniu demokracji zdaje się tłumaczyć popularność polityków opowiadających się za Brexitem takich jak Nigel Farage czy nawet wzrost poparcia dla Donalda Trumpa. Podobne przykłady można jednak znaleźć także na południowym wschodzie Europy. W ubiegłym roku w Grecji odbyło się referendum dotyczące nowych ustaleń finansowych zawartych z Trojką. Kampania „OXI” stała się symbolem ogólnego rozczarowania tak zwaną europejską solidarnością i znalazła poparcie wśród podobnych grup w innych krajach Starego Kontynentu. Zaufanie do byłych i obecnych rządów już się wyczerpało, a ze wszystkich stron sceny politycznej można zauważyć oczekiwanie na przyjęcie bardziej zdecydowanej postawy wobec zaangażowania Brukseli.

Nieufność w stosunku do UE nasila się w samej Europie, zwłaszcza w Serbii. Niedawne badanie przeprowadzone przez Instytut Spraw Europejskich w Belgradzie pokazało, że w procesie integracji europejskiej brakuje spójności – 51% młodych Serbów uważa bowiem, że państwo powinno zahamować postępującą integrację.

Taka zmiana politycznej ideologii pozostaje zagadką dla Bałkanów. Fakt, że państwa uznawane dawniej za odnoszące sukces jak Wielka Brytania starają się pozbierać resztki dawnego, liberalnego porządku, to dla nowych i pełnych nadziei krajów członkowskich sygnał, że UE nie działa tak, jak powinna. Jak Unia może wciąż uważać się za polityczne non-plus ultra skoro jej proces demokratyczny zmienił się w Z kamerą w Brukseli – reality show pokroju relacji z życia słynnych Kardashianów? Wybory nie mogą pozostać po prostu wyborami, lecz muszą stanowić prawdziwą debatę popartą argumentami, które uwzględnią problemy i potrzeby całego spektrum głosujących. Brzmi nieskomplikowanie? Właśnie tak jest. To zwyczajne reality show – pomijając show.