Tbilisi: squat, który jest kulturalnym tyglem Gruzji

Artykuł opublikowany 23 kwietnia 2014
Artykuł opublikowany 23 kwietnia 2014

Ar­ty­ści, ak­ty­wi­ści, in­te­lek­tu­ali­ści oraz po­dróż­ni­cy na­resz­cie zna­leź­li ośro­dek, który zapoczątkuje zmia­ny kul­tu­ro­we­go ob­li­cza Tbi­li­si. Prze­strzeń ta, utrzymana w duchu opusz­czo­nej za­bu­do­wy eu­ro­pej­skich miast, jest ty­glem, w któ­rym po­my­sły łączą się z wol­no­ścią ich wy­ra­ża­nia. Dodatkową atrakcją jest wiel­błąd.

Choć Tbi­li­si nie­wąt­pli­wie po­sia­da tęt­nią­cą ży­ciem barw­ną prze­strzeń kul­tu­ralną, bieda oraz wy­klu­cze­nie spo­łecz­nenie nie dają tu o sobie za­po­mnieć. Od­su­nię­te na mar­gi­nes spo­łecz­no­ści są czę­sto po­zba­wio­ne za­rów­no w­pły­wu na sztu­kę, jak i możliwości udzia­łu w wy­da­rze­niach spo­łecz­nych i po­li­tycz­nych, któ­rych celem jest de­mo­kra­ty­za­cja pro­ce­su po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji i po­pra­wa ja­ko­ści życia miesz­kań­ców Tbi­li­si. W mie­ście nie bra­ku­je jed­nak osób za­an­ga­żo­wa­nych w walkę o po­pra­wę tej sy­tu­acji. Grupa zło­żo­na z Gru­zi­nów i cu­dzo­ziem­ców za­ję­ła opusz­czo­ny bu­dy­nek nie­opo­dal miej­skie­go hi­po­dro­mu w dziel­ni­cy Sa­bur­ta­lo i prze­mie­ni­ła go w cen­trum kul­tu­ral­ne, któ­re­go dzia­łal­ność ma na celu walkę z eli­ta­ry­zmem oraz uła­twie­nie po­dej­mo­wa­nia ini­cja­tyw na rzecz sztu­ki oraz efek­tyw­ne­go spo­łecz­ne­go ak­ty­wi­zmu. Mimo iż ich przed­się­wzię­cie jest do­pie­ro w po­cząt­ko­wym sta­dium, zdą­ży­ło już przy­cią­gnąć uwagę ar­ty­stów i ak­ty­wi­stów z całej Gru­zji, Eu­ro­py oraz Kau­ka­zu. W tym ar­ty­stycz­nym squ­acie piszę się hi­sto­ria.

Gdy idę w kie­run­ku sta­rych staj­ni, które obec­nie są sie­dzi­bą Al­ter­na­tyw­ne­go Cen­trum Kul­tu­ral­ne­go Tbi­li­si (the Al­ter­na­tive Cul­tural Cen­tre of Tbil­isi), ostat­nią rze­czą, ja­kiej się spo­dzie­wam jest to, że za­le­d­wie 20 minut póź­niej znaj­dę się w lesie z kub­kiem go­rą­cej her­ba­ty w dłoni w to­wa­rzy­stwie wiel­błą­da. Oka­zu­je się to jed­nak re­al­ne - wiel­błą­dzi­ca Tchi­ni,  śli­niąc się i wy­da­jąc bul­go­czą­ce od­gło­sy, pa­trzy na mnie swymi okrą­gły­mi orze­cho­wy­mi ocza­mi. „To rzad­ka rasa, pół mon­gol­ska, pół afgań­ska" - wy­ja­śnia jej to­wa­rzysz po­dró­ży, Goran. Do­oko­ła mnie, po za­le­sio­nym ob­sza­rze oka­la­ją­cym staj­nie, ha­sa­ją rów­nież jego małe ro­ga­te kozy.

przez całą drogę z Afga­ni­stanu

Nie­któ­rzy twier­dzą, że Mo­ni­ka Gu­il­ler­mo, wo­lon­ta­riu­sze z Litwy i Hisz­pa­nii re­ali­zu­ją­cy pro­jekt Wo­lon­ta­ria­tu Eu­ro­pej­skie­go (EVS) w sto­wa­rzy­sze­niu mło­dzie­żo­wym Droni (Droni youth as­so­ci­a­tion), od­kry­li bu­dy­nek i po­sta­no­wi­li za­ko­rze­nić kul­tu­rę squ­at­tin­gu (zaj­mo­wa­nie miej­skich pu­sto­sta­nów) w Gru­zji. Inni mówią, że to Goran, no­ma­da po­dró­żu­ją­cy z Afga­ni­sta­nu wraz ze swym sta­dem kóz, szcze­niąt, kur­cza­ków i, rzecz jasna, wiel­błą­dzi­cą Tchi­ni, za­anek­to­wał tę prze­strzeń, dając rów­nież innym moż­li­wość prze­mia­ny bu­dyn­ku w tęt­nią­ce ży­ciem cen­trum uży­tecz­no­ści pu­blicz­nej. Jeśli cho­dzi o Go­ra­na, to twier­dzi on, że to wiel­błą­dzi­ca przy­wio­dła go do celu. Nie­za­leż­nie od wer­sji wy­da­rzeń pewne jest to, że po­my­sło­daw­cy squ­atu pra­gną wło­żyć tyle serca i ener­gii, ile tylko można, by uczy­nić to miej­sce nie­po­wta­rzal­nym.

Obraz, jaki uka­zu­je się moim oczom, kiedy wcho­dzę do środ­ka, na­tych­miast wy­wo­łu­je uśmiech na mojej twa­rzy. Pro­mie­nie gru­dnio­we­go słoń­ca wpa­da­ją przez okna, człon­ko­wie tbi­li­skie­go klubu fris­bee ćwi­czą rzuty dys­kiem, lu­dzie sie­dzą przy ogni­sku na środ­ku po­miesz­cze­nia roz­ma­wia­jąc i trzy­ma­jąc ręce nad ogniem, by się ogrzać. Ar­ty­ści roz­ma­itych dys­cy­plin za­ję­ci są zdo­bie­niem pu­stych ścian, a dwaj DJ-e o się­ga­ją­cych pasa dre­dach grają dla zgro­ma­dzo­nych mu­zy­kę reg­gae. Lu­dzie zmie­nia­ją się na zwie­sza­ją­cej się z su­fi­tu pro­wi­zo­rycz­nej huś­taw­ce, po­py­cha­jąc jeden dru­gie­go, wy­krzy­ku­jąc i śmie­jąc się.

Inni kręcą sie w po­bli­żu ro­biąc zdję­cia i  wy­my­śla­jąc coraz to nowe spo­so­by za­go­spo­da­ro­wa­nia prze­strze­ni. Bez­płat­ne lek­cje tańca, gim­na­sty­ka, wy­mia­ny ję­zy­ko­we, po­li­tycz­ne de­ba­ty, fe­mi­ni­stycz­ne grupy dys­ku­syj­ne, czy pro­jek­cje fil­mów to tylko nie­któ­re z pod­su­wa­nych ze­wsząd po­my­słów. Jed­no­znacz­nie po­sta­no­wio­no jed­nak, że squat bę­dzie prze­strze­nią cał­ko­wi­cie wolną od uży­wek. De­cy­zja ta ma na celu przede wszystkim przeciwdziałanie prze­mo­cy - plagi, z którą walczy się w gru­ziń­skich ba­rach i klu­bach.

Alf - ta­jem­ni­czy no­madz­ki ak­ty­wi­sta

Roz­ma­wia­m z „Alfem", ta­jem­ni­czym no­madz­kim ak­ty­wi­stą, który skon­tak­to­wał mnie z Mo­ni­ką i Gu­il­ler­mo, kiedy szu­ka­li miej­sca, w któ­rym można by wpro­wa­dzić w życie pro­jekt cen­trum kul­tu­ral­ne­go. Alf mówi z za­raź­li­wym en­tu­zja­zmem, a jego nie­bie­skie oczy błysz­czą, gdy opo­wia­da o swo­jej wizji ACCT. „To pierw­szy raz, kiedy coś po­dob­ne­go ma miej­sce w Tbi­li­si. Chcie­li­by­śmy sko­rzy­stać z wol­nej prze­strze­ni pu­blicz­nej, aby móc or­ga­ni­zo­wać spo­tka­nia, two­rzyć spo­łecz­ności i w ten sposób rzu­cić wy­zwa­nie obec­nie pa­nu­ją­cej eli­tar­no­ści, według której pieniądze są niezbędne do tego, by zmie­niać świat na lep­sze" - wy­ja­śnia Alf. „Nie każdy może sobie po­zwo­lić na to, aby być czę­ścią fun­da­cji i prze­by­wać w miłym, cie­płym biu­rze, bio­rąc udział w burzy mó­zgów i snu­jąc plany ulep­szenia spo­łe­czeń­stwa" - do­da­je Gio, 24-letni miesz­ka­niec Tbli­si. „Tutaj mo­że­my stwo­rzyć miej­sce dla każ­de­go".

Po­mi­mo wielu wy­zwań, które sto­ją­ na dro­dze po­ro­zu­mie­nia, grupa squattersów po­zo­sta­je od­da­na pro­mo­cji ega­li­tar­nej struk­tu­ry po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, która w imię rów­no­ści po­zwa­la na róż­no­rod­ność opi­nii i bie­rze pod uwagę różne po­my­sły. W ich siedzibie spotykam ak­ty­wi­stów z Rosji, ar­ty­stów z Syrii, gru­ziń­skich stu­den­tów oraz do­świad­czo­nych człon­ków spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skie­go. Spę­dzam móstwo czasu w kuch­ni po­śród sto­sów ba­na­nów i man­da­ry­nek, pod­czas gdy 21-let­ni stu­dent ame­ry­ka­ni­sty­ki przy­go­to­wu­je go­rą­cą her­ba­tę i we­gań­ski barszcz dla zgro­ma­dzo­ne­go tłumu. Roz­ma­wiam z Ira­klim, in­ży­nie­rem i hak­ty­wi­stą w śred­nim wieku, który po­mógł przy mon­ta­żu in­sta­la­cji elek­trycz­nej w bu­dyn­ku.

Wraz z Ratim kre­ślę w moim no­tat­ni­ku i rzu­cam po­my­sły na stwo­rze­nie wol­nej bi­blio­te­ki i cen­trum in­for­ma­cji. Sły­szę, jak Goran w wy­mow­ny spo­sób opo­wia­da o wol­no­ści prze­miesz­cza­nia się, po­ko­ju oraz oby­wa­tel­stwie i z fascynacją wsłu­chu­ję się w dys­ku­sję o tym, jak pro­mo­wać prawa zwie­rząt i za­pew­nić schro­nie­nie ro­sną­cej po­pu­la­cji osób bez­dom­nych w Tbi­li­si.

Gdzie in­dziej spo­koj­nie upły­wa ty­po­wa tbi­li­ska nie­dzie­la, lecz tu, w cen­trum kul­tu­ral­nym, je­stem świad­kiem cze­goś wy­jąt­ko­we­go. Czuję, że istnieje szan­sa na to, by ta od­dol­na ini­cja­ty­wa umoc­ni­ła się i roz­kwi­tła w mie­ście, które zo­sta­ło po­zba­wio­ne per­spek­tyw po la­tach wojny, zmia­nach przy­zna­leż­no­ści po­li­tycz­no-eko­no­micz­nej i kło­po­tach go­spo­dar­czych. Al­ter­na­tyw­ne Cen­trum Kul­tu­ral­ne po­zwa­la każ­de­mu na do­łą­cze­nie do spo­łecz­no­ści i uczy­nie­nie z Tbi­li­si swo­je­go wła­sne­go miej­sca, bez wzglę­du na wiek i po­cho­dze­nie. A naj­lep­sze do­pie­ro na­dej­dzie.