„Tchip”, czyli francuska mutacja pogardliwego uśmieszku z Afryki

Artykuł opublikowany 6 lipca 2015
Artykuł opublikowany 6 lipca 2015

W ostatnim czasie dyrektorzy francuskich szkół podejmują wszelkie działania, aby w pełni zakazać praktykowania "tchipu" — dźwięku wydawanego przez uczniów w celu wyrażenia niezadowolenia czy pogardy. Co tak naprawdę symbolizuje ten irytujący odgłos?

Ostatnio we francuskich szkołach problem stanowi kryjący się pod słodką nazwą „tchip” irytujący dźwięk symbolizujący niezadowolenie lub pogardę. Nauczyciele mają dosyć skierowanych w ich stronę „tchipów”, praktykowanych przez studentów dzień w dzień. Jako pierwszy swoje niezadowolenie okazał dyrektor liceum w Évry, niedaleko Paryża. Za jego przykładem podążyło wiele szkół gimnazjalnych i licealnych, które marzą o całkowitym zakazie „tchipu” w swoich placówkach.

Wieloznaczność „tchipu”

 „Tchip” to onomatopeja dla dźwięku wydawanego, gdy zaciska się zęby i lekko zasysa język. Pochodzący z afrykańskiej i karaibskiej kultury odgłos ma wyrażać niezadowolenie lub pogardę. Na Wybrzeżu Kości Słoniowej ten specyficzny dźwięk określa się go jako „tchourou”, „tchrrr”, czy nawet „tchuii”.

„Tchip” sam w sobie funkcjonuje jako prawdziwy język, co prawda niewerbalny i składający się tylko z jednego dźwięku, ale paradoksalnie posiada mnóstwo znaczeń zależących od kontekstu, w którym jest użyty. Na przykład wszystkie formy niezadowolenia mogą być wyrażone poprzez dłuższe lub krótsze „gwizdniecie tchipu”. „Gdy jestem zdenerwowana, zniecierpliwiona czy ironiczna wyrażam to poprzez «tchip»” — wyjaśnia 25-letnia mieszkanka Wybrzeża Kości Słoniowej. W Afryce odgłos ten uważany jest za banalny nawyk dnia codziennego oraz integralny kod społeczny. Matka może „tchipnąć” na swoje dziecko w ramach reprymendy za popełniony błąd, może „tchipnąć” ze względu na wzrost cen w sklepie lub ze zdenerwowania, że uciekł jej autobus. 

15-letnia Ridwan, uczennica szkoły średniej w Brunoy niedaleko Paryża, wyjaśnia, że „tchip” od zawsze był częścią jej kultury. Nastolatka przyznaje, że również w szkole praktykuje ten odgłos: „Łatwo jest używać tego dźwięku do nauczycieli, ponieważ większość z nich nie wie, co to oznacza”. 28-letni mieszkaniec Paryża Thibaud mimo, że nie pochodzi z kultury, z której wywodzi się „tchip” przyznaje, że często używa tego odgłosu. „Po raz pierwszy miałem do czynienia z «tchipem» w wieku 15 lat, nawyk ten przejąłem od czarnoskórych znajomych. Według mnie, dźwięk ten ma podobne znaczenie, co «pffft» czy gest «mów do ręki» [parle à ma main, red.]. Jedyna różnica polega na tym, że «tchipu» używam tylko i wyłącznie w gronie czarnoskórych przyjaciół — osób, które wiedzą, co to oznacza, ponieważ dźwięk ten jest językiem wspólnoty a nie powszechnie znanym narzędziem komunikacyjnym”. To samo odczuwa 29-letni Mamadou, który dorastał w Burkina Faso, a od 10 lat mieszka w Paryżu. „Tchipu” używa tylko w towarzystwie czarnoskórych przyjaciół lub osób pochodzących z jego kultury.

Od zespołu Magic System po Christiane Taubirę

Odgłos, długo kojarzony wyłącznie z czarnoskórą społecznością, błyskawicznie rozprzestrzenia się na inne kultury. Integracja kulturowa, która wspiera demokratyzację różnych nawyków, sprawia, że szkoły stają się najlepszym miejscem na rozpowszechnianie „tchipu”.

„Moi znajomi są otoczeni naszą kulturą i również zaczęli praktykować «tchip». To trochę dziwne, bo przecież w ich towarzystwie naturalnie się tak nie robi. Jednak już się do tego przyzwyczaiłam” — przyznaje Ridwan. Jej 10-letni brat Antoine, również używający tego dźwięku do nauczycieli, zauważył, że rówieśnicy pochodzący z różnych środowisk naśladują jego zachowanie.

„Tchip” stał się tak popularny, że co raz częściej słyszy się go w telewizji czy teatrze. Został w humorystyczny sposób przedstawiony w parodii Kevina Razy'ego, użyty przez Claudie Tagbo w pedagogicznym skeczu „Karambole” na kanale Art oraz wykorzystany do wyrażenia kąśliwości przez Christiane Taubirę we francuskim Zgromadzeniu Narodowym. W sferze publicznej „tchip” jest obecny pod każdą postacią.

Claudia Tagbo - Le Tchip

Dla Marthe, 38-letniej matki Ridwan i Antoine'a, popularyzacja „tchipu” jest symptomatyczna dla społeczeństwa otwartego na inne kultury. To społeczeństwo chętniej słucha afrykańskiej muzyki, takiej jak „Coupé Décalé” czy zespołu Magic System, przy czym przyswaja usłyszane wyrażenia. W rzeczywistości wiele afrykańskich wyrażeń takich, jak na przykład „s'enjailler” („dobrze się bawić” w slangu nouchi z Wybrzeża Kości Słoniowej) czy „zarma” („cholera!”, słowo pochodzenia arabskiego) również weszło do francuskiego uzusu, jednak nie w takim stopniu, jak „tchip” w gwarę szkolną.

Zapożyczenie kulturowe i kontrowersje

Chociaż „tchip” to coś powszechnego w kulturze afrykańskiej, ogólnie akceptuje się, że nie powinno się go używać w rozmowie z rodzicami czy starszymi osobami, ponieważ uważane jest to za oznakę bezczelności, braku szacunku a nawet za zniewagę. Problem w tym, że dzieci we francuskich szkołach „tchipują” na prawo i lewo. Jest to zapożyczenie kulturowe, które zostało zdeformowane i nie jest używane zgodnie ze swoim oryginalnym przeznaczeniem. Nie jest wiec niespodzianką, że to dyrektor o afrykańskich korzeniach był pierwszym, który zaczął krytykować takie zachowanie. Ale czy zupełny zakaz praktykowania „tchipu” nie jest lekką przesadą?

„Problemu w szkołach nie stanowi «tchip», ale znaczenie autorytetu i relacja studentów z nauczycielami” — wyjaśnia nieco oburzony Mamadou, który uważa, że kontrowersje są przesadzone. „Myślę, że «tchip» postrzegany jest jako forma wpływu imigrantów na społeczeństwo francuskie. Jest to społeczeństwo, w którym narasta jednocześnie nacjonalizm i przerażenie cudzoziemców. To normalne, że osiąga to tak wielką skalę” — podsumowuje Mamadou.

Thibaut jest odmiennego zdania. Według niego kontrowersje wokół tematu są uzasadnione a „tchip” powinien być zakazany w szkole. „W przypadku osób niewystarczająco poinformanych na temat znaczenia «tchipu», jego praktykowanie może powodować problemy w komunikacji. Nie chodzi tylko o brak szacunku studentów do nauczycieli, ale także o odmowę poczucia przynależności do pewnej hierarchii”. Rodzice uczniów również rozważają kwestię zakazu.

Fabien, 48-letni ojceic 9-letniego chłopca, nie widzi sensu w zakazie „tchipowania”. „Co z wolnością słowa, o którą tak trudno w dzisiejszych czasach? Dla mnie ten zakaz używania tego dźwięku jest tym samym, co namawianie ich do jego używania, bo młodych ludzi kusi to, co zabronione. Dlaczego w zamian za to nie skupić się na prewencji?”

Kto by pomyślał, że jakiś dźwięk wydawany przez usta może wywołać tak wiele dyskusji na korytarzach francuskich gimnazjów i w szkołach wyższych?

Ten artykuł powstał w ramach Street School, darmowego cyklu szkoleń organizowanego przez StreetPress.