„Techo y comida" - pokoleniowy portret kryzysu

Artykuł opublikowany 18 stycznia 2016
Artykuł opublikowany 18 stycznia 2016

Zwycięzca dwóch nagród na Festiwalu w Maladze – publiczności dla Najlepszego Filmu i Nagrody Srebrna Biznaga dla najlepszej aktorki Natalii de Moliny oraz nominowany do Nagrody Goya w trzech kategoriach – film „Techo y comida" (pol. „Dach i jedzenie") zawstydza Hiszpanię miażdżącym świadectwem kryzysu w państwie.

Debiutujący reżyser Juan Miguel del Castillo zaskoczył i poruszył na minionym Festiwalu Kina w Maladze swoim filmem Techo y comida" – obrazem czerpiącym z trudnej rzeczywistości, którą zalewają nas media od ostatnich kilku lat: z realiów eksmisji. Zasługa tego gatunku kinowego, zwanego „społecznym” polega na tym by – pomimo realiów, w jakich nieszczęśliwie przyszło nam żyć – nie popaść w pułapkę czystego filmu dokumentalnego i nadać mu fikcyjnego charakteru.

W swoim pierwszym dziele del Castillo uzyskuje tę trudną równowagę i powala widza na kolana.

Aktorka Natalia de Molina (znan z filmu Vivir es fácil con los ojos cerrados") bez wątpienia jest tą, na której skupia się uwaga dramatu. Wciela się w nim w rolę Rocío – młodej samotnej matki, którą życie pokonało w zbyt młodym wieku. Z dzieckiem na utrzymaniu, zrujnowanym mieszkaniem, bez wykształcenia, bezrobotna i zadłużona Rocío ukazuje się jako postać pogrążona w marazmie, beznadziei i desperacji po tym, jak wykorzystała już wszystkie możliwości i zasoby zaoferowane przez domniemane państwo opiekuńcze, które wykazuje symptomy rzadkości i wyczerpania.

Reżyser nie pobłaża widzom – nędza i nieszczęścia towarzyszą bohaterce od początku do końca: udręka zostaje wyolbrzymiona przez kamerę, która staje się jej cieniem. Ale ta cierpiąca, strapiona, pełna lęków i niepokoju Rocío, w którą wciela się słynna Natalia de Molina, jedynie reprezentuje te wszystkie anonimowe Rocíe – żyjące na skraju ubóstwa i będące ofiarami miażdżącego w skutkach kryzysu. U jej boku niewiele jest postaci drugoplanowych. Wyróżnia się spośród nich wspaniała Mariana Cordero – sąsiadka „stróż”, która nieco łagodzi tę mocno pesymistyczną opowieść.

Juan Miguel del Castillo nie osądza swojej bohaterki i rezygnuje z bogatej scenografii na rzecz ukazania historii wszystkim znajomej i opowiedzianej w sposób tak naturalny, że aż przytłacza swoją szczerością. Techo y comida" bez wątpienia posypuje rany solą i wprawia publiczność w zakłopotanie. Jednak tak naprawdę, powinna zawstydzać wszystkie te instytucje, które odwróciły wzrok od bolesnej rzeczywistości, która stała się zbyt powszechna. I chociaż Techo y comida" wszedł na ekrany kin w sprzyjającym okresie przedwyborczym, to szkoda, że będzie to wytwór wpisany w świat festiwali i skazany na dotarcie do niewielkiej grupy publiczności.