Teoria gender we Włoszech: zakłócenia na linii

Artykuł opublikowany 4 sierpnia 2016
Artykuł opublikowany 4 sierpnia 2016

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

(Opinia) Region Lombardia ogłosił uruchomienie „telefonu anty-genderowego” z początkiem roku szkolnego. Ile będzie to kosztować? Aż 30 000 euro na walkę z czymś, co właściwie nie istnieje.

Od pewnego czasu komentatorzy włoskiej polityki nie potrafią już nikogo zaskoczyć, zwłaszcza odnosząc się do pewnych partii. Ale tym razem, dzięki partii Botte, możemy być świadkami wyjątku. 31 maja Lombardia – kierowana przez Roberto Maroni, byłego sekretarza generalnego Ligi Północy – uchwaliła projekt, wprowadzający nową inicjatywę w regionalnych szkołach. Twórcy tego pomysłu nazwali ją „telefonem przeciwko genderowi” (obejmuje on także stworzenie miejsca spotkań oraz call center). Usługa ta ma oferować wsparcie dla rodziców i uczniów zaniepokojonych popularnością „teorii gender” w nauczaniu szkolnym. Zadanie zostało powierzone kilka dni wcześniej AGE (Stowarzyszenie włoskich rodziców), jednostce, która zamierza uczynić rodzinę podmiotem politycznym, opartym na zasadach etycznych i chrześcijańskich.

Może się wydawać, że pomysł wziął się z powietrza, jednak znajduje on uzasadnienie w paragrafach ustawy Buona Scuola (Dobra Szkoła), reformy Ministra Edukacji, zatwierdzonej przez włoski parlament w lipcu 2015 roku. Jednym z elementów ustawy jest zobowiązanie do walki z „dyskryminacją ze względu na orientację seksualną” w szkole. Według władz Lombardii i AGE, teoria gender, powoli wprowadzana do treści programu szkolnego, może być używana jako groźne narzędzie.

Być albo nie być, oto jest pytanie

Ale co tak naprawdę mamy na myśli, mówiąc o „teorii gender”? W tym tkwi problem: ona nie istnieje. A przynajmniej nie taka, jak się ją zwykle definiuje. Tak naprawdę nie istnieje żadna definicja, teza, zasada czy zapis prawny, który wyjaśnia „rzeczywistość płci” z perspektywy biologiczej lub społecznej. A dokładniej, domniemana „teoria płci” to bardziej ideologia stworzona przez jej krytyków. Krytyków, którzy określają jej rzekomy cel jako dążenie do „odwrócenia” naturalnego porządku rodziny i różnic biologicznych między kobietami i mężczyznami. Innymi słowy, byłby to pomysł zwolenników ruchów LGBT. Zapomina się jednak, że od 60 lat istnieje dziedzina zwana gender studies (nauka o płci), która zajmuje się analizą tworzenia tożsamości kobiecej i męskiej w konkretnych kontekstach kulturowo-społecznych. Mówiąc prościej, bada ona sposób, w jaki w zbiorowej świadomości funkcjonują uczucia oraz, przykładowo, dlaczego od zarania dziejów to kobietom przypisuje się gotowanie i opiekę nad dziećmi, a mężczyznom polowanie, utrzymywanie rodziny i wszystko, co brutalne.

Badania genderowe określiły dwa obszary podmiotowości: tę seksualną (niezaprzeczalna, oparta na fizyczności i biologii) oraz tę rodzajową (sposób postrzegania roli przypisywanej jednostce przez społeczeństwo). Wyróżnienie płci biologicznej i roli rodzaju spowodowało szereg refleksji nad tym, że kompatybilność tych dwóch podmiotów nie musi być oczywista. Stopniowo, z kolejnymi badaniami, gender studies doprowadziły do przewartościowania narzędzi edukacyjnych, przeznaczonych do walki z takimi postawami jak seksism, homofobia i uprzedzenia. Nie brzmi to jak walka o różnice biologiczne między płciami ani, tym bardziej, spisek przeciwko tradycyjnemu modelowi rodziny.

Pierwsze teksty, odnoszące się do tajemniczej teorii płci pojawiły się w latach 90. Jednak dopiero w ostatnich trzech latach, zwłaszcza we Francji i we Włoszech, niektóre ruchy pro-life przystąpiły do walki. Tak właśnie projekt edukacji w zakresie różnic i inności, mający hamować przejawy szkodliwego seksizmu i homofobii, nagle został przedstawiony jako podstępne próby indoktrynacji młodzieży.

Niezbadane są wyroki boskie

Nie trzeba chyba dodawać, że temat wywołał duże poruszenie, które udzieliło się także najwyższym przedstawicielom władz religijnych. Rok temu papież Franciszek wspomniał o „teorii płci” podczas audiencji generalnej na placu Świętego Piotra. Zamieszanie zostało przekształcone w narzędzie polityczne, które dzisiaj dotyka delikatnego tematu reformy systemu szkolnego i daje podstawę do inicjatyw takich jak ta w Lombardii (podobne kontrowersje dotyczące nauczania o różnicach w szkołach miały miejsce w przedszkolu w Trieste w 2013 roku). Na ten temat wypowiedziało się także AIP (Stowarzyszenie psychologów we Włoszech), potwierdzając, że nie istnieje teoria gender i że edukacja szkolna odgrywa kluczową rolę w walce z każdą formą dyskryminacji, także ze względu na płeć i orientację seksualną. Dzięki temu, potępiona ustawa wywarła pozytywny wpływ, włączając we włoski system prawny wytyczne proponowane w raportach Unesco i Unicef.

Podsumowując, tego samego dnia, w którym podpisano uchwałę rządową, umożliwiającą zawieranie związków cywilnych, Lombardia postanowiła przeznaczyć 30 000 euro na „telefon przeciwko genderowi”. Usługa będzie uruchomiona na okres próbny, trwający 12 miesięcy. Z niecierpliwością wyczekujemy na wyniki tej ciężkiej pracy. Tak jak od lat czekamy na poważne rozmowy, oparte na międzypartyjnym dialogu, w których nie będzie potrzeby uciekania się do sloganów i spisków, doprowadzających do sytuacji, w której nikt nie wygrywa. Nie chcemy dalszego wykorzystywania inicjatyw, których jedynym celem jest wyleczenie negatywnych, nabierających na sile zjawisk w kraju i na świecie. Seksizm, homofobia, rasizm – każda z tych postaw to wyraz strachu przed tym, co inne. Straszne jest jednak uczucie, że za apelami w imię obrony tradycyjnej rodziny skrywa się raczej rodzaj milczącej akceptacji statusu quo. Ale to tylko uczucie, nie teoria.