Terminologia LGBT: ważne jest, by ważyć słowa

Artykuł opublikowany 11 czerwca 2015
Artykuł opublikowany 11 czerwca 2015

„Rodzaj” czy „płeć”? Stosowanie adekwatnych terminów w opisywaniu tożsamości seksualnej jest szczególnie ważne dla społeczności LGBT. Ekipa Cafébabel z Brukseli wyjaśnia tę kwestię używając terminologii ONZ.

Ekipa Cafébabel z Brukseli przeprowadziła wywiad z pochodzącą z Quebecu Danielle Henripin, która zajmuje się terminologią w siedzibie ONZ w Nowym Jorku. Przez trzy lata Danielle była również przewodniczącą UN-Globe, grupy broniącej praw LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych oraz transpłciowych) wśród urzędników ONZ. Danielle podkreśla, jak znaczący jest odpowiedni dobór słów w dyskursie dotyczącym tej społeczności oraz wskazuję na potrzebę rozwoju praw LGBT w instytucjach ONZ.

„Rodzaj” czy „płeć”?

„Nazywanie jakiejś rzeczy oznacza jej uznawanie” – deklaruje Danielle Henripin. Wraz ze swoimi kolegami po fachu porównuje ekwiwalenty językowe angielskiego terminu „gender” występujące w różnych organizacjach. „To pojęcie nie zostało jeszcze uznane przez wszystkie organizacje, jednakże jest powszechnie akceptowane w świecie anglosaskim. Siłą rzeczy nie mamy w języku francuskim odpowiedniego ekwiwalentu używanego przez wszystkie organizacje międzynarodowe” – ubolewa.

Według Międzynarodowej Organizacji Zdrowia, słowo „płeć” odnosi się do biologicznych  i fizjologicznych cech, jakie odróżniają mężczyzn od kobiet. Z kolei słowo „rodzaj” służy opisywaniu społecznie ustalonych ról, zachowań, czynności oraz stosownych cech, które społeczeństwo uważa za charakterystyczne dla mężczyzn i kobiet.

Organizacje pozarządowe oraz osoby zajmujące się tożsamością seksualną w krajach frankofońskich coraz częściej używają słowa „gender”. „Natomiast frankofońscy językoznawcy nie aprobują używania tego terminu do opisywania tożsamości seksualnej. Jak wyjaśnia Danielle Henripin, w niektórych organizacjach ONZ pojawia się różnica pomiędzy rodzajem a płcią. Hiszpanie bez problemu mówią «género», podczas gdy my, Francuzi, jeszcze nie używamy słowa «genre»”.

W Szwecji od niedawna istnieje trzeci zaimek osobowy, „hen”, który nie jest ani męski, ani żeński. Zaimek ten  służy do mówienia o osobach, które nie identyfikują się z żadną płcią biologiczną. „Nie wierzę w to, by obecnie takie same zmiany były możliwe we wszystkich językach używanych w ONZ. Rzeczy ewoluują szybciej lub wolniej w zależności od kraju, kultury i języka” – tłumaczy Henripin.

„Od perwersji do mniejszości”

Z drugiej strony, w niektórych językach używanych w ONZ ekwiwalenty językowe dla terminów takich jak „homoseksualista” bardzo się zmieniły w ciagu ostatnich lat. „Chylę czoła przed kolegami tłumaczami oraz terminologami, którym udało się ożywić tę terminologię, a w niektórych językach «odstygmatyzować» wszystko to, co dotyczy mniejszości seksualnych. Przeszliśmy od pojęcia perwersji do mniejszości” – cieszy się Danielle.

Organizacja, z którą współpracuje, walczy o poszanowanie praw człowieka, stawia wiec sobie za zadanie regularne badanie tych pojęć. Sama idea „praw człowieka” jest dla Kanadyjki skądinąd dość zaskakująca: „W Québecu i Kanadzie już od dawna nie porusza się tematu praw człowieka. Jednak w terminologii ONZ to pojęcie ma fundamentalne znaczenie”. Mieszkańcy Québecu mają tendencję do używania terminów „prawa ludzkie” lub „prawa osobiste”. Większość międzynarodowych instytucji dalej posługuje się zwrotem „prawa Człowieka”. „Wcale nie twierdzę, że ONZ myli się lub ma rację, ale widać, że dla niektórych frankofońskich terminologów słowo «człowiek» posiada również pewne historyczne znaczenie, co wywołuje debatę wśród przedstawicieli każdego pokolenia. Wznawiamy dyskusję i nieustannie słychać nowe głosy, które podają wcześniej nie słyszane argumenty. Dosyć często wznawiamy dysusje na ten temat” –potwierdza Danielle Henripin.

ONZ robi postępy

Według Danielle Henripin, na łonie instytucji ONZ miały miejsce pewne postępy w kwestii praw społeczności LGBT. „Od dobrych dwóch lat ONZ uznaje małżeństwa homoseksualne pod warunkiem, że są związkami zawartymi w zgodzie z prawem któregokolwiek kraju na świecie. W przeszłości uznanie związku lub rodziny homnoseksualnej zależało wyłącznie od urzędnika z kraju pochodzenia pary. Ten postęp to duże zwycięstwo” – podkreśla działaczka.

Przedtem nawet członkowie społeczności LGBT będący w związkach małżeńskich musieli wystąpić o uznanie związku w kraju, z którego pochodzą. Danielle podaje przykład: „W przypadku pary włosko-kanadyjskiej biorącej ślub w Kanadzie, włoski urzędnik musiał wystąpić o uznanie związku za pośrednictwem włoskiej ambasady, co zazwyczaj spotykało się z odmową, ponieważ we Włoszech związki homoseksualne nie są legalne. Sprawiało to wiele problemów administracyjnych i stwarzało dwuwymiarowy system, w którym uznawano niektóre pary, a inne nie. Jestem bardzo dumna, że grupie UN-Globe udało się osiągnąć ten postęp”.

Obecnie kraj, z którego pochodzi para, nie ma nic do powiedzenia: jeśli związek jest uznawany w którymkolwiek z krajów na świecie, ONZ również go uznaje. Jednakże jeśli para włoskich homoseksualistów chce pracować w ONZ, aż do ustalenia nowego systemu musi brać ślub w kraju trzecim.

Więcej informacji na temat terminologii dotyczącej LGBT znajdziesz tutaj

Ekipa Cafébabel z Brukseli była partnerem medialnym Pride. Tutaj znaleźć można naszą relację z Parady, która odbyła się 16 maja.