Thich Tri Luc, mnich na wygnaniu

Artykuł opublikowany 9 lutego 2006
Artykuł opublikowany 9 lutego 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Były mnich buddyjski Thich Tri Luc przetrwał prześladowania, uprowadzenie i karę więzienia z rąk wietnamskich władz. Obecnie żyje w Szwecji i opowiada nam jak się tam dostał, oraz zwraca szczególną uwagę na sytuację praw człowieka w Wietnamie.

Wietnam, który przez tak długi czas pozostawał synonimem cierpienia spowodowanego przez amerykańskie anty-komunistyczne ataki w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, jest dzisiaj popularnym celem wycieczek turystycznych. Jednak poza pięknymi plażami i sielankowymi polami ryżowymi leży ponura polityczna rzeczywistość. W przewodnikach turystycznych często zapomina się lub tuszuje fakt, że na swoim miejscu ciągle pozostaje bezwzględny rząd komunistyczny. Swoboda wypowiedzi w kwestiach politycznych jest ograniczana, a także coraz więcej jest przypadków pogwałcenia praw człowieka. To właśnie te przyczyny doprowadziły do zorganizowania we wrześniu tego roku posiedzenia, przez komitet ds. praw człowieka Parlamentu Europejskiego, na temat sytuacji praw człowieka w Kambodży, Laosie i Wietnamie. Po debacie spotkałem się z jednym z mówców, byłym wietnamskim mnichem i uchodźcą politycznym, Thich Tri Luc’iem.

Więzień polityczny

Było coś szczególnego w osobie Thich Tri Luca: jego wdzięk, uprzejmość i jakieś wewnętrzne piękno, które wyróżnia go spośród innych ludzi. Przywitał się ze mną wśród bałaganu który nastał po posiedzeniu, kiedy dziennikarze i zainteresowani Deputowani Parlamentu Europejskiego zebrali się poza salą. Historia, którą dopiero co opowiedział nam w środku, o jego rutynowych prześladowaniach, przesłuchiwaniu i aresztowaniu przez wietnamskie władze za jego udział w Zjednoczonym Kościele Buddyjskim Wietnamu rozbrzmiewała wciąż w naszych uszach. Zapytałem co sądzi o posiedzeniu. Dla niego była to "dobra okazja aby porozmawiać o wszystkich przypadkach pogwałcenia praw człowieka o których rzadko się pamięta; aby pomóc innym osobom będącym w podobnej sytuacji i przy odrobinie szczęścia doprowadzić do uwolnienia innych więźniów." Wydawał się bardzo wdzięczny za to, że mógł się tu znaleźć, a także za to, że mógł robić to co my w Europie uważamy za coś oczywistego: swobodnie się wypowiadać.

Komunistyczna Partia Wietnamu kontroluje wszystkie usankcjonowane przez państwo organizacje religijne, dlatego, wyjaśnił Thich Tri Luc, wyznawcy religijni którzy nie ufają tym organizacjom wolą przyłączyć się do niezależnych ruchów - pomimo zakazu ich działalności wydanego przez państwo. Jednym z przykładów takich organizacji jest Zjednoczony Kościół Buddyjski Wietnamu (UBCV), który był największą organizacją buddyjską w tym kraju do 1975 roku. Zapytany o swoje pierwsze aresztowanie, w 1992 roku, za "rozpowszechnianie propagandy anty-socjalistycznej", opowiedział, jak był przetrzymywany bez procesu przez 10 miesięcy, nękany i przesłuchiwany przez policję, której przedstawiciele chcieli zmusić go do "donosicielstwa". Później był "przetrzymywany przez 30 miesięcy w więzieniu i przez 5 lat w areszcie domowym w Wietnamie za pomaganie w zorganizowaniu misji humanitarnej której celem była pomoc ofiarom powodzi w delcie Mekongu w 1994 roku." Władze nadal nękały go i pozbawiały podstawowych praw, nawet po odsiedzeniu przez niego wyroku więzienia. W końcu, nie miał innego wyboru jak tylko uciec do Kambodży aby ubiegać się o azyl w kwietniu 2002 roku.

Uprowadzony

W Kambodży Thich Tri Luc otrzymał status uchodźcy przyznany przez Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) w czerwcu 2002 roku. Lecz już w lipcu został porwany przez kambodżańskich i wietnamskich agentów i siłą zmuszony do powrotu do Wietnamu. Przypominał sobie dzień kiedy "nagle jacyś nieznajomi ludzie zaczepili mnie, otoczyli, uprowadzili i wrzucili do stojącego nieopodal pojazdu. Zakuli mnie w kajdanki, a następnie mężczyzna siedzący obok chwycił mnie za gardło i zaczął dusić tak mocno, że nie byłem w stanie krzyczeć o pomoc. Jestem uchodźcą politycznym. Mam prawo żyć w Kambodży pod protektoratem ONZ. Nigdy nie złamałem prawa Kambodży, więc dlaczego mnie porwaliście i pobiliście?" pytał ich.

Odpowiedzi nie otrzymał. Zamiast tego był przetrzymywany przez ponad rok, a w tym czasie jego rodzina nie została nawet poinformowana o miejscu jego pobytu. Kiedy wreszcie stanął przed sądem w marcu 2004 roku, sąd ludowy w Ho Chi Minh City skazał go na karę 20 miesięcy więzienia pod zarzutem "fałszywego przedstawiania rządowej polityki ds. jedności narodowej" oraz kontaktowania się z "wrogimi organizacjami w celu osłabienia bezpieczeństwa wewnętrznego i spraw zagranicznych rządu." Jako że spędził już 20 miesięcy w areszcie przed rozprawą, został wypuszczony 26 marca, a ponieważ ciągle posiadał status uchodźcy przyznany mu w czerwcu 2002, władze wietnamskie były zobowiązane wydać mu paszport i pozwolić na opuszczenie kraju. Mimo wszystko, "zanim opuściłem Wietnam, kazali mi napisać oświadczenie, że po wyemigrowaniu nie podejmę żadnych akcji przeciwko Wietnamskiej Republice Socjalistycznej."

Emigracja w Europie

To jednak nie powstrzymało go od zajmowania się całą sprawą. "Żyjąc teraz w wolnym i demokratycznym kraju, będę nadal wspierał UBCV, mimo że nie jestem już mnichem. Będę naciskał na rząd w Hanoi o poszanowanie wolności religijnej, praw człowieka i demokracji." Thich Tri Luc przebywa w Szwecji już od roku, uczy się języka szwedzkiego i robi co w jego mocy aby się dopasować do nowego otoczenia. Czuje, że swoją wolność zawdzięcza Europie, a szczególnie Szwecji i wyraził "ogromną wdzięczność obywatelom Szwecji i każdemu kto udzielił mu pomocy, a także międzynarodowej społeczności która ubiegała się o jego uwolnienie."

Pozostaję zdumiony historią Thich Tri Luca i wydaje mi się, że Europejczycy powinni robić więcej, aby pomóc ludziom znajdującym się w podobnej sytuacji. Jeśli Wietnam będzie nadal łamał podstawowe prawa, Unia Europejska powinna uważnie przeanalizować swoją politykę względem Wietnamu. Jak ujął to Thich Tri Luca, "młodzi ludzie w Wietnamie dorastają pozbawieni wolności słowa; wszystko jest kontrolowane przez władze. Młodzi ludzie w Europie mogliby pomóc rozpowszechniając wiedzę na temat tego co się tam dzieje." Ludzie tacy jak Thich Tri Luc pomagają nam zdać sobie sprawę z tego, jakie mamy szczęście, że możemy tu żyć i że nie powinniśmy przymykać oczu na takie przypadki naruszania wolności przekonań, religii i wiary. Jest to coś co warto rozważyć przy podejmowaniu następnej decyzji o tym w jakim miejscu spędzić następne wakacje.