Tinariwen (Mali): „Muzyka jest naszą bronią”

Artykuł opublikowany 30 marca 2012
Artykuł opublikowany 30 marca 2012
Zespół złożony z Tuaregów zamienił piaszczyste wydmy i świst kul na estrady i poezję. Obecnie są w trasie koncertowej, magicznie wożąc malijską pustynię po całej Europie. Akompaniuje im gitara, wibracje djembe i szaleńcze tańce.
Rozmawiamy z Eyadou Ag Leche – basistą, gitarzystą i wokalistą zespołu Tinariwen – o tym, jak z muzyki stworzyć niezniszczalną broń, narzędzie walki zarówno podczas wojny, jak i w czasie wyzwolenia.

cafebabel.com: Mimo że jesteście związani z muzyką od ponad 20 lat, twierdzicie, że wasz nowy album, Tassili, brzmi zaskakująco i bardzo podobnie do pierwszego – „The Radio Tisdas Sessions”. Czym tak naprawdę jest Tassili?

Eyadou Ag Leche: Tassili to miasto leżące na południe od Algierii, otoczone górami i wydmami, bardzo wyjątkowe - tam nagraliśmy płytę. To miejsce przywołujące wiele wspomnień. Piosenki z tego albumu mówią o tych samych sprawach, co te z Tinariwen. Śpiewamy o przyrodzie, wolności, miłości, tuareskim życiu, cierpieniu...

cafebabel.com: Czy to znaczy, że muzyka Tinariwen nie zanotowała ewolucji od czasów waszej poprzedniej płyty?

Eyadou Ag Leche: Po prostu wydaje mi się, że to „charakter” każdego albumu zawsze jest inny. Płyta odzwierciedla nasz ówczesny stan ducha. Nagraliśmy ją jako sprawdzian dla naszej pamięci i próbę powrotu do korzeni, dlatego też wróciliśmy do gitar akustycznych, jak za naszych początków w latach 80-tych. Zauważyliśmy, że świat pędzi i spróbowaliśmy nieco zwolnić. Miejmy nadzieję, że ten album pomoże wielu ludziom brać rzeczy bardziej na spokojnie oraz uratować planetę, która jest ofiarą tej gonitwy.

cafebabel.com: Czy uważacie, że w Europie panuje bierność, pewne zobojętnienie względem kultury i sytuacji naszych afrykańskich sąsiadów oraz że przejmujemy się jedynie naszym kryzysem i naszymi problemami?

Przeczytaj także: Wywiad ze Slimem, algierskim satyrykiem

Eyadou Ag Leche: Problem polega na tym, że ekonomia całego świata pochodzi z Afryki. Ropa, bogactwa naturalne, interesy... Afryka potrzebuje dziś pomocy. Nas, Tuaregów, ten problem również dotyka. Jesteśmy w ciągłej walce od 1963 roku: walczymy, walczymy i walczymy, ale nikt nie mówi o naszym konflikcie. My chcemy tylko naszej wolności, chcemy żyć spokojnie na naszym skrawku pustyni. Nie chodzi tylko o nas, wszystkie narody afrykańskie powinny mieć prawo do własnego terytorium.

cafebabel.com: Walka w Mali wciąż trwa?

Eyadou Ag Leche: Oczywiście, że tak.

cafebabel.com: Czy kilka lat temu nie zostały podpisane porozumienia pokojowe z rządem malijskim?

Eyadou Ag Leche: My – Tuaregowie - zawsze, gdy nam proponują pokój, przyjmujemy go. Jesteśmy pierwszymi, którzy go pragną. Jednak w Mali pojawił się po dekolonizacji w 1963 roku i od tamtej pory traktują nas pogardliwie.

cafebabel.com: Mówiąc „Mali” masz na myśli rząd?

Eyadou Ag Leche: Owszem, my nie mamy problemu z ludnością, nie chodzi o ludzi, nie istnieje problem ras, problemem jest dyktatura. Tak jak w Libii, Egipcie czy Tunezji – oni zdołali uwolnić się od ciemiężycieli. W Mali od pięćdziesięciu lat nic się nie zmienia. Tuaregowie rozpierzchli się po czterech krajach. Nie jesteśmy w jednym kraju, ale w czterech, dlatego też dzisiaj prosimy, by nas szanowano oraz chcemy chociaż połowy naszych ziem. Nie jest to wiele, chcemy tylko połowy, regionu Azawag. A ludzie z Zachodu, którzy sprowadzili tę dyktaturę, nie mówią i nie robią nic. Oglądasz telewizję i widzisz jedynie Afrykańczyków walczących i zabijających się. A to nie pomaga.

cafebabel.com: Usprawiedliwiacie zbrojną walkę na rzecz Tuaregów?

Eyadou Ag Leche: Drogą, którą my wybraliśmy, jest muzyka. Zasługujemy na szacunek, wolność, ponieważ jesteśmy ludem gościnnym dla świata, nasz styl życia wiąże się z naszą kulturą, nie ma nic wspólnego z materializmem. Chcemy prostego życia. W świecie, w którym wszyscy chcą się dobrze ubierać i pójść do nieba, my nie. Chcemy pokoju na ziemi, nic więcej.

cafebabel.com: Dlaczego europejskie rządy nie interesują się waszą sytuacją? Czyżby na waszej pustyni nie było nic, co mogłoby ich zainteresować?

Eyadou Ag Leche: Ależ interesują się. Na pustyni jest uran i ropa. Dlatego ludzie z Zachodu węszą w tym interes. Próbują stworzyć system, który nie jest klarowny. Mówią, że mamy salafistów, że jest Al-Kaida... Nic z tych rzeczy! To wszystko sztuczki, przygotowują grunt do przejęcia tego uranu i ropy. My im te wszystkie nasze zasoby oddamy w prezencie, za darmo, chcemy tylko naszej ziemi i spokojnego życia.

Dwa dni po tym wywiadzie, przeprowadzonym 20 marca, w Mali miał miejsce zamach stanu. Grupa zbuntowanych żołnierzy przejęła siedzibę rządu, który według nich nie jest zdolny do stawienia czoła oporowi Tuaregów, którzy walczą na północy kraju o wolność. Ibrahim Ag Alhabib, jeden z założycieli Tinariwen, zrezygnował z trasy koncertowej kilka dni wcześniej, żeby wrócić do Mali, zaopiekować się rodziną i walczyć o swoją ziemię. Lud Tuaregów pochodzenia berberyjskiego od wielu lat domaga się kawałka pustyni, który należy do nich od setek lat i który po dekolonizacji europejskiej dostał się w ręce dyktatorów, dobrze przez wszystkich znanych ze swych represji, korupcji i okrucieństw popełnionych na ludności zamieszkującej tamtejsze ziemie.

Więcej informacji na temat Tinariwen oraz dat kolejnych koncertów w Europie znajdziecie na ich oficjalnej stronie internetowej.

Fot.: główna © dzięki uprzejmości oficjalnej strony zespołu Tinariwen; tekst: © Paula Ibáñez; wídeo: (cc) ronozer/youtube