„To nie jest europejska intifada”

Artykuł opublikowany 17 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 17 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Zamieszki we Francji spowodowały histerię europejskich mediów. Prowadzone są dyskusje o „newralgicznych miejscach” i o młodych ludziach pozbawionych szans . Riva Kastoryano, ekspert w sprawie tożsamości etnicznej i emigracji opowiada cafe babel skąd się wziął ten bunt i czemu jest mało prawdopodobne, aby rozprzestrzenił się na inne kraje.

Przedłużające się zajścia prowokowane przez młodych potomków imigrantów żyjących w gettach otaczających największe miasta sprawiły, ze Europejczycy, z obawy, że taka sytuacja mogłaby zdarzyć się wszędzie, zadają sobie pytanie: czemu tak się stało? Riva Kastoryano, profesor w paryskim Institut d'Etudes Politiques i specjalistka w sprawie tożsamości etnicznej wyjaśnia tę sytuację.

Jakie są powody zamieszek na przedmieściach francuskich miast?

Problem polega przede wszystkim na braku mobilności społecznej i przestrzennej, które daje się zauważyć na tych terenach. Młodzi, głównie o korzeniach sięgających krajów Afryki Północnej, buntują się, ponieważ żyją w podobnych warunkach, jak ich rodzice, którzy przyjechali do Francji 50 lat temu. Kolejny problem polega na tym, że nie posiadają oni swojej tożsamości- w przeciwieństwie do imigrantów zamieszkujących Niemcy lub Wielką Brytanię, gdzie dużą wagę przywiązuje się do narodowości lub religii. We Francji wmawia się młodym, że są Francuzami, jednocześnie traktując ich jak obywateli drugiej kategorii. Taka sytuacja prowadzi do niezadowolenia i frustracji, a w konsekwencji- do buntu.

Jednak czemu dopiero teraz wybuchły zamieszki?

Powodem była śmierć dwóch nastolatków z przedmieść, którzy mieliby być ścigani przez policję. To zaostrzyło trwający od 25 lat konflikt między policją a młodymi i bezpośrednio rozpoczęło zamieszki, które jednak mogły się zacząć w dowolnej chwili. Drobne rozruchy są częste, i przeciętnie dwa lub trzy samochody co noc płoną w „trudnych” dzielnicach. Problem polega na tym, że nikt tego wcześniej nie zauważał. Wszystko pogorszyły słowa Nicolasa Sarkozy, francuskiego ministra spraw zagranicznych, który powiedział, że chciałby się pozbyć wszystkich „szumowin”. To zaostrzyło konflikt, który stał się bardziej spontaniczny i brutalny.

Czym się różni podejście Francji od innych krajów Europy w tej sprawie?

We Francji, podobnie jak w Wielkiej Brytanii i Niemczech, mieszka największa populacja imigrantów w Europie. Różnica polega na tym, że teoretycznie Francja uznaje „równość”, która sprowadza się do asymilacji imigrantów, a nie do ich integracji ze społeczeństwem francuskim-idea kraju wielokulturowego nie odpowiada Francuzom. Jednocześnie, z politycznego punktu widzenia, Francja musiała zaakceptować swoją wielokulturowość, na przykład uznając różne organizacje kulturalne. W Wielkiej Brytanii i w Niemczech taki problem nie istnieje. W Anglii można być muzułmaninem i jednocześnie być akceptowanym przez kraj. Podobnie w Niemczech, Turek pozostanie Turkiem, mimo niemieckiego obywatelstwa. Problem Francji polega na konflikcie pomiędzy tradycyjną retoryką a rzeczywistością polityczną, która wprowadza dużo zamętu.

Czy uważa pani, że wszyscy ci młodzi mają pewien punkt wspólny, który sprawi, że zamieszki rozprzestrzenią się po Europie?

Podczas moich badań zauważyłam, że młodzi pozbawieni perspektyw mają kilka punktów wspólnych: słuchają podobnej muzyki, ubierają się w podobny sposób, komunikują się za pomocą blogów i mają podobne aspiracje. Jednak nie oznacza to że jutro wszyscy zaczną się buntować! Na przykład, w Belgii i w Niemczech były drobne zamieszki, zainspirowane paryskimi, jednak dość szybko ucichły. Mieszkańcy różnych krajów mogą mieć podobne problemy, jednak każda społeczność będzie je rozwiązywać je w inny sposób.

Czy jest związek pomiędzy sytuacją na przedmieściach i terroryzmem?

W żadnym razie nie. Media mogą tak uważać, żeby te zdarzenia były bardziej dramatyczne, jednak te zamieszki nie są europejską intifadą. Na szczęście, religia nie gra tu większej roli. Do tego, imamowie z przedmieść pomagają rządowi w mediacjach z uczestnikami rozruchów. Jedynym politykiem, który uważa, że francuskie zamieszki mają związek z islamem jest turecki premier Recep Tayyip Erdogan, który stwierdził, że wszystkiemu winne jest francuskie prawo zakazujące muzułmańskim dziewczynom noszenia chust w szkole. Łączenie zamieszek z terroryzmem byłoby wielkim błędem. To nie jest konflikt religijny.

Czy wprowadzenie większej identyfikacji z Unią Europejską byłoby rozwiązaniem problemu?

Mogłoby pomóc, gdyby mówiono zarówno o Europejczykach francuskiego pochodzenia jak i o Europejczykach pochodzących z północnej Afryki. Moglibyśmy przestać patrzeć na to z perspektywy narodowościowej i zacząć mówić o bardziej ogólnym europejskim obywatelstwie. Jednak tak naprawdę potrzebujemy zmiany w sposobie myślenia oraz akceptacji faktu, że społeczeństwo Europy zmienia się.