„To o-brzy-dli-we!”

Artykuł opublikowany 7 marca 2012
Artykuł opublikowany 7 marca 2012

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Co tak naprawdę oznacza płynność językowa? Dla jednych, mistrzowskie opanowanie języka kojarzy się z umiejętnością werbalizacji swoich uczuć, dla innych zaś, priorytetem jest bycie w stanie wydać z siebie dobre słowo... a raczej dźwięk w nawet najmniej spodziewanym momencie.
O tym jak dokonać udanego, obcojęzycznego mariażu wykrzyknika z odczuwanym przez nas wstrętem, czy też obrzydzeniem – cafebabel.com przedstawia wam ten oto krótki artykuł z serii „Wieża Babel”.

Zapewne zastanawiacie się co hasło „obrzydliwość” ma wspólnego z ilustracją ukazującą młodą, atrakcyjną, nieco zagubioną w paryskich realiach Amerykankę, która po sukcesie filmu pt. „Do utratu tchu” (1960) stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci stworzonych przez Jean-Luca Godarda. Nie martwcie się, bynajmniej nie krytykuję ikony piękna ustanowionej dzięki hitowi francuskiej nowej fali. To będzie raczej opowiastka o tym, w jaki sposób tej wydającej się na pierwszy rzut oka niepozornej Amerykance, sprzedająca „New York Herald Tribune” na ekranach francuskich kin lat 60-tych udało się zapisać w kartach historii – i to nawet nie chodzi nam o kroniki kinematografii, lecz raczej o te rejestrujące powstawanie i ewolucję „zjawisk językowych”.

Dla niewtajemniczonych – przypomnimy, że aktorka, której przypisana została główna rola damska we wspomnianym filmie, nie może się jeszcze pochwalić biegłą znajomością języka francuskiego. To nie przeszkodziło jej jednak w ustanowieniu pewnej maniery językowej, jaką jest wypowiadanie przez Francuzów słowa „déguelasse” stosując przy tym nieco zwolnioną dynamiki skandowania słowa w połączeniu ze szczyptą jakby zagranicznego akcentu (czyżby w ślad za intrygującym akcentem Amerykanki?). „Dzięki tej oto postaci – użycie słowa „déguelasse", które można by przetłumaczyć jako „obrzydliwe” (choć specyfika jego użycia, wskazywałaby na to, że tłumaczenie to niektórzy mogliby uznać za nazbyt odważne), stało się tak naprawdę popularne dopiero w latach 60-tych” - tłumaczy mi Alice, rodowita Paryżanka.

Kto z was, z zapałem uczęszczających na kursy języka obcego, otrzymał kiedykolwiek instrukcje użycia wykrzykników czy słów nasączonych sporą dozą emocji? Z dedykacją dla tych, których kursy okazały się nieco wybrakowane o ten właśnie element, cafebabel.com tłumaczy: francuskie „dé-gueu-laaaasssse”, w kraju oddzielonym od Haksagonu kanałem La Manche należałoby przekształcić w „disgusting”. W kraju, obecnie okrzykniętym motorem ekonomicznym UE, nie zapomnijcie wyzbyć się brytyjskiego akcentu wypowiadając słowo „wiederlich”! Wersja dla południowców słynących z tortilli, sangrii i innych przysmaków z kolei brzmi „asqueroso” lub „repugnante”, co nie tak bardzo różni się od włoskiego „ripugnante”, bądź „rivoltante”.

Ok, wszystko brzmi logicznie, ale powiedzcie mi – kto z was byłby w stanie wykrzyknąć którekolwiek z wyżej podanych wyszukanych słów na widok jakiejkolwiek obrzydliwej sceny, dajmy na to z filmu pt. „Taxidermia” (przyznamy się wam, że recenzja węgierskiego filmu wywołała w redakcji niemałe poruszenie)?! Korektorka oryginalnej wersji artykułu (w wersji angielskiej) nie mogła się powstrzymać od wydania jęczącego, nieco przydługiego „eeew” (lub „yuck”)! Tuż po wytłumaczeniu przyczyny tak zwerbalizowanego odczucia, w ślad za redaktorką angielską poszła nasza redaktorka hiszpańska, wypowiadając podobne pod względem długości „argggg” (które może też być zastąpione „puag”), po czym przyszedł czas na włoską wersję okrzyku: „bleah”. Najkrótszym wyrazem obrzydzenia okazała się być opinia niemiecka - „bäh" lub „ igitt, a może ... a może jednak francuska („beurk") ? (. Żaden z tych wykrzykników jednak nie jest w stanie dorównać (pod względem czasu unoszenia się w eterze odstręczających głosek) polskiemu „fuuuuuuuu(j)”.

Ilustracja: ©Iza Koniarz; wideo: mrceesepe2/YouTube