Top 5 mocnych akcentów filmowych z Europy Wschodniej i Centralnej

Artykuł opublikowany 24 lutego 2012
Artykuł opublikowany 24 lutego 2012
Hasło „współczesna kinematografia Europy Wschodniej i Centralnej” wywołuje taki nawał skojarzeń, że niemożliwym jest włożenie do worka dzieł autorstwa artystów z Polski, Czech, Rumunii, Węgier, czy Bałkanów. Jak więc zdefiniować kino tego regionu? Zadanie staje się tym bardziej trudne, kiedy zadajemy sobie pytanie - „który film jest tak naprawdę najlepszy?”.

Spośród nadesłanych do redakcji cafebabel.com odpowiedzi, niewątpliwie najczęściej pojawiającym się nazwiskiem był Emir Kusturica. Jak przykładowo opisuje Silvia Padrini (Włochy): „to co najpiękniejsze w filmie Kusturicy  [„Undergound”] to zbiór scen absurdalnych, wizjonerskich oraz nieprawdopodobnych zarazem, który sprawia, że niezliczonych odcieni bałkańskiej duszy nie można by lepiej przedstawić w żaden inny, a przede wszystkim - lepszy sposób.(...) Jego kino chłonie się bez opamiętania”. Jakie filmy z regionu zachwyciły Europejczyków najbardziej? Oto 5 najciekawszych odpowiedzi.

„4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni” (2007), reż. Cristian Mungiu, Rumunia

W moim odczuciu najbardziej wstrząsającym obrazem ostatnich lat jest rumuński „4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni”. To z pozoru prosta opowieść o studentce, która w komunistycznej Rumunii zachodzi w ciążę i decyduje się na aborcję. Rzecz w tym, że rządy sprawuje Ceausescu, aborcja zaś jest ustawowo (!) zakazana. Film Cristiana Mungiu, nie ocenia bohaterów, skupia się na ich wewnętrznych przeżyciach i dylematach. Komunistyczna dyktatura stanowi tylko (i aż) tło tej opowieści. Ale właśnie dzięki skupieniu uwagi na zwykłych ludziach do widza dociera, w jak potwornej rzeczywistości przyszło żyć bohaterom; jak komunistyczny reżim potrafił zniszczyć człowieka. Mocne kino, które na długo pozostaje w pamięci.

Wojciech Krzemiński, Polska

„Życie jest cudem” (2004), reż. Emir Kusturica, Serbia

Życie jest cudem”... to niezaprzeczalne, zwłaszcza jeśli przyjrzeć mu się z perspektywy kamery Emira Kusturicy. Pamiętam to jak dziś. Był rok 2004 i nigdzie nie mogłam znaleźć towarzystwa do obejrzenia tego właśnie filmu w kinie. Zdecydowałam się pójść sama. Tuż po rozpoczęciu projekcji zorientowałam się, że na sali kinowej znajdowały się tylko 3 osoby poza mną. Do końca filmu dotrwałam tylko ja jedna. Ale niech nikt z Was nie myśli, że produkcja była po prostu nieudana czy też brakowało jej poczucia humoru! Film zapoznaje nas ze marzeniami bohaterów znajdujących się w centrum konfliktu – a więc mieszkańców Bośni, Serbii, czy Chorwacji – przypominając tym samym, że mimo ciągłego napotykania przeszkód, życie ma wielką wartość. Każdy z nas żyje bowiem dzięki tym samym elementom: a więc dzięki niesamowitej wierze i miłości w coś lub w kogoś.

Raquel Petra Lopes, Portugalia

„Sztuczki” (2007), reż. Andrzej Jakimowski, Polska

Tuż po genialnym filmie Emira Kusturicy pt. „Czarny kot, biały kot” (1988), na mojej liście ulubionych filmów ze wschodniego regionu Europy znajduje się filmowa opowieść pt. „Sztuczki” (2007) – bardzo „delikatna”, pełna uroku historia małego chłopca pochodzącego z małej, cichej miejscowości w Polsce, usiłującego za wszelką cenę zmienić przyszłość swojej rodziny, odważnie igrając przy tym z losem. Fabuła filmowa rozgrywa się w cichej, małej miejscowości w przeciągu jednego letniego popołudnia, podczas którego reżyser – Andrzej Jakimowski – dokonuje introspekcji dziecięcych myśli oraz odważa się na niezapomnianą analizę wiejskiego życia.

Davide Denti, Włochy

„Czyja to piosenka?” (2003), reż. Adela Peeva, Bułgaria

W poszukiwaniu prześladującej ją melodii, reżyserka filmu podróżuje do Turcji, Grecji, Macedonii, Albanii, Bośni, Serbii oraz Bułgarii. Fabuła - pełna humoru, tragedii, niespodziewanych zwrotów akcji oraz momentów napięcia – w pasjonujący sposób opowiada historię pewnej piosenki, którą to kolejno napotykani obywatele różnych państw uważają za „swoją”, przytaczając przy tym anegdoty dotyczące jej powstawania. Te same nuty prezentowane są pod różnymi postaciami: raz jako piosenka miłosna, innym razem jako utwór religijny, hymn rewolucyjny, a nawet jako marsz wojskowy. Silne emocje (w tym nacjonalizm), jakie towarzyszą walce o „swoją” piosenkę, sprawiają, że czasem film wydaje nam się komiczny, innym razem – wręcz intrygujący. W regionie, w którym rządzą animozje na tle etnicznym oraz wojna, to co u początków zdaje się być niewinnym dochodzeniem, przemienia się w socjologiczną oraz historyczną analizę nieporozumień między ludźmi na Bałkanach. Film ten niejako zmienił moje życie w tym sensie, że zainspirował on stworzenie w 2009 roku wraz z 5 moimi znajomymi projektu zwanego „Balkans Beyond Borders”, który później przekształcił się w dobrze prosperującą organizację pozarządową.

Konstantinos Ntantinos, Grecja

„Selekcja” (2009), reż, Danis Tanović, Bośnia

Biorąc pod uwagę stateczność opowieści, która w pewnym momencie sprawia, że historia zaczyna nam się po prostu dłużyć, z pewnością nie jest to najlepszy jakościowo film jaki przychodzi mi na myśl.. Mimo to, coś w nim jednak jest. Fabuła, której głównym bohaterem jest reporter wojenny (grany przez Collina Farrella), podczas powrotu z Kurdystanu traci pamięć. Odzyskanie jej oznacza dla reportera nieludzki wysiłek, który na szczęście zaowocuje sukcesem. (Przyjaciel reportera nadepnął na minę, która pozbawiła go nóg; filmowy Farrell próbuje ratować kolegę, ale ten umiera w drodze do szpitala.) Mimo że filmowi brakuje dogłębnej analizy psychiki dziennikarza na co dzień stykającego się z tragicznymi skutkami wojny (a więc z bólem, bojaźnią, agresją, śmiercią), film na dobre zapadł w moją pamięć. Dlaczego? Danis Tanović wybrał taki a nie inny sposób na pokazanie tego, że niezbędne w życiu jest znalezienie balansu pomiędzy tym, co się robi by przeżyć (pracą), a tym na co pozostaje nam reszta czasu (np. na rodzinę...). To co najbardziej mnie uderzyło w filmie to ukazanie poczucia winy reportera, które wspierając jego instynkt nawołujący do samoobrony zaprowadza go do zapomnienia śmierci przyjaciela (wiadomość o śmierci jest dla bohatera po prostu zbyt ciężkim, niemożliwym do zaakceptowania. ciosem).

Monika Cheshire Cat Bernhart, Włochy

Fot.:główna: dzięki uprzejmości Filmweb; wideo: w kolejności: mollinera/YouTube, gamilici//YouTube, marcinfischer/YouTube,docued/YouTube, TriageMovie/YouTube