Trup geja w szafie

Artykuł opublikowany 4 kwietnia 2007
Artykuł opublikowany 4 kwietnia 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Chcąc pozbyć się pozostałości po epoce socjalizmu i dostosować do standardów unijnych, Litwa stara się zintegrować swoje mniejszości - w tym również seksualne.

Wilno, środek nocy, 30 stopni mrozu. W głębi posępnego podwórza przez okno na drugim piętrze widać słabo świecącą się neonową lampę. To tu, Eduardas Platovas wskazuje palcem rzeczoną plamkę światła. W tym mieszkaniu znajduje się siedziba Litewskiej Ligi Gejów i Lesbijek (Lietuvos Gėjų Lyga - LLGL). Ukryte w mroku betonowej klatki schodowej, założone przez Platovasa stowarzyszenie choć "walczy" już od ponad dziesięciu lat, pozostaje całkowicie anonimowe. Żadnego symbolu, żadnego napisu. Zza drzwi słychać tylko lekki szmer.

Raz w miesiącu w przytulnej salce o ścianach pomalowanych żółtą farbą, członkowie litewskiej społeczności gejowskiej, nierzadko przybyli z daleka, zbierają się w całkowitej dyskrecji. Miejsce to robi jednocześnie za konfesjonał, biuro zażaleń i punkt dowodzenia. Na Litwie homoseksualiści mają zwyczaj siedzieć cicho, informuje Virginija, 25-letnia lesbijka, uczestniczka debat. Nie mamy poczucia przynależności do grupy, nikt tak naprawdę nie wierzy w możliwość zmiany sytuacji. Po naradzie za zamkniętymi drzwiami, przy zaimprowizowanym bufecie, uczestnicy rozmawiają, nawiązują nowe znajomości. To jeden z niewielu sposobów na zapomnienie o licznych, codziennych upokorzeniach.

W tym bałtyckim państwie, gdzie, jak dumnie podtrzymują władze, "czuć powiew kapitalizmu", homoseksualiści pozostają mniejszością niewidoczną i podatną na dyskryminację. Według badań wykonanych przez LLGL, 68% Litwinów woli mieszkać koło dilera narkotyków niż geja. Dwie trzecie homoseksualistów boi się wyjawić swoją tożsamość seksualną rodzinie, a 89% spośród nich obawia się wykrycia ich orientacji przez pracodawcę.

Żyjmy w ukryciu i nieszczęściu

Oczywiście homoseksualiści nie są tutaj maltretowani czy napadani na środku ulicy, przyznaje Mindaugas, prawnik Stowarzyszenia Tolerancyjnej Młodzieży (Tolerant Youth Association - TYA), który nie chce podać swojego nazwiska. Niemniej prawa mające chronić mniejszości seksualne nie są respektowane. 17 lat po uzyskaniu niepodległości ślady pozostawione przez reżim komunistyczny pozostają doskonale widoczne pomimo triumfalnego wkroczenia do Unii. Dziś niektórzy żartują że "za Stalina seks nie istniał". Nie zmienia to faktu, iż homoseksualizm był wówczas traktowany jak zbrodnia i odpowiednio karany.

W 1993 roku rząd litewski rozpoczął drogę ku przystąpieniu Litwy do Unii Europejskiej. W związku z tym, pod naciskiem Brukseli, podjął się złagodzenia krajowego prawodawstwa. Dekadę później wszedł w życie narodowy program przeciwko dyskryminacji, wyznaczony też został rzecznik do spraw równości szans. Z kolei w 2007 roku Unia Europejska przyznała Litwie, w ramach programu Equal, 150.000 euro na serię projektów mających zintegrować mniejszości.

Nasi politycy nie odważyli się wspominać o homoseksualizmie aby nie zakłócać procesu integracji europejskiej, przypomina Vladimir Simonko, jeden z założycieli LLGL. Ale odkąd należą do 'klubu', nikt już nie boi się jawnie głosić powrotu do tradycyjnych wartości. Tę ambiwalencję zahaczającą o hipokryzję doskonale ilustruje niedawny sondaż przeprowadzony przez dziennik La Reppubblika - na 140. posłów zasiadających w Seimasie (litewskim parlamencie), 100. przyznało iż uważa homoseksualizm za "perwersję". Tolerować homoseksualizm? Może zaakceptujmy też od razu zoofilię? - tak sprawę komentuje konserwatywny poseł Kazys Bobelis.

"Kurze kuśki" i konserwatyści

Litwa nie jest jednak jedynym państwem europejskim w którym władze prezentują takie poglądy. W obliczu homofobicznych ataków braci Kaczyńskich i wstrzymania łotewskiej Love Parade w 2006 roku, homoseksualiści znad Bałtyku nie mają lekkiego życia.

Pewne litewskie powiedzenie mówi, iż Litwini mają w poważaniu swoich polityków i ufają jedynie swojemu prezydentowi, Kościołowi i prasie. Ale w kwestii homoseksualizmu, wpływ dwóch ostatnich okazuje się równie szkodliwy co działania partii politycznych. Lokalne media - w większości tabloidy - regularnie mnożą homofobiczne aluzje, o ile nie wyzwiska. W efekcie najpopularniejszy dziennik litewski Vakaro Zinos otwarcie nazywa gejów "kurzymi kuśkami" (vištgaidis). Z kolei Kościół, dzięki swojemu opozycyjnemu wizerunkowi z czasów ZSRR, skutecznie promuje politykę konserwatywną i prorodzinną w społeczeństwie gdzie 80% osób deklaruje się jako katolicy.

Istnieje jeszcze jedna przeszkoda na drodze integracji gejów, wywodząca się tym razem z litewskiej mentalności. Socjolog Arnoldas Zdanevicius określa ją mianem "paraliżu kulturalnego". Homoseksualiści nie potrafią się ujawnić, tłumaczy. Żadna znana osobistość nigdy się nie przyznała do homoseksualizmu. Jeden z najbardziej znanych litewskich projektantów odważył się zaledwie wspomnieć w jednym z wywiadów o kosmicznej orientacji seksualnej.

Gej weekendowy

Czy prócz postępującej homofobii problemem nie jest również brak zaangażowania ze strony samej społeczności gejowskiej? Większości homoseksualistów zależy tylko na zabawie, stwierdza ostro Virginija. Nikt nie ma ochoty się angażować ideologicznie. Prawdą jest, że w "tak prowincjonalnym" kraju według niektórych wszystko się staje zbyt szybko oczywiste. Według innych zaś niewystarczająco.

W "Men's Factory", klubie gejowskim działającym od dwóch lat w Wilnie za sprawą Rosjanina Aleksieja Terenteïa, w kątach stoją fallusy z masy papierowej, dark roomy przeżywają oblężenie, a na środku parkietu widnieje prysznic. Koszt zabawy w tej byłej fabryce broni przemienionej w bastion sado-maso? 40 litów, czyli równowartość 20 euro. Dosyć spora cena nie odstrasza jednak kilkuset stałych, cotygodniowych bywalców, nie wspominając o przybyszach z Rosji, którzy według właściciela lokalu wprost szaleją za tym miejscem.

Odznaczający się pokaźną muskulaturą i tlenionymi blond włosami Terenteï oświadcza, iż jest jedynym oficjalnym gejem na całej Litwie. Po chwili jednak zaznacza, iż musiał stoczyć wiele zaciekłych bojów przeciw administracji i policji aby móc potwierdzić swoją orientację. Świadom swojej prowokacji ocenia również, że jeden taki klub jak "Men's Factory" robi więcej dla sprawy gejów niż wszystkie instytucje zwalczające dyskryminację razem wzięte. Te stowarzyszenia otrzymują może pieniądze, ale gdzie są jakieś namacalne efekty ich działalności?

LLGL oczywiście regularnie organizuje wszelakie kampanie uświadamiające, seminaria i debaty. Co więcej, coroczna konferencja Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek (ILGA) odbędzie się w październiku 2007 właśnie Wilnie, wywołując już teraz ostre protesty ze strony lokalnych polityków. Tymczasem litewscy homoseksualiści nie zamierzają się zbyt głośno dawać o sobie znać, ani tym bardziej bawić się w "kamikadze", czyli się ujawniać.

Społeczność gejowska jest rozbita, a między głównymi organizacjami ochrony mniejszości seksualnych występuje zbyt wiele różnic światopoglądowych, wskazuje Mindaugas. Według Eduardasa Platovasa, prezesa LLGL, argument ten nie ma sensu. Już od ponad 10 lat staramy się bronić praw gejów, a zmiany są ledwo widoczne, wzdycha. Może byliśmy zbytnimi idealistami... Młodszych pokoleń nie obchodzą prawa człowieka - tylko pieniądze.

Podziękowania za pomoc dla Dionizasa Bajarunasa. Zdjęcia : Eduardo Garcia, Prune Antoine, Men's factory