"Trzeba na nowo okreslić projekt europejski"

Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Bronisław Geremek, były dysydent i sławny historyk jest przekonany, że długie debaty o przyszłości Europy są wynikiem kryzysu instytucjonalnego Unii Europejskiej.

Bronisław Geremek, Europejczyk, Polak, frankofil, deputowany do parlamentu w Strasburgu, jest członkiem grupy "Alliance des Libéraux et des Démocrates Européens" (ADLE). Należy do tej generacji polityków i intelektualistów, którzy wyprowadzili swój kraj z komunizmu. Jest historykiem specjalizującym się w epoce średniowiecza; związany z ruchem Solidarność, był ministrem spraw zagranicznych w Polsce. Bronisław Geremek nigdy nie ukrywał swojej miłości do Europy, ale obecnie jego sen o Europie przeżywa kryzys. To czas by zadać kilka pytań.

Dokąd zmierza Europa?

B.G. Myślę, że dramatyczny charakter pytania dobrze opisuje sytuację, w której się znajdujemy. Unia Europejska przechodzi czas pytań o jej przyszłość, podczas gdy poszerzenie z 1-ego maja 2004 powinno wywołać uczucie odnowienia jeśli chodzi o integrację europejską. Uważam, że źródłem niepokoju o przyszłość Europy są dwa elementy. Po pierwsze negatywny rezultat referendum konstytucyjnego we Francji i Holandii. Następnie brak porozumienia na szczycie w Brukseli z 16 i 17 czerwca bieżącego roku, które uniemożliwiło podjęcie decyzji dotyczącej budżetu Unii na okres 2007 – 2013. Dziś Unia znów stawia czoła nowym problemom, musi ustalić projekt europejski. Trzeba zobaczyć jak, po ponad pół wieku, które minęło od początku integracji europejskiej, postrzegamy przyszłość Europy.

Minął zaledwie rok i kilka miesięcy od czasu, gdy kraje Europy Środkowej i Wschodniej przystąpiły do Unii Europejskiej. Jakiego znaczenia w ich opinii nabrał kryzys instytucjonalny, który obecnie dotyka Europę?

B.G. Jesteśmy zawiedzeni europejską opinią publiczną, która wydaje się nie zauważać pozytywnego charakteru tego rozszerzenia i jego znaczenia dla historii. Nie było debaty publicznej na temat tego problemu a instytucje unijne nie próbowały informować obywateli Europy o prawdziwej stawce tego rozszerzenia. Po 13 miesiącach możemy stwierdzić, że to rozszerzenie Unii jest korzyścią dla obu stron.

Dlaczego więc nie odpowiedzieć na oczekiwania nowych krajów?

B.G. Od czasu, gdy negocjacje na temat budżetu unijnego nie doszły do skutku, nowe kraje zaczęły się obawiać, że Unia Europejska nie dotrzyma obietnic, które im dała. Obawiamy się też o kierunek, jaki obrała konstytucja europejska. Szukamy w Unii konstrukcji silnej, będącej w stanie zapewnić poczucie bezpieczeństwa.

Czy byłoby rzeczą stosowną rozpocząć negocjacje z Turcją teraz, kiedy Unia Europejska przechodzi kryzys, który zadecyduje o jej przyszłości?

B.G. Wydaje mi się, że powinniśmy dotrzymać obietnic i rozpocząć negocjacje z Turcją. Nie możemy proponować Turcji innego statusu i odciąć się od okresu, który te negocjacje poprzedzał. Ale zajmą one dużo czasu, może nawet 15 lat Pod koniec tego okresu Unia Europejska i Turcja się rozwiną. Ale dopiero zakończenie negocjacji umożliwi obu stronom podjęcie decyzji: Unii odnośnie możliwości przyłączenia, Turcji – chęci przystąpienia.

Jak należy walczyć z tym kryzysem, który dotknął Europę? Kto miałby się zająć odnową?

B.G. Europa powinna odłożyć na bok swoje obawy i spoglądać w przyszłość z nadzieją. Potrzebujemy Europy, która będzie zajmowała godne miejsce w świecie, ale żeby tak się stało trzeba jeszcze raz przemyśleć strategię lizbońską i określić cele, które będą w stanie zmierzyć się z globalizacją. Jedną ze słabości aktualnej sytuacji jest brak siły sprawczej w konstrukcji europejskiej. Uważam, że siła napędowa francusko-niemiecka pozostaje ważna dla przyszłości Unii, ale już nie wystarczy. I jestem pewny, że nowe kraje, we współpracy z byłymi, mogą wiele wnieść do Unii.

Eurosceptycy zgodnie twierdzą, że instytucje europejskie są bardzo odległe od rzeczywistości oraz, że Bruksela jest biurokratyczną wieżą z kości słoniowej.

B.G. Myślę, że trzeba odłożyć na bok sceptycyzm i uwierzyć w siły motoryczne Europy. Mimo to nie uważam, żeby można było nazwać eurosceptycyzmem wypominanie Unii Europejskiej, że jest daleka od interesów codziennych obywateli. Trzeba umieć odpowiedzieć na to w sposób pozytywny proponując politykę odważnych zmian, która skoncentruje się na tym by uczynić europejską ekonomię bardziej dynamiczną w walce przeciw bezrobociu, położyć akcent na edukację i badania naukowe. Uważam, że są to sprawy, które nie powinny być tylko zajęciem dla rządów poszczególnych narodów. Trzeba harmonii między politykami państw i odważną polityką europejską.

Jak możemy zbliżyć obywateli i instytucje?

B.G. Myślę, że istniejąca odległość jest największym niebezpieczeństwem, które teraz dotyka Europę. Trzeba umieć je opanować. Ale nie dokonamy tego dzięki decyzjom instytucji europejskich. Trzeba się teraz zwrócić bezpośrednio do obywateli, wyjść poza grupę wybranych polityków i intelektualistów. Europa potrzebuje wielkiej debaty obywatelskiej na temat swojej przyszłości.