Tłumacz Google? Nie, dziękuję!

Artykuł opublikowany 30 marca 2015
Artykuł opublikowany 30 marca 2015

Pozwólcie, że opowiem wam o tym, czym się zajmuję. Jednym słowem, słowem doskonałym.

L’acribologie. Z francuska „sztuka znajdowania odpowiedniego słowa, słowa precyzyjnego". Moim zdaniem właśnie do tego sprowadza się praca tłumacza. Tłumacz nie jest chodzącym słownikiem. Mimo to nie jestem w stanie zliczyć, ile razy dane mi było wziąć udział w następującej wymianie zdań:

„– Co to znaczy?

– Nie wiem.

– I ty studiujesz tłumaczenia? Serio?"

Jest to niezmiernie irytujące. Racja, sami zdecydowaliśmy się na pracę z językami. Nie zmienia to jednak faktu, że zdarza nam się czasem natknąć na wyraz nieznany. Szukamy wtedy jego znaczenia i definicji, sprawdzamy kontekst, w jakim się pojawia i następnie zabieramy się za przekład. Zajmujemy się przede wszystkim wyszukiwaniem prawidłowego odpowiednika. Niektóre słówka wydają się proste do tego stopnia, że chcemy przetłumaczyć je od ręki. Często jest jednak tak, że ich przekład będzie wyglądał różnie w zależności od kontekstu.

Wszyscy znamy takie wyrazy, jak care czy business. Wiemy również, co znaczą one bez kontekstu: „care", „treatment", „concern", „prudence", „enterprise", „affairs" itd. Jak tłumaczymy je jednak w kontekście? Wyraz „care" okazuje się być niesłychanie złożonym i znaleźć go można w całym morzu wyrażeń, takich jak „I care for you", „take care", „I couldn't care less", „he cares for her", czy „who cares?". W tych przykładach nie można użyć „treatment" zamiast "care". To samo tyczy się słówka „business" w wyrażeniach typu „mind your own business" czy „the dog did his business".

Chodzi o to, że studiowanie przekładu nie polega jedynie na dukaniu z pamięci dwujęzycznych słowników przez pięć lat. Przekład to sztuka – sztuka szukania słowa odpowiedniego. To także refleksja. Z tego właśnie powodu maszyna nigdy nie zastąpi tłumacza z krwi i kości. Innymi słowy, Tłumacz Google nie jest i nigdy nie będzie w stanie osiągnąć poziomu l’acribologie. A oto dowód: