Tureccy chadecy: "Zasadniczo konserwatywni"

Artykuł opublikowany 8 listopada 2006
Artykuł opublikowany 8 listopada 2006
Niemiecka CDU odmówiła Turcji członkostwa w UE, jednak partyjni członkowie tureckiego pochodzenia agitują za zmianą tego stanowiska.

Niemieccy konserwatyści i tureccy imigranci - przez długi czas były to dwie siły nie do pogodzenia. A ponieważ Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) odmawiała przyjęcia Turcji do UE, wielu tureckich imigrantów czuło się odrzuconych i nie akceptowanych. W przeszłości większość z nich zwracała się raczej w stronę SPD i Zielonych.

Jednak od kilku lat sytuacja wydaje się zmieniać. Dzisiaj także w CDU można znaleźć licznych członków tureckiego pochodzenia. Jedna z nich, Emine Demirbüken, dostała się nawet do zarząd krajowego CDU.

"Normalne różnice"

Pewna swego zdania działaczka polityczna jest nastawiona optymistycznie w sprawie zmiany stanowiska swojej partii dotyczącego Turcji. Ważni politycy popierają dziś jej przyjęcie. Debata trwa i nie da się przewidzieć, jakie stanowisko w tej sprawie będzie reprezentowała CDU za kilka lat. W opozycji swoich przekonań i oficjalnego stanowiska partii nie widzi wielkiego problemu. To normalne różnice, jakie występują w każdej partii. Nie da się uprawiać polityki, jeśli wszyscy mają być tego samego zdania.

Także inni członkowie o tureckich korzeniach nie denerwują się tą różnicą opinii i zaznaczają, że przystąpienie Turcji do UE jest dla nich jedną z wielu kwestii. Wspierają CDU z innych względów – jak Hasan Onur-Kavak, który z ramienia chadeków zasiada w radzie miejskiej w Voerde. Jestem w CDU, ponieważ identyfikuję się z jej celami: ochroną rodziny, zachowanie wiary, także z wspieraniem integracji. Dla wielu tureckich członków CDU kwestia przystąpienia Turcji do UE nie jest zatem powodem do zmiany partii.

Znacząca grupa wyborców

Żaden z nich jednak nie zaprzecza, że ogólna odmowa przystąpienia Turcji do UE zniechęciła do partii wielu potencjalnych wyborców tureckiego pochodzenia. Myślę, że większość Turków w Niemczech jest zasadniczo konserwatywna, ale niektóre wypowiedzi CDU odstraszają. Dopiero kiedy CDU nauczy się przekazywać swoje stanowisko w inny sposób, będzie można mówić o konserwatywnej polityce, z którą może się identyfikować ludność turecka - twierdzi Sedat Samuray, który we wrześniu 2006 jako pierwszy kandydat tureckiego pochodzenia kandydował z ramienia CDU w Berlinie w wyborach do landtagu.

Nie tylko politycy tureckiego pochodzenia interesują się turecko-niemieckim elektoratem. Jest on ważny dla całej partii, ponieważ licząca 2,5 mln osób społeczność jest największą grupą imigrantów w Niemczech, a od momentu zwiększenia liczby przyznanych obywatelstw stała się także znaczącą grupą wyborców. Jeśli chcemy w dużych miastach także w przyszłości uzyskiwać wynik powyżej 40%, musimy przekonać do siebie tureckich wyborców, podkreśla Bülent Arslan, Przewodniczący Niemiecko-Tureckiego Forum CDU.

W badaniach jednak CDU osiąga jak dotąd wśród społeczności tureckiej jedynie 7% poparcia. Nawet Samuray, który wybierany był w mocno tureckim okręgu Kreuzberg, zebrał jedynie 11,6% głosów. Dlatego też Arslan wzywa CDU do zmiany polityki, do otwarcia się na imigrantów. Z jednej strony niezbędna jest szeroka dyskusja na temat niemieckiej tożsamości. Z drugiej strony trzeba przemyśleć stanowisko w kwestii tureckiej i dać Turkom sprawiedliwą szansę na wypełnienie kryteriów przyjęcia nie zamykając im z góry drogi.

Na przeczekanie

Rzeczywiście, kierownictwo partii, odkąd weszło do rządu, w kwestii akcesji wydaje się zajmować bardziej pragmatyczne stanowisko. I tak kanclerz Niemiec i przewodnicząca CDU Angela Merkel, która kiedyś zaliczała się do najbardziej zdecydowanych przeciwników członkostwa Turcji w UE, w czasie swojej wizyty w Ankarze na początku października zasygnalizowała, że rokowaniom nie będzie robić problemów. Wprawdzie zażądała rozwiązania sprawy Cypru, ale stwierdziła również, że Turcja mogłaby wejść do UE po tym, jak spełni wszystkie wymagane warunki.

Wprawdzie nie jest to zasadnicza zmiana polityki, lecz raczej przekonanie, że CDU już raz obranej drogi nie może zablokować. Do tego kanclerz Merkel wie, że rokowania i bez jej wpływu zajmą dużo czasu. W obliczu dzisiejszych trudności woli nawet sądzić, że problem sam się rozwiąże. W każdym przypadku jasne jest, że piłka leży po stronie Turcji. Dlatego też Merkel woli przeczekać wewnątrzpartyjnych oponentów, nie poświęcając tej sprawie wiele sił. Pociąg już ruszył - mówi Arslan - ale to, czy dojedzie do celu, zależy tylko od Turcji.