Turystyka a terroryzm: Krótkie wakacje w Stambule

Artykuł opublikowany 12 lutego 2017
Artykuł opublikowany 12 lutego 2017

Po roku druzgoczących ataków terrorystycznych Stambuł jest uważany za najniebezpieczniejsze miasto w Europie. Podczas pięciu ataków zginęło ponad 140 osób, nie wspominając o bezskutecznej próbie zamachu stanu podjętej przez tureckie siły zbrojne. Nie zatrzymało to jednak niektórych turystów przed odwiedzeniem tego miasta.

Z reguły nie szukam wrażeń. Kupiłem bilety na początku lipca, zaraz przed zamachem stanu. Stambuł od dawna znajdował się na mojej liście miejsc, które muszę zobaczyć przed śmiercią. W Wielkiej Brytanii co prawda ostrzegali przed podróżami do granicy Turcji z Syrią. Miasto, które chciałem odwiedzić znajduje się jednak 1000 kilometrów na zachód. Dopiero w nocy przed moim przybyciem, siedząc na lotnisku Doha w Katarze, usłyszałem okropną wiadomość. Niedaleko stadionu Vodafone Arena w Beşiktaş zginęły 44 osoby. Sprawcą miał być zamachowiec samobójca i jego samochód-pułapka.

Beşiktaş jest jednym z największych zespołów piłkarskich w Turcji. Atak 10 grudnia można by porównać do zamachu bombowego na Old Trafford czy Stade de France. Jednak lądując w Stambule nie było wcale oczywiste, że atak naprawdę miał miejsce. Nie miałem problemu z przeciśnięciem się przez senne lotnisko Sabiha Gökçen, a pierwszą osobą, z którą miałem okazję porozmawiać o tym, co się wydarzyło, była recepcjonistka w hotelu. Mówiła, że nie powinienem odkładać zwiedzania miasta i powiedziała, że sama zamierza iść na mecz jeszcze dziś wieczór. Wiadomość w windach informowała, że stan wyjątkowy, który miał miejsce od zamachu stanu „nie wpłynie w żaden sposób na demokrację i codziennie życie obywateli”.

Recepcjonistka miała rację: Stambuł rozświetlało zimowe słońce, wszystko było otwarte, ulice pełne klientów, a most Galata pełen rybaków. Wiadomość na windzie w hotelu była jednak nazbyt optymistyczna. Uzbrojona policja znajdowała się na każdym bazarze, a torby w każdym muzeum były sprawdzane. Wędrując po turystycznej dzielnicy Sultanahmet tego wieczoru, zdałem sobie sprawę, że jestem jednym z niewielu turystów pozostających w mieście. W drodze na obiad mijałem puste restauracje, zanim zatrzymałem się w przyjaźnie wyglądającym miejscu. Klientami byli głównie bliscy właściciela.

Według Tureckiego Ministerstwa Kultury i Turystyki, zanotowano spadek liczby turystów o 10mln w porównaniu do poprzedniego roku. Byli przestraszeni ISIS, zamachem stanu i TAK (Kurdyjska grupa będąca odpowiedzialna za ataki na Vodafone Arena). Ostrzegali oni turystów, aby trzymali się stamtąd z daleka. Pusta restauracja, w której miałem okazję jeść, odzwierciedlała gospodarczą tragedię państwa, którego 5% gospodarki i 8% rynku pracy jest zależne od turystyki, według Światowej Rady Podróży i Turystyki. Właściwie jedynym krajem, gdzie można było zaobserwować wzrost zainteresowania Turcją była Arabia Saudyjska.

Kosmopolityzm Stambułu jest wymuszony przez geografię: możesz wejść na prom w Europie i za 10 minut znaleźć się w Azji. Podobnie z historycznego punktu widzenia: przez 916 lat Hagia Sophia było kościołem, później meczetem, a teraz stało się muzeum. Jednak dziesięć lat autorytarnych rządów Recep Tayyip Erdogana sprawiło, że Stambuł stał się anomalią w Turcji. Odkąd państwo to spogląda w stronę Rosji i Bliskiego Wschodu – wraz z 20 miliardowym funduszem inwestycyjnym ogłoszonym w styczniu – fundamentalistyczni islamiści się rozzuchwalają. Finansowanie Departamentu Stosunków Religijnych wyniosło cztery razy więcej niż w poprzednim 2015 roku, a 84,000 meczetów transmitowało kazania, w których mówiono, że obchodzenie Nowego Roku jest „nieprawomyślne”.

Ortaköy, dzielnica podmiejska, w której znajdował się klub nocny Reina, stanowi pamiątkę po młodzieńczym, kosmopolitańskim, a obecnie „nieprawomyślnym” Stambule. Kiedy tam przybyłem, zobaczyłem typową dzielnicę uniwersytecką: ubranych w modne czapki studentów, pod dostatkiem alkoholu i reportera telewizyjnego pytającego przechodniów o zdrowe jedzenie. Czego nie zobaczyłem to masowych zwolnień profesorów – wszyscy rektorzy kraju zostali zwolnieni po zamachu stan. Nie dostrzegłem też zamknięcia ponad 160 serwisów informacyjnych. W przeciwieństwie do nagłych ataków terrorystycznych, erozja kultury Stambułu nie jest tak łatwo zauważalna dla obcokrajowca będącego na czterodniowej wycieczce.

Mam wiele świetnych wspomnień ze Stambułu, od picia tureckiej kawy do śniegu padającego na Niebieski Meczet. Nie zatęsknię jednak za niszczącym i męczącym niepokojem, z którym mieszkańcy tego miasta muszą się zmagać na codzień. Kontynuacja wojny w Syrii i złamanie traktatu pokojowego z Kurdami z pewnością nie sprawi, że miasto stanie się bezpieczniejsze, a Turecki parlament jest wciąż gotowy dać Erdoganowi jeszcze więcej władzy prezydenckiej. Boję się o miejsca takie jak Ortaköy i nie mogę przestać myśleć, że miasto które niedawno ujrzałem może wkrótce przestać istnieć.