Turystyka medyczna w Warszawie: uśmiech za pół darmo

Artykuł opublikowany 12 lipca 2010
Artykuł opublikowany 12 lipca 2010
Podróżowanie dla zdrowia: łatwość w przemieszczaniu się po Europie zdecydowanie sprzyja tej idei, ale czy zamiast pojechać do dentysty autobusem, bylibyście gotowi przylecieć na wizytę samolotem?

Z naklejek przyklejonych na szafki na bagaże w samolocie tanich linii lotniczych młoda blondynka w białym fartuchu zachęca z uśmiechem do poprawienia stanu uzębienia w Polsce. Plakat przedstawia cały wachlarz usług oferowanych przez polskich dentystów: leczenie szybsze i znacznie tańsze niż w krajach Europy Zachodniej. Na przykład za ten sam implant, który we Francji kosztuje od 1600 do 3000 euro, w państwach wschodnich zapłacimy 60 procent taniej.

Cztery razy taniej

Fabrice nie czekał na reklamę, żeby przekonać się do leczenia za granicą. Ten trzydziestodwuletni Francuz mieszkający w Dublinie nie płaci składek zdrowotnych we Francji, a irlandzki system zdrowotny uważa za „zbyt drogi i mało skuteczny”. Dlatego właśnie z wszelkiego rodzaju potrzebami, które nie wymagają natychmiastowej interwencji, jak okulary czy protezy dentystyczne, jeździ do Polski, skąd pochodzi jego dziewczyna, Monega. „Dzięki tanim połączeniom lotniczym kosztuje mnie to cztery razy mniej i przy okazji mogę spotkać się z teściami”. Turystyka medyczna nie jest fenomenem dobrze zbadanym, nawet Światowa Organizacja Turystyki nie ma na ten temat statystyk. W Warszawie za zjawiskiem tym stoją w dużej mierze dwie strony internetowe: Medical Tourism in Poland i Medical Tourism Abroad Poland, mimo że jedna nie odpowiada ani na maile ani na telefony, a siedziba drugiej to dwa biurka ze stosem niedopałków po papierosach.

©damian.pl/W warszawskim biurze informacji turystycznej o wiele łatwiej uzyskać informacje o prywatnych placówkach. Damian Center to znana sieć klinik lecząca polskich celebrytów. W Warszawie ma kilka oddziałów, w tym jeden na południu miasta. Tablice informacyjne po angielsku i oprawiony Europejski Certyfikat 2002 w korytarzu tworzą wrażenie przykładnej kliniki dla pacjentów z zagranicy, mimo że żadna z pań w rejestracji nie mówi po angielsku.

Okazja do zwiedzenia miasta

Za reklamą placówki kryje się Justyna Macerowicz, asystentka medyczna, która tonie w morzu kart przyniesionych jej przez lekarza. Z radością opowiada o trzech pacjentach, których klinika bedzie gościć tego lata: Polce mieszkającej na stałe w Niemczech, Angielce i mieszkańcu Monako. „Kilka miesięcy temu przyjmowaliśmy siedem do osmiu osób miesięcznie, ale wewnętrzne problemy organizacyjne zmusiły nas do zredukowania liczby zagranicznych pacjentów. Naszym głównym celem jest zachowanie warszawskiej klienteli”. Z trzyosobowej ekipy Justyna Macierowicz jako jedyna zajmuje się zagranicznym sektorem działalności kliniki. „Brakuje nam porządnego marketingu, nie mogę wszystiego zrobić sama, poza tym nie jest to nawet główna część mojej pracy...” Ponieważ zagraniczni klienci korzystają często z sieci, niedługo ma powstać kolejna strona internetowa. Na ich życzenie asystentka medyczna może zarezerwować hotel. Jeśli chodzi o lekarzy, każdy patrzy na zjawisko medycznej turystyki po swojemu. Mimo, że wszyscy dzielą entuzjazm dla potencjalnych klientów z Anglii czy Niemiec, nikt nie przedstawia konkretów: „zapewnia nam to więcej pracy i zawodowego uznania” - ocenia dentysta, Damian Niemczyk. - „A dla klientów jest to okazja do zwiedzenia miasta”.

Polskie dzieci przychodzą na świat w Niemczech

Nie każdy ma odwagę oddać swoje zdrowie w ręce kogoś oddalonego o 800 kilometrów. Na piętrze jednej z warszawskich galerii handlowych gabinet portugalskiej kliniki przypomina bardziej biuro niż szpital. Na recepcji o ścianach i meblach w kolorze metalicznej szarości, mężczyzna w garniturze pochyla się nad laptopem: „większość naszych klientów jest polskiego pochodzenia, ale mieszka za granicą. Nie mają zaufania do publicznej służby zdrowia i przy okazji wizyt rodzinnych przychodzą leczyć zęby”. Inni klienci przekraczają granice dla usług zabronionych w danym kraju lub mało rozpowszechnionych. Mobilność medyczna nie czekała na otwarcie rynku Unii Europejskiej: „Pierwszymi, którzy zaczęli proponować tego typu usługi byli Rosjanie w latach 80. - wyjaśnia Béatrice Majnoni d’Intignano, ekonomistka i autorka Zdrowia i Ekonomii w Europie. W Petersburgu jedna z klinik oferowała leczenie krótkowzroczności chirurgią laserową”. Ale według niej ta mobilność zawsze będzie stanowić margines: „jest to pozytywne zjawisko, jeśli skonfrontowanie nardowych służb zdrowia z zagraniczną konkurencją prowadzi do wykrywania błędów w krajowym systemie.” Komisja Europejska obliguje państwa członkowskie do zwracania kosztów leczenia w placówkach publicznych na terenie Unii Europejskiej, z czego korzystają również Polacy. Na zachodzie kraju, niektóre matki wolą rodzić w niemieckich szpitalach, gdzie są lepsze warunki. Kilka dni przed planowanym porodem przekraczają polsko-niemiecką granicę kierując się ideą: u innych zawsze lepiej.

Zdj.: uśmiech ©depinniped/flickr; brzuch ©damian.pl