Twórcy euro-mangi

Artykuł opublikowany 26 stycznia 2007
Artykuł opublikowany 26 stycznia 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Wielu europejskich rysowników w wieku między 20 a 30 lat wyrosło na japońskiej mandze. Dziś powracają do tego gatunku, czerpiąc z niego inspiracje

Wychowani na japońskich kreskówkach z lat 80 i na mangach z lat 90. Pokolenie europejskich trzydziestolatków oddaje cześć rysownikom z kraju wschodzącego słońca czerpiąc inspiracje z mangi tradycyjnej. To fenomen tak nowy, że nie istnieje jeszcze słowo na jego określenie: może manga zachodnia, europejska manga, lub euro-manga?

Nawet jeśli chmurki w tych albumach czytamy od lewej do prawej strony - tak jak po japońsku - a ich bohaterowie nie mają migdałowych oczu, to bardzo ciekawe doświadczenie, pokazujące jak przypisać sobie gatunek literatury obcej przy równoczesnym nadaniu mu oryginalności, tak aby z sukcesem eksportować go do kraju z którego pochodzi.

Konieczny rozwój

Obecnie jedynie Francja podejmuje to wyzwanie. We wrześniu, dzięki wydawnictwu Les Humanoïdes Associés narodził się "Shogun Mag", czasopismo skierowane do młodych zachodnich artystów, którzy proponują swoją interpretację stylu literackiego i graficznego mangi. Wśród nich znajdziemy 33-letnich Andreę Iovinelli i Massimo Dall'Oglio, scenarzystę i rysownika "Underskin", serii science-fiction publikowanej na łamach "Shoguna", sprzedającego się w około 14 000 egzemplarzy miesięcznie.

Wydawcy zrozumieli, że jeśli nie chcą przegrać walki z Mangami (35% wszystkich sprzedanych albumów sprzedanych we Francji pochodzi z Japonii) muszą zbliżyć się do najmłodszych przez komiksy, a w szczególności poprzez komiksy, które można nazwać krajowymi, mówi Andrea Iovinelli. Jeśli tego nie zrobią, to na pewno stracą całe pokolenie.

Tworzenie "lokalnej mangi" według niego, to nie tylko kupowanie licencji zagranicznych, i zależność od japońskich wydawców gdy chcemy tworzyć nowe odcinki, ale wprowadzenie własnych kmiksów. Ten wymóg handlowo-artystyczny, zanim przekroczył Atlantyk, najpierw dał o sobie znać w Stanach Zjednoczonych. Ten typ komiksów sprzedaje się tak dobrze, że "Tokyo Pop", pierwsze wydawnictwo mang w Stanach Zjednoczonych, wprowadza na rynek swoją produkcję, opowiada Massimo Dall'Oglio.

Jest duży potencjał i wierzę w rozwój, kontynuuje włoski rysownik. Ponieważ nie ma sensu myśleć, że tylko Japończyk może tworzyć mangę. Europejczyk także może przyczynić się do rozwoju tego gatunku.

Całkiem inne pokolenie

To prawda że różnice między tymi dwoma gatunkami mangi są na razie mało widoczne. Prace publikowane do tej pory przez francuskie wydawnictwa stanowią pewną kontynuację japońskich poprzedników, które określiły zasady tego gatunku.

Andrea Iovinelli opowiada, że jedyny niuans polega na tym, że autorami są Europejczycy, posiadający każdy swoją odrębną kulturę, wrażliwość i wizję świata. Dorastali i żyli w kontekście społecznym innym od japońskiego.

Massimo Dall'Oglio zaś twierdzi, że jego sposób opowiadania jest bardzo związany z kulturą japońską: narracja, intrygi, ton, czy środowisko. Moje mangi naznaczone są kulturą zachodnią i nie pozostaje mi nic innego jak szukanie wspólnego punktu, łączącego te dwa światy.

Manga wydaje się więc globalizować. Nawet jeśli według Andrei Iovinelli niemożliwe jest wyznaczenie jasnych granic i określenie precyzyjnie, czy dany komiks jest czy tez nie mangą. Napływ mang do Europy jest tak duży, że możemy sobie zadawać pytanie czy tak naprawdę potrzebne jest tworzenie nowych. Nie istnieje realne zapotrzebowanie, stwierdza Dall'Oglio. Ten gatunek jest rozpowszechniony, ponieważ jest bezpośredni, świeży, stymulujący, a przede wszystkim pozbawiony problemów i standaryzacji charakteryzujące zachodni komiks.

Kto wie? Może w nachodzących latach, komiksy "made in Europe" pojawią się w księgarniach japońskich.