Uchodźcom nie ujdzie na sucho?

Artykuł opublikowany 7 września 2015
Artykuł opublikowany 7 września 2015

[Opinia] Jedenaście tysięcy Islandczyków, zażenowanych decyzją swojego rządu o przyjęciu jedynie 50 uchodźców do kraju, zadeklarowało chęć przyjęcia azylantów pod swój własny dach. Tak, dosłownie. Oferują oni uchodźcom mieszkanie w swych domach, pomoc w integracji i opłaty kosztów życia. Czy Islandczykom odbiło? Czy nie boją się, że leniwi azylanci rozkradną ich „socjal"?

O „socjalu" pisze się ostatnio wiele rzeczy – pokrótce: w oczach opinii publicznej stwarza się poczucie, że osoby na zasiłku to bumelanci i krętacze. Ludzie jakimś cudem to kupują i zaczynają żądać rozmontowania systemu, który de facto istnieje, żeby im samym pomóc jeśli zajdzie taka potrzeba. Jest to mistrzostwo świata i świetny trik - zezłościć ludzi tak, żeby zapomnieli, że jutro mogą być chorzy czy niepełnosprawni, i że z pewnością kiedyś się zestarzeją. Ponadto chodzi o to, by przekonać ludzi funkcjonujących na coraz bardziej niestabilnym rynku pracy i na rynku mieszkaniowym, który zmusza do brania wysokich kredytów, że zasiłek dla bezrobotnych jest dla leni, i że ogólnie jest to kradzież pieniędzy z naszych kieszeni, a nie nasze wspólne ubezpieczenie. (Oczywiście, że w Polsce zasiłki są tak niskie, że nikt nie utrzyma płatności kredytowych z zasiłku dla bezrobotnych - ale to właśnie dlatego, żeby nie niszczyć ludziom życia, żeby nie lądowali na ulicy z długami, rządy krajów zachodnich zdecydowały się kiedyś na wyższe, godniejsze zasiłki.)

Dlaczego imigranci są kozłami ofiarnymi?

Idealnymi kozłami ofiarnymi w kwestii wyzyskiwania „socjalu" są oczywiście obcokrajowcy. Najlepiej zresztą jeśli mają ciemną skórę, mówią językiem z niewielkimi wpływami łaciny i modlą się inaczej. Ale, jak udowodnił premier Cameron, ta zasada działa też z białymi, z Polakami na przykład, których też można sprzedać w prasie jako niezintegrowanych leni.

Prawda jest taka, co bezustannie ukazują różne badania, że imigranci pobierają zasiłki rzadziej niż obywatele danego kraju, i że w sumie ich wkład w system jest dodatni. Może to dziwić, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że przeciętnie imigranci mają ciężej na rynku pracy (czytaj: dyskryminacja), są gorzej wykwalifikowani (lub ich kwalifikacje nie są oficjalnie uznawane w kraju zamieszkania) i język lokalny nie jest ich językiem ojczystym.

Prawda też jest taka, że w każdej grupie, czy obywateli danego kraju, czy przyjezdnych, jest kilku kombinatorów i leni. I o tym ciekawiej jest pisać w prasie i straszyć w nagłówkach gazet, niż publikować nudne artykuły o tych, którzy pracują w sobotnie noce i w niedziele, sprzedając kebab ludziom wracającym z imprez, czy mleko w narożnych sklepikach.

Ogłupiona opinia publiczna przekłada teraz tę antyimigracyjną retorykę na kwestię uchodźców. A tu sytuacja jest jeszcze bardziej poważna. Ludzie narażają życie swoje i własnych dzieci starając się przebić do Europy, nie po to, żeby dostać - często wcale już nie takie wysokie – zasiłki.

Nikt nie wydaje oszczędności swojego życia i nie wsiada na byle jaką łódkę z setką innych osób, by płynąć tysiące kilometrów przez chimeryczne morze. W Syrii jest wojna. Ludzie uciekają przed śmiercią, usiłują chronić swoje dzieci. Turcja na przykład przyjęła niemalże dwa miliony (!) uchodźców z Syrii i kraj ten wydał 5 miliardów euro na pomoc tym osobom. Gdyby w Polsce była wojna - a była, więc nietrudno to sobie wyobrazić – to nie oczekiwalibyśmy i nigdy nie oczekiwaliśmy niczego innego. Dlatego przerażające jest to, że 28 najbogatszych krajów świata jest w stanie przyjąć jedynie niecałe 40 000 uchodźców. To straszne, że zaledwie 60 lat po naszej wojnie, zapomnieliśmy jej horror na tyle, że rządy UE nie są w stanie ustalić wspólnego programu pomocowego dla zdesperowanych ludzi walczących o przetrwanie.

Ironią jest też to, że największą presję na nasz cenny „socjal" wywierają nie cudzoziemcy, ale nasze własne starzejące się społeczeństwa. Żyjemy dłużej (choć niekoniecznie zdrowiej), a więc proporcje siły roboczej do grup niepracujących (ludzie starsi i dzieci) zaczynają obciążać system. To prowadzi do konieczności podnoszenia wieku emerytalnego i obniżania wysokości emerytur – tak, że przestają one gwarantować godną starość.

Europa nie potrzebuje muru obronnego, lecz siły roboczej

Czego więc potrzebujemy w Europie? Potrzebujemy siły roboczej! Potrzebujemy również młodych ludzi, którzy będą płacić podatki. Uciekający przed śmiercią uchodźca z Syrii z pewnością, jeśli tylko da mu się taką możliwość, podejmie się niejednej pracy, której dziś mało kto chce w Europie Zachodniej. A co z argumentem, że ludzie mniej zarabiający zmuszą nasze rządy do polityki nastawionej na mieszkania w przystępnych cenach? No cóż, rozejrzyjmy się w cenach na lokalnym rynku nieruchomości i kredytach bankowych - być może wszyscy byśmy na tym skorzystali?

Krytyczny umysł spyta: skoro uchodźcom nie chodzi o „socjal", to dlaczego większość przybywa do krajów, gdzie jest on lepszy? Otóż kraje, które mają lepszy system zasiłków, dysponują jednocześnie lepszym systemem przyjmowania azylantów. Tam, gdzie w pewnym momencie dominować zaczęły idee solidarności społecznej, stworzono zarówno lepsze systemy pomocy ludziom w trudnej sytuacji życiowej na miejscu, jak i pomocy osobom prześladowanym czy tym, których życie jest w zagrożeniu. Jeśli w Polsce w 2014 roku nadano status uchodźcy tylko 11 osobom, to nie dziwmy się, że ludzie wolą dostać się do krajów bardziej rozwiniętych społecznie i humanitarnie. W końcu chodzi właśnie o to, żeby nie skończyć bez zgody na pobyt i pracę, nie móc jechać dalej i nie mieć jak i dokąd wrócić.

Zamiast więc zabawiać się w wymienianie symbolicznych liczb typu 50, 2 000 czy 40 000 i pozwalać przemytnikom zbijać grubą kasę na tragedii ludzkiej, Unia Europejska powinna niezwłocznie wypracować system podziału obciążeń związanych z przyjmowaniem uchodźców. I tutaj kraje oddalone od granic Morza Śródziemnego muszą wykazać się solidarnością.

I nie mówmy proszę, że nie ma na to pieniędzy – ileż to Europa Zachodnia dała „w prezencie" bankierom? A ile kosztuje budowanie płotów, barykad i organizowanie operacji paramilitarnych, by powstrzymać uchodźców przed przekroczeniem granic Europy? I ile wreszcie kosztować nas będzie brak siły roboczej, która wsparłaby starzejące się społeczeństwa? Uchodźcom należy dać pozwolenia na pracę i wesprzeć ich integrację. Jak napisała pani Bjorgvinsdottir, inicjatorka akcji w Islandii: „To są nasi przyszli małżonkowie, najlepsi przyjaciele, perkusista w zespole naszych dzieci, kolejna koleżanka z pracy, Miss Islandii w 2022 roku, budowlaniec, który wreszcie skończy remont łazienki, kucharka w stołówce, strażak i gospodarz nowego programu telewizyjnego".

Czy nasze życie jest więcej warte niż ich? Czy w imię oszczędzania pieniędzy (które później pewnie wydamy na przemysł zbrojeniowy, igrzyska czy kolacje u Sowy) pozwolimy dzieciom tonąć w morzu? Obudźmy się – ludzie, nie imigranci – ludzie – potrzebują pomocy. Ludzie giną na wojnie i ludzie toną na morzu. Stoimy przed próbą moralną, którą oceni historia.