Uchodźcy w Idomeni: Wnioski o azyl przez Skype'a

Artykuł opublikowany 27 maja 2016
Artykuł opublikowany 27 maja 2016

Tuturututuut. Tutrutututu. Tuturutututu - sygnał oczekiwania na Skypie naprawdę potrafi doprowadzić do szału, zwłaszcza, kiedy chce się pilnie z kimś porozmawiać a odpowiedzi brak. A jakie to dopiero musi być uczucie, gdy siedzi się w obozie dla uchodźców w Idomeni a osoba, która nie odbiera, ma właśnie rozpatrzyć twój wniosek o azyl?

Idomeni. W ciągu kilku miesięcy ta grecka miejscowość przy granicy z Macedonią zdobyła przykrą reputację. Silne opady, niedostatek artykułów spożywczych i miejsc noclegowych uniemożliwiają wielu uchodźcom normalne funkcjonowanie. Początkowo Idomeni miało być miejscem tranzytowym, w którym uchodźcy przebywają tylko parę dni. Okazało się jednak, że większość z nich zostaje kilka miesięcy – nie wiedząc dokładnie, co i kiedy dalej się z nimi stanie.

Aby oficjalnie ubiegać się o azyl w UE, uchodźcy mają trzy możliwości: muszą złożyć wniosek o azyl, wniosek o połączenie rodziny albo wniosek o przeniesienie do innego europejskiego kraju. Od rozpatrzenia wniosku zależy, czy wolno im będzie zostać w Europie, czy nie. Jak się składa taki wniosek w greckim Ministerstwie do Spraw Azylu i Migracji? Przez Skype’a.

Halo? Czy jest tam ktoś?

Skype – czyż nie jest to szybkie i skuteczne rozwiązanie problemu rosnącej liczby osób w Idomeni? Wybiera się osobę z listy kontaktów i po sprawie – bardzo praktyczne! Niedowierzając, że to ma być jedyny sposób złożenia wniosku o azyl, dopytujemy o to 20-letnią Ranię Ali, która pochodzi z Rakki w Syrii, a od dwóch miesięcy koczuje w Idomeni.

Młoda kobieta wyjaśnia nam, że z perspektywy obozu dla uchodźców to wcale nie jest takie praktyczne. „Wiele osób nie ma nawet dostępu do Internetu. Niektórzy nie wiedzą też, jak używać Skype’a albo nie mają smartphona. Dlatego skazywanie ich na tę procedurę jest po prostu nie fair” - tłumaczy. Och, cóż za niespodzianka, nie każdy uchodźca spakował do modnego plecaka Fjäll Räven swojego MacBooka i parę białych słuchawek, by być gotowym do rozmowy na Skypie w każdej chwili swej wędrówki. I - któżby się spodziewał - nie każdy uchodźca jest obeznanym z techniką dwudziestoparolatkiem!

Jest jeszcze jednak jeden problem, który wydaje się jeszcze bardziej niewiarygodny niż odrealnione oczekiwania wobec uchodźców. Problem ten nie ma związku z techniką: Nikt nie odbiera. Kiedy bowiem już jakoś udało się zorganizować sprzęt techniczny w tych wąskich ramach czasowych (po trzy godziny w tygodniu dla angielskiego, arabskiego i farsi, dla innych języków jeszcze mniej), to ląduje się – tuturututuut – w kolejce czekających. Rani usiłuje się przebić już od ponad dwudziestu dni, ale na próżno: „To naprawdę frustrujące. Cały czas ma się nadzieję, że obiorą, ale nie zdarzyło się to jeszcze ani razu. I nie jestem tu jedyna”

„To bardzo deprymujące, gdy nikt nie odbiera!”

Życie w kolejce oczekujących powoli doprowadza ludzi, którzy pragną jedynie jak najszybciej dostać azyl, na skraj rozpaczy. Bo na miejscu nie ma też żadnej osoby kontaktowej z odpowiedniego ministerstwa. Naprawdę, ani jednej osoby. „To po prostu bardzo deprymujące, gdy nikt nie odbiera!” - tak Rani opisuje sytuację w Idomeni i obawia się, że to popchnie ludzi ku nielegalnym metodom ucieczki z pomocą przemytników. „Naprawdę ma się wrażenie" – tłumaczy Rania – „że kryje się za tym przekaz: «Skoro chcecie do Europy, to chodźcie! Ale nie legalnie, tylko z przemytnikami». A to ogromnie niebezpieczne. Człowiek naprawdę nie chce tego próbować. Jeśli jednak nie zmienią tego systemu, wielu ludzi sięgnie po te zagrażające ich życiu środki”.

Twarzą w twarz zamiast Skype'a

Dlatego też Rania i Andrew, który pracuje jako wolontariusz w Idomeni, postanawiają stworzyć petycję on-line i zbierać pod nią podpisy przeciwko tej metodzie składania wniosków o azyl. „Ten pomysł dość szybko przyszedł mi do głowy, ale wiedziałem, że inicjatywa musi wyjść od tych ludzi” - opowiada Andrew i mówi, że dla niego przełomowy był moment, kiedy na własne oczy zobaczył, jak grupka ludzi próbowała przedrzeć się przez granicę z Macedonią. „Tak bardzo mnie zasmuciło to, że ludzie nie mogą zrobić nic innego, żeby się wydostać”.  Na change.org domagają się, żeby Idomeni wprowadziło w końcu osobiste rozmowy w sprawie przyznania azylu – twarzą w twarz, zamiast na Skypie. Jednak Andrew ma wątpliwości co do tego, czy grecki rząd weźmie te żądania na poważnie. „Sądzę, że albo odmówią, albo wprowadzą to tylko w oficjalnych obozach, ponieważ chcą, żeby to tam kierowali się ludzie”.

Ten sposób z dzwonieniem przez Skype’a można by niemal uznać za świadome utrudnianie otrzymania azylu, bo dodzwonienie się graniczy z cudem. W każdym razie unaocznia to absolutny brak zainteresowania losem uchodźców ze strony urzędów, które najwyraźniej postanowiły grać na zwłokę, odmawiając jakiejkolwiek komunikacji. To postępowanie jest również dlatego tak bardzo nie w porządku, że przebywających tam ludzi nie traktuje się poważnie i każe im się ciągle na nowo ustawiać w tej  kolejce, tuturututuut, tuturututuut. Kiedy w końce ktoś odbierze? Ciągle jeszcze nie ma oficjalnego stanowiska w tej sprawie.

__

Petycję Rani i Andrew możesz podpisać na change.org.