Ucieczka od ekstremizmu: czy da się opuścić grupę neonazistów?

Artykuł opublikowany 3 czerwca 2016
Artykuł opublikowany 3 czerwca 2016

Gdy w Niemczech rozmawia się dziś o imigracji, emocje sięgają zenitu. I podczas gdy społeczeństwo niestrudzenie debatuje nad tematem, neonaziści wykorzystują je jako żyzne podłoże dla ziarna swojej ideologii. Jednak niektórzy członkowie tych organizacji próbują działać zupełnie inaczej. Jak można opuścić szeregi komórki neonazistowskiej, nie narażając się przy tym na niebezpieczeństwo?

„Kiedyś sądziłem, że gdyby wszyscy myśleli tak, jak ja, świat kręciłby się lepiej. Postrzegałem to jako warunek sine qua non” – o swojej dawnej ideologii mówi nam były neonazista, 28-letni Steven Hartung. Pochodzi z Turyngii w Niemczech i od 13. roku życia angażował się w ruchy skrajnoprawicowe.

„Dorastałem w małej miejscowości pełnej rozgoryczonych ludzi, którzy podzielali poglądy prawicy” – wyjaśnia. W wieku 15 lat samo popieranie tych poglądów już nie wystarczało, więc Steven podjął wtedy decyzję o dołączeniu do formalnej grupy, a gdy miał 16 lat, stał się jej liderem.

Według danych Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji około 21 000 osób w Niemczech ma ekstremistyczne poglądy skłaniajce się ku prawej stronie sceny politycznej. Steven jest jedną z 500 osób, którym udało się uwolnić ze szponów ruchów neonazistowskich dzięki organizacji EXIT-Niemcy (EXIT-Deutschland).

Bomba w przesyłce

Jako lider komórki Steven był odpowiedzialny za organizowanie spotkań, pisanie listów i współpracę z innymi organizacjami neonazistowskimi z różnych części Niemiec i Europy. Ale ten młody człowiek chciał w końcu zmienić coś w funkcjonowaniu grupy - tak, by jej członkowie używali raczej mózgów, a nie pięści. Po rozmowie z pozostałymi przywódcami ruchu zdał sobie sprawę ze skali problemu. To w końcu spowodowało, że zwrócił się do EXIT-u.

Ta niemiecka organizacja założona w 2000 roku pomaga osobom uwikłanym w ten rodzaj ekstremizmu znaleźć drogę wyjścia. Ingo Hasselbach był liderem pewnej znanej neonazistowskiej komórki , kiedy dziennikarz Tom Reiss zaproponował mu, by napisał książkę o swoim życiu. Ingo zaakceptował ofertę, by pokazać światu jak bardzo walczył o swoje państwo. Ale w miarę rozwoju przedsięwzięcia, jego światopogląd ulegał zmianie i zdecydował się on opuścić grupę. Ostatecznie jego książka i stworzony na jej podstawie film opowiadają historię odcięcia się Inga od neonazistów.

Stronnicy Hasselbacha nie byli jednak zbyt zadowoleni z jego decyzji i wysłali mu książkę z ukrytą bombą. Na szczęście zaprogramowano jej baterię tak, żeby działała trzy dni, a jako że cała rzecz działa się w Boże Narodzenie, dostarczenie przesyłki zajęło poczcie pięć dni. Gdy jego matka otworzyła paczkę, bomba nie wybuchła, ale dało to Ingemu do myślenia na temat ryzyka, jakie wiąże się z chęcią opuszczenia szeregów neonazistów.

Ingo wraz z byłym policjantem Bernardem Wagnerem zdecydowali się utworzyć organizację zapewniającą pomoc i bezpieczeństwo tym, którzy chcieliby odciąć się od radykalnego światka. We współpracy z magazynem Der Stern powołali do życia EXIT-Niemcy.

Potrzebują nowej wojny"

„Pierwszy krok musi zrobić sama osoba zainteresowana” – wyjaśnia Fabian Wichmann (35 lat), doradca organizacji EXIT-Niemcy. Po nawiązaniu kontaktu mailowego lub telefonicznego tworzony jest spersonalizowany program, w którym szczególny nacisk kładzie się na bezpieczeństwo.

W 2010 roku Steven zgłosił się do organizacji, by zainicjować swój proces wyjścia z ugrupowania pod okiem Fabiana jako opiekuna. Pierwszymi powziętymi środkami ostrożności były zmiana numeru telefonu i adresu zamieszkania. W niektórych przypadkach niezbędna jest nowa tożsamość, ponieważ osoby wierne neonazistowskiej ideologii są skłonne zaszkodzić tym, których uważają za zdrajców.

Steven doświadczył wielu gróźb, w tym także śmiertelnych, ale po jego odejściu grupa się rozpadła. EXIT-Niemcy skupia się głównie na pomocy liderom organizacji ultraprawicowych, gdyż często po odejściu lidera rozpadowi ulega struktura grupy, a co za tym idzie – opiewana przez nią ideologia. „Ludzie odczuwali pewną więź z przywódcą, a w takiej sytuacji muszą zastanowić się nad tym, o jaką stawkę toczy się gra” – tłumaczy Fabian. „Dlaczego ta osoba opuściła ruch?” - zastanawiają się.

Poza zapewnieniem bezpieczeństwa, innym głównym zadaniem EXIT-u jest prowadzenie dyskusji. Za pośrednictwem rozmów organizacja pokazuje, że istnieją inne wyjścia, przeciwstawne ekstremistycznemu światopoglądowi, i proponuje inny sposób postrzegania sytuacji społecznej w Niemczech. Fabian wyjaśnia, jak bardzo skrajnoprawicowe komórki mogą różnić się między sobą zarówno w obrębie państwa, jak i poza nim. Podczas gdy jedne upodabniają się do sekt, inne są bardziej otwarte na przyjmowanie zwykłych, przeciętnych obywateli.

Steven dodaje, że większość tych grup sądzi, że musi wypowiedzieć „wrogowi” nową wojnę, by móc go pokonać. A jako wroga można postrzegać różne rzeczy – „Jedna grupa uważa za niego system demokratyczny, inna - kapitalizm, a jeszcze inna - Żydów. Ale każda z nich ma swojego i jest przekonana, że potrzebuje nowej wojny, by go pokonać”.

Rosnący brak tolerancji w Niemczech

O ile ideologia neonazistowska nie jest reprezentatywna dla połowy niemieckiego społeczeństwa, coraz więcej ludzi zaczyna podzielać poglądy takich ugrupowań politycznych, jak Narodowodemokratyczna Partia Niemiec (NPD), Alternatywa dla Niemiec (AfD) czy ultraprawicowego ruchu PEGIDA (Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu).

Taka sytuacja daje neonazistom idealne warunki do propagowania swojej ideologii w społeczeństwie. „Dziesięć lat temu ta sytuacja by mnie ucieszyła, bo wiele osób o centrowej przynależności może być rasistami, a skrajna prawica może z tego skorzystać” – mówi Steven.

Christiane Beckmann z Moabit hilft, organizacji pomagającej uchodźcom po przyjeździe do Niemiec, opowiedziała nam o poważnych groźbach, które otrzymują wspierający ich wolontariusze. „Kiedy ktoś pracuje z obcokrajowcami lub uchodźcami, zawsze istnieje ryzyko, że może znaleźć się pod ostrzałem gróźb ze strony partii prawicowej czy tak zwanego «zaniepokojonego obywatela»” – twierdzi.

Założycielka organizacji Diana Henniges (38 lat) miała niemiłe doświadczenia z jednym z takich „zaniepokojonych obywateli”, który zdobył jej adres. Dostawała niepokojące telefony, martwe ptaki pod drzwiami i groźby typu „zabierzemy twojego syna ze żłobka”.

Pogróżki mogą mieć różną postać, od wyzwisk typu „jesteś głupi, że to robisz” aż po poważne zastraszanie – „powinno się ciebie zgwałcić za to, że pomagasz muzułmanom”. Niektórzy nawet uciekają się do kontroli organizacji wolontariackiej, żeby zebrać poufne informacje. „Otrzymaliśmy maile, w których pisali, że chcą sprawdzić nasze dokumenty. W kolejny weekend ten człowiek [z prawicowej partii] był u nas, włamano się do naszego biura” – opowiada Christiane.

Do najpoważniejszych ataków wymierzonych w uchodźców należą podpalenia ośrodków dla osób ubiegających się o azyl. Fabian wyjaśnia, że niektóre neonazistowskie komórki tworzą plany tych ośrodków i opracowują strategie, by z nimi skończyć. Mimo że nie udowodniono jeszcze ich powiązania z tymi wydarzeniami, wśród niektórych domów przedstawionych na mapach są te, które zostały podpalone.

Zdaniem Fabiana, liczba neonazistów nie zwiększy się w obliczu obecnych warunków panujących w Niemczech. Najważniejsze jest zapewnienie metod, które powstrzymałyby przeciętnych obywateli przed przyłączeniem się do tej ideologii, nawet jeżeli oznaczałoby to zaciekłą walkę z jej przedstawicielami.

---

Ten reportaż jest częścią projektu EUtoo, który przedstawia style życia młodych Europejczyków rozczarowanych współczesną rzeczywistością. Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską.