Ucieczka z Tunisu. Po buntach, nielegalna imigracja

Artykuł opublikowany 2 marca 2011
Artykuł opublikowany 2 marca 2011
Ponad 5 tys. imigrantów, w tym ok. 3 tys. między 11 i 14 lutego przybyło w przeciągu miesiąca do Włoch, jak twierdzi włoskie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Na wyspie Lampedusa, oddalonej tylko 70 km do Tunezji, 1,5 tys. imigrantów czeka, by podjąć ponownie próbę wyruszenia w drogę.
Niestałość polityczna Egiptu i Tunezji zmusza Zjednoczoną Europę do ponownego przemyślenia swojej polityki imigracyjnej, która i tak nie była udana.

Ponownie otwierają się bramy CIE (Centrum Identyfikacji i Wydalania) z Lampedusa. Mała, włoska wyspa pośrodku Morza Śródziemnego (tylko 20 km²) powraca na pierwsze strony dzienników jako centrum humanitarnej sytuacji kryzysowej, która nie ma końca. Po podpisaniu traktatu w Bengazi (sierpień 2008) między Włochami i Libią, pozornie rozpoczęto skuteczną walka z napływem migrantów z Afryki Północnej: obrazy i doniesienia z wyspy sycylijskiej zniknęły z mediów, CIE zostało zamknięte.

Polemiki Włochy- UE

Tunezyjski przewrót polityczny spowodował ponowny napływ na brzegi sycylijskie tysięcy kobiet i mężczyzn z Tunezji, kraju w zapaści ekonomicznej, o niepewnej przyszłości politycznej i pozbawionego skutecznego systemu obrony. Zaskoczony włoski Minister Spraw Wewnętrznych, Roberto Maroni, i jego europejski odpowiednik, Cecilia Malmstrom, zrzucali na siebie wzajemnie odpowiedzialność za niedoszłą pomoc dla wygnańców tunezyjskich i dla pierwszych ofiar tej masowej emigracji: ludzie pochłonięci przez morze z powodu zgubnej nadziei osiągnięcia Europy.

Z pewnością upadek reżimu nie był możliwy do przewidzenia, ani tego tunezyjskiego ani egipskiego, aż do niedawna ciągle osądzanego i prowadzonego żelazną ręką przez swoich liderów. Ta sytuacja kryzysowa zmienia całkowicie dotychczasowy scenariusz: pochodzi od krajów, które aż do tej pory nie doświadczyły dużej fali emigrantów, a wręcz wyróżniały się współpracą nad zwalczaniem fenomenu nielegalnej imigracji, zawierając także umowę z Włochami nt. ponownego przyjęcia (pozwalającą na wykonanie nakazu ekspulsji lub odmowy wjazdu, red.). Alarm wszczęty przez Maroniego: „Ryzykujemy 80 tys. przybyszów”, okazuje się więc więcej niż to uzasadniony.

Fenomen migracyjny z Afryki do Europy jest skomplikowany, ponieważ ma związek z desperatami poszukującymi nie tyle fortuny, co proszącymi o azyl. Zwłaszcza teraz przypuszcza się, że z Tunezji i z Egiptu przybędzie wielu proszących o azyl, którzy będą mieli do niego pełne prawo, przynajmniej dopóki sytuacja polityczna w ich krajach się nie wyjaśni.

Frontex nie wystarczy

W Europie od dawna dyskutuje się nad wspólnym kierowaniem zagadnieniami w zakresie prawa azylu i podziału kosztów zarządzania migracją i przyjmowania uchodźców. Dotychczas zwlekano z konkretnymi decyzjami, odsyłając adaptację aktów ustawodawczych bardziej rygorystycznych i wiążących dla poszczególnych państw, z powodu niezgody na ten czy tamten punkt i kosztów, które pewne zobowiązania przewidują.Odwlekając bardziej trwałe rozwiązania, ale usiłując stawić czoła problemom imigracji, UE zajęła się tym nagłym przypadkiem, stwarzając specjalną agencję do kontroli granic (Frontex). Ta działała niedawno w Grecji, aby ograniczyć napływ masowy, poprzez Turcję, obywateli irańskich i afgańskich uciekających przed wojną. Także teraz Minister Maroni powołał do odpowiedzialności tą europejską agencję, w nadziei, że przyjmie na siebie bardziej operatywną rolę.

Ryzyko masowej emigracji z dwóch kierunków: Tunezji i Egiptu

Obecny przypadek wyeksponował całą nietrwałość strategii europejskiej przeciw imigracji (regularnej i nieregularnej) od strony Morza Śródziemnego. Ta bowiem nie polega na niczym więcej, jak na przenoszeniu na kraje tranzytowe (jak właśnie Egipt, Libia, Tunezja i Maroko) odpowiedzialności i ciężaru walki z ruchami migracyjnymi z Afryki. Teraz, gdy w systemie powstały dwie ważne luki, istnieje obawa, że w Afryce narodzi się masowy exodus ku Egiptowi i Tunezji, w nadziei na skorzystanie z sytuacji. Nic dziwnego, że Unia Europejska i pojedyncze kraje członkowskie wyraziły natychmiast gotowość do współpracy, aby stawić czoło problemowi.Prawdziwym wyzwaniem będzie więc pogodzić obronę praw migrantów i proszących o azyl ze skuteczną kontrolą granic zewnętrznych Unii. To ważny test dla instytucji UE, które w listopadzie ubiegłego roku (kiedy współpraca Egiptu i Tunezji nie była jeszcze poddana dyskusji), doznały szantażu ze strony Kadafiego: „Europa stanie się czarna” – groził dyktator – jeśli nie zostanie dostarczona ważna pomoc ekonomiczna.

Autor, Gabriele Di Bella, pisze dla magazynu internetowegoGlocusi pracuje dla Czerwonego Krzyża w obozie niedaleko Rzymu dla proszących o azyl

Fot. główne (cc) noborder/flickr; barcone (cc) piervincenzocanale/flickr