Uczta u peruwiańskiego szamana - żaby, świnki morskie i bluszcz śmierci

Artykuł opublikowany 14 maja 2010
Artykuł opublikowany 14 maja 2010
Kuchnia peruwiańska jest uznawana za jedną z najlepszych w Ameryce Południowej. Jednak dania, które Wam zaserwuję poniżej, są przeznaczone tylko dla smakoszy o mocnych nerwach, najlepiej impotentów z galopującą sklerozą o poglądach zdecydowanie rozbieżnych z ideologią Greenpeace. Opis uczty u szamana.

Jako aperitif proponuję bardzo pożywny sok z żabki, tzw. „jugo de rana”. Żabka w kulturze Inków jest jednym z bóstw, które przynosi deszcz, w tym przypadku deszcz błogosławieństw dla męskiej witalności seksualnej i intelektualnej, co by nie pomylić partnerek i zakończyć sprawę jak mężczyzna.

Sok powstaje jak najbardziej z dwóch świeżych płazów, których karczek przetrącany jest na oczach klienta. Żabka, już bez skórki i układu pokarmowego, trafia do kociołka. Ugotowane (razem z kosteczkami) płazy miksuje się z mieszanką miodu i lokalnych przypraw. Na koniec pani przygotowująca ten nektar sprawdza, czy zawartość miksera nie zgrzyta między zębami i aperitif gotowy.

wieprzowina po peruwiańskuDanie główne to lokalny przysmak – el Cui Picante. Niczym na staropolskim stole pieczonego prosiaka, w Peru serwuje się zapiekaną w całości świnkę morską, która pięknie prezentuje się z papryczką w pyszczku. Walory smakowe tego dania są zbliżone do wołowiny czy wieprzowiny, których w Peru jak na lekarstwo. A że świnki morskie to przecież też świnki, tylko morskie, i jeszcze mnożą się z prędkością królików, stąd też popularność tego dania na peruwiańskich stołach.

Jeżeli po konsumpcji zrobi się nam szkoda włochatego zwierzaka, zawsze można z nim nawiązać kontakt po spożyciu oczyszczającego ciało i umysł ekstraktu z bluszczu śmierci, zwanego w języku Quechuaayawaską. Wizyta u szamana, który sam zwie się Maestro, nie dość że oczyści nam umysł, to dodatkowo przeczyści żołądek (polecam po żabce i śwince) i wyczyści kieszeń.

współczesny image, stare metodyCo do żołądka i kieszeni to chyba sprawa jasna, ale w kwestii umysłu warto słów kilka dodać. Ayawaska jest stosowana głównie przez mieszkańców Amazonii peruwiańskiej jako środek umożliwiający kontakt ze światem przodków i wgląd w podświadomość. Moje doświadczenia po spożyciu halucynogennej substancji miały niestety niewiele wspólnego z proroczym objawieniem. Owszem, bardzo surrealistyczne przeżycie, na moment nawet powrót do łona matki, ale nici z obiecanych wizji z przyszłości... Przynajmniej nie tym razem...

Pozostali uczestnicy seansu mieli zgoła odmienne doświadczenia. Wszystkich nękały obrazy złowrogich ludzi z innej planety, których krzyk rozsadzał czaszkę. Nie pomagało nawet zdmuchnięcie obrazu zalecane w takich wypadkach przez szamana. Zastanawiam się, co powiedziałby Freud na temat wizji kopulacji z małymi dziećmi...

Podczas seansu przychodzi też moment bardzo fizyczny, kiedy traci się kontrolę nad swoim ciałem, szczególnie jeżeli jest się nowicjuszem. Niektórzy nie mogą ruszyć ręką, drętwieją im nogi, a inni wręcz przeciwnie - zaczynają tańczyć i śpiewać. Czasem zalewa nas wyimaginowana krew, a innym razem, bardzo zresztą częstym, uczestnicy seansu robią użytek z miseczek wcześniej rozdanych przez Maestro. Uczta u szamana kończy się średnio po 5 godzinach. Chociaż w naszej grupie niektórzy szczęśliwcy odczuwali jej skutki przez kolejne 5.

Podsumowując naszą przygodę z kuchnią peruwiańską, tak skomponowana karta dań zapewni niezapomniane wrażenia smakowe i estetyczne. Najważniejsze, że można jeść i pić do woli, nie myśląc o dodatkowych kaloriach. Ayawaska poradzi sobie nawet z najtłustszą świnką morską...

Zdj.: © Magdalena Panek-Magiera