UE vs. USA: czy demokracja może być bardziej bezpośrednia?

Artykuł opublikowany 19 listopada 2012
Artykuł opublikowany 19 listopada 2012
Gospodarka, banki, pożyczki i budżety – u ich podstaw powinna leżeć przede wszystkim ona: europejska demokracja! Ale jak ta demokracja właściwie funkcjonuje? To piąta, a zarazem ostatnia część naszych transatlantycznych obserwacji kryzysu.

Od dłuższego czasu Unia Europejska zajmuje się przede wszystkim skomplikowanymi rozporządzeniami dotyczącymi gospodarki. Podstawowy kierunek działania wskazują wybrani politycy, dopracowanie szczegółów technicznych natomiast pozostawia się Komisji Europejskiej. Jednak system ten zaczyna wymykać się spod kontroli - Unia ma wywierać wpływ na kluczowe obszary państwowej suwerenności. W zakresie jej uprawnień mają się znaleźć: reformy prawa budżetowego, prawo do podnoszenia podatków i tworzenia sytemów socjalnych czy kontrola systemu finansowego. Dlatego też coraz ważniejsza staje się demokratyczna legitymizacja instytucji unijnych.

Podobnie Stany Zjednoczone przez długi czas były słabym państwem unitarnym, wykorzystującym tylko swoje podstawowe kompetencje. Nawet po reformach socjalnych Roosevelta oraz utworzeniu państwa opiekuńczego, poszczególne stany cieszyły się sporą swobodą, z której do dzisiaj aktywnie korzystają.

Czy demokracja w Europie może być trochę bardziej bezpośrednia?

Największym problemem Europy jest przede wszytskim to, że jej mieszkańcy uważają, że nie mają żadnego wpływu na politykę Unii. Jak dotąd Parlament Europejski sprawiał wrażenie raczej bezbarwnego i bezradnego. Dlatego właśnie podczas kolejnych wyborów w 2014 roku partie polityczne chcą po raz pierwszy wystawić czołowych kandydatów dla całej Unii, którzy – jak życzy sobie tego parlament – mieliby kandydować też na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. Pomysł ten – jeśli dojdzie do skutku – mógłby być impulsem dla europejskiej demokracji.

Tymczasem wybory w poszczególnych państwach członkowskich wciąż wygrywają ci, którzy skupieni są na sprawach kluczowych dla swojego kraju. Rzadko który wyborca jest świadomy, że tak naprawdę te same osoby są odpowiedzialne za politykę Unii Europejskiej.

Martin Schultz, François Hollande et Angela Merkel.

Na tak pogłębioną integrację musi wyrazić zgodę każde państwo z osobna. To właśnie stało się przyczyną kryzysu dyplomatycznego podczas spotkań szefów państw członkowskich.Ich obserwator mógł poczuć się niczym przeniesiony w czasie do dziewiętnastowiecznej Europy.

Jednak taka nieprzejrzysta polityka nie może funkcjonować w dwudziestym pierwszym wieku. Nieprzypadkowo słychać coraz więcej głosów, które domagają się większej transparentności, możliwości współdecydowania i wyraźnej odpowiedzialności politycznej.

Dlatego coraz ważniejsza staje się Unia prawdziwie demokratyczna – z bezpośrednio wybieranym Parlamentem, rządem i prezydentem oraz z izbą krajów członkowskich. Te instytucje – jak chce tego Europa – mogłyby posiadać znacznie większe uprawnienia demokratyczne. Stosując takie rozwiązanie, można by jasno stwierdzić, jaką politykę popiera państwo narodowe, a jaką UE, obywatele natomiast mogliby odpowiednio do tych preferencji dyskutować, krytykować, współdecydować, a przede wszystkim wybierać i odwoływać decydentów. Nie chodzi tutaj o europejskie supermocarstwo, lecz o demokratyczny szkielet dla już istniejącej Unii.

Od samego początku fundamentem Ameryki była dynamiczna demokracja. Sprawdziła się ona zarówno w gminach, jak i w poszczególnych stanach, okazała się być też być niezawodna w momencie wyborów do Kongresu i mianowania głowy państwa. To przecież właśnie ta pulsująca demokratyczna wspólnota pozwoliła Stanom Zjednoczonym przetrwać z powodzeniem wszystkie kryzysy minionych stuleci.

I tego właśnie Europa mogłaby się nauczyć od Ameryki: znalezienie drogi wyjścia z obecnego kryzysu jest możliwe - ona już istnieje. Europa musi tylko uświadomić sobie czy chce kroczyć tą drogą wspólnie, a jeśli tak, to czynić to w sposób demokratyczny. Jeśli Europejczycy zdecydują się pójść tą drogą, osiągną sukces. I wtedy za 200 lat historycy będą mogli spojrzeć wstecz, tak jak my spojrzeliśmy na Amerykę, i ujrzą czas narodzin Stanów Zjednoczonych Europy.

Fot.: (cc) Adrien Lecoärer/http://plcrr.com/; Tekst: (cc)European Parliament/flickr