UKRAINA W UE: PUTIN NIE ODPUSZCZA WSCHODOWI

Artykuł opublikowany 27 listopada 2013
Artykuł opublikowany 27 listopada 2013

Przewidziany na 28 listopada szczyt w Wilnie powinien doprowadzić do podpisania umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z UE. To wydarzenie o ogromnym znaczeniu dla Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, którego jednak nie chce zaakceptować Rosja. Aby utrzymać swojego „młodszego brata” w garści, Kreml sięgnął po stare dobre techniki – od nacisków po szantaż.

Z jednej strony zbliżenie Ukrainy do Europy było jak wdepnięcie w gniazdo żmij. Z drugiej - była to też niepowtarzalna okazja, aby umocnić wartości takie jak demokracja, państwo prawa, czy prawa człowieka. Kraje członkowskie UE były jednak podzielone jeśli chodzi o strategię wobec Wiktora Janukowycza, gadatliwego prezydenta Ukrainy. Ostatecznie zwyciężyło pragmatyczne podejście Brukseli, tym bardziej, że Ukraina uchyliła okazała przychlność dla kompromisu w sprawie Julii Tymoszenko, wspominając o możliwym pozwoleniu na jej leczenie w Niemczech.

GROŹBY ROSJI

Poza pozytywnym wpływem społecznym, który umowa mogłaby wywrzeć na ukraińskie społeczeństwo, jej korzyści geostrategiczne są oczywiste. Pogłębienie relacji z krajem takim jak Ukraina może znacznie wzmocnić pozycję Europy w obszarze, w którym rosyjska hegemonia jest absolutna. Gdy szefowie państw i rządów UE przekonali się już do idei porozumienia z Ukrainą, kolejna przeszkoda, i to całkiem pokaźna, stanęła na drodze udanego szczytu w Wilnie. Entuzjazm Władimira Putina w sprawie zbliżenia między Ukrainą a Zachodem był bardzo umiarkowany. Zamiast tego, Kreml chce pełnego włączenia się Kijowa do Unii Celnej, do której przystąpiła już Białoruś (uważana za ostatnią dyktaturę w Europie) oraz Kazachstan.

Prezydent Rosji nie zatrzyma się przed niczym, aby dowieść swoich racji. Jego podstawową bronią jest gaz. Ukraińcy są całkowicie zależni od energii płynącej z Rosji, za co wielokrotnie płacili już wysoką cenę. Zakręcenie kurka z gazem jest jedną z głównych obaw Ukrainy. Władimir Putin używał już również swojej potęgi, by postraszyć Wiktora Janukowycza, grożąc mu, że w wyborach prezydenckich zaplanowanych na początek 2015 roku poprze jednego z jego przeciwników.

EUROPA ZAGROŻONA W TAKIM SAMYM STOPNIU

Moskwa dała też już przedsmak represji handlowych, które może zastosować wobec Ukrainy w przypadku podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. Granice rosyjskie zostały zamknięte na kilka tygodni dla importu wyrobów firmy cukierniczej Roshen „z powodu zagrożenia dla zdrowia”. Rozszerzenie zakazu na wszystkie ukraińskie produkty miałoby niszczycielski wpływ na eksport tego kraju, biorąc pod uwagę fakt, że 25% towarów eksportowanych jest właśnie do Rosji. Metoda ta została też użyta wobec Litwy - członka Unii Europejskiej, organizatora szczytu i pierwszego kraju popierającego czzłonkowstwo Ukrainy we Wspólnocie.

Kontrole celne nałożone na litewskich dystrybutorów mleka zaostrzają się z dnia na dzień, w miarę zbliżania się 28 listopada. Co jednak najgorsze, obwód kaliningradzki, położony na zachód od Litwy, jest gazowym epicentrum. Prezydent Litwy Dalia Grybauskaité, mówiąc o  możliwym odcięciu gazociągu, który dostarcza gaz także do Wilna,  uznała to podejrzenie za prawdziwe. I choć sankcje ekonomiczne i energetyczne byłyby trudne do nałożenia na wspieraną przez Brukselę Litwę, są wciąż doyć realne dla Ukrainy.

Z troski o gospodarkę swojego kłopotliwego sąsiada i jednocześnie kluczowego partnera handlowego partnera handlowego, Ukraina skapitulowała na tydzień przed szczytem. Wiktor Janukowicz postanowił zachować ostrożność wobec Władymira Putina i zawiesił podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. To geopolityczne zwycięstwo rosyjskiego prezydenta, który po raz kolejny okazał się bardziej zręczny niż jego europejscy odpowiednicy, może jednak trwać krótko. Tysiące Ukraińców popierających podpisanie umowy wyszło na ulice, aby wyrazić swoje niezadowolenie, a także by pozostawić otwartą furtkę dla podpisania umowy w bardziej dogodnym terminie i uniemożliwić oficjalne wejście Ukrainy do rosyjskiej Unii Celnej.