Ukraińska Wenecja: Podróż w czasie do najdalszych zakątków Europy

Artykuł opublikowany 11 października 2011
Artykuł opublikowany 11 października 2011
Brytyjska strona Nerdy Day Trips zainspirowało nas: cafebabel.com to nie tylko metropolie i życie w dużych miastach. Babelianie wyruszają także do najdalszych zakątków Europy. Tym razem niemiecka Babelianka odwiedza senną wioskę Wilkowo na Ukrainie, gdzie przygląda się pelikanom, żółwiom i życiu Lipowanów.

Zanim wody Dunaju po pokonaniu 2480 kilometrów przez Europę wpłynie do Morza Czarnego, tworzy deltę z drugimi co do wielkości mokradłami na kontynencie. Obszar ten został w 1991 r. uznany przez Unesco za rezerwat biosfery. Podczas gdy jego rumuńska strona jest celem wypraw turystów, na Ukrainie mieści się mniejsza, słabiej zbadana część rzeki.

Miasteczko Wilkowo to ostatnia miejscowość u ujścia Dunaju, usytuowana wśród jego kanałów imitujących labirynty, co musiało być powodem nadania jej absurdalnego przydomka. Oprócz mnie na pokładzie łódki płynącej przez malowniczą deltę, jest jeszcze trzech rosyjskich ornitologów. Na brzegu stoją drewniane domy ozdobione rzeźbami, chwiejący się most i błotniste rowy kanałów. U starszych kobiet kupuje się domowe wino i świeżą rybę. Towary są przymocowane do drewnianych łodzi.

„W Wilkowie jest 3000 barek i tylko 600 aut” - mówi rybak. „Tu większość wiosek żyje z rybołówstwa”. Zgodnie z jego słowami tutejsza grupa etniczna wywodzi się z ludności, która w XVII w. musiała uciekać przed religijnymi prześladowaniami w Rosji. Do dziś Lipowanie mówią starorosyjskim dialektem i praktykują swoje obrzędy religijne, pochodzące z czasów carskich przed reformą Kościoła.

Jako „staroobrzędowcy” nie przychodzą do cerkwi, ale mają własną świątynię. W izolacji, którą stworzyła delta, zachowali zwyczaje, które wymarły w bardziej dostępnych miejscach dawno temu. Wokół nas ciągną się wydmy, trzciny, lasy topoli; krajobraz łąk jest prawie nietknięty. Przez lornetki oglądamy ptaki wodne, np. pelikany dalmatyńskie, czaple, orły, kruki, których znalezienie, jak mówią, byłoby trudne w innych zakątkach Europy. Przy odrobinie szczęścia można zobaczyć dzikie konie, a także żółwie mauretańskie.

Laguny, jeziora i kanały zamieszkuje ponad 100 rodzajów ryb, wśród nich jesiotry, karpie i karasie dzikie. Od kiedy zostały wzięte pod ochronę, woda powoli odzyskuje ryby nadmiernie wyławiane przez radzieckie hodowle. Niemniej jednak różnorodność biologiczna w ostatnich latach została zmniejszona po prostowaniu kanału i rozszerzeniu go dla ruchu morskiego.

W centrum tej unikalnej natury leży Wilkowo - miejsce postsowieckiego ubóstwa: na głównej ulicy, alei Lenina, w cieniu za jego pomnikiem widać bezpańskie psy. Zamknięto już większość sklepików. Wilkowo - senna, rybacka miejscowość ze swoim włoskim skojarzeniem ma niewiele wspólnego. Na froncie knajpy widać napis „Wenecja”, kilku mężczyzn siedzi, pije piwo i je frytki zamiast suszonych ryb. Zamawiam kawę i bez proszenia dostaję wódkę.Stary autobus zabiera mnie z powrotem po dziurawej drodze do Odessy. Słowa jak Europa lub cywilizacja nie działają tutaj, w tym odległym zakątku wydają się tak abstrakcyjne, że można pomyśleć, iż do pokonania cztery i pół godziny podróży i nie tylko 200 kilometrów, ale kilka lat.

Wszystkie zdjęcia ©Johanna Meyer-Gohde