Unia Europejska i Turcja: partnerzy czy gladiatorzy?

Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W chwili otwarcia rokowań w sprawie przystąpienia Turcji do Unii Europejskiej brak porozumienia między państwami członkowskimi w kwestii wspólnej polityki wobec rządu tureckiego. Zamieszanie to spowodowane zostało problemem Cypru.

Trwający dziesiątki lat konflikt grecko-turecki w sprawie Cypru stał się jedną z największych przeszkód na drodze do całkowitego zbliżenia pomiędzy Turcją a Europejską Wspólnotą Gospodarczą. Gdy w lipcu 1990 roku Cypr wyraził chęć przystąpienia do Wspólnoty, ta chciała wykorzystać nowa sytuację do zakończenia trwającego między dwoma państwami sporu. Przedstawiciele Wspólnoty Europejskiej przyjęli, że Republika Południowa (Republika Cypryjska) występuje w imieniu całego terytorium Cypru. Negocjacje rozpoczęte zostały w 1998 roku z nadzieją ułatwienia procesu zjednoczenia politycznego wyspy. Jednak zakład został przegrany i 1 maja 2004 roku do Unii przystąpiła nadal podzielona politycznie i terytorialnie wyspa. Odrzucenie przez stronę grecką planu Annana, zaproponowanego przez Organizację Narodów Zjednoczonych z jednej strony i jadowity nacjonalizm turecki z drugiej, nie pozwoliły na przezwyciężenie podziału. Z pewnością należało wykorzystać tę szansę zjednoczenia. Istnieją przecież znane z historii przykłady wprowadzania pewnej fikcji prawnej utrzymywanej pomimo niekorzystnych okoliczności, która zapoczątkowywała drogę ku szczęśliwym rozwiązaniom wielu problemów: sprzymierzeńcy z roku 1945, mimo trwającej zimnej wojny, propagowali koncepcję całości Niemiec (Allemagne dans son ensemble) - doktrynę Hallsteina, która z powodzeniem została zrealizowana w momencie zjednoczenia w 1990 roku. Innym przykładem jest nie uznanie aneksji państw bałtyckich przez Związek Radziecki, które ułatwiło zdobycie niepodległości przez te kraje w latach dziewięćdziesiątych. Drogi pokoju i pojednania nie zawsze prowadzą prosto do celu. Jednak zdarzają się sytuacje, w których zamiast prowadzić naprzód, kierują nas z powrotem do punktu wyjścia.

Zabiegi dyplomacji

Podczas spotkania Rady Europy 17 grudnia 2004 roku, 25 szefów państw i rządów nie wystosowało w kierunku Turcji stanowczego żądania uznania istnienia Republiki Cypryjskiej, która stała się jednym z członków UE. Aby pozwolić Turkom zachować twarz, zdecydowano się uciec do jednego z tych wybiegów, których sekrety dobrze znają dyplomaci. Wyszukana formuła stworzona przez Radę zasługuje na zacytowanie w całości: „Rząd turecki potwierdza, iż gotowy jest podpisać protokół dotyczący adaptacji uzgodnień z Ankary, który uwzględnia przyłączenie do Wspólnoty dziesięciu nowych członków, w konsekwencji gotów jest na podpisanie deklaracji według której «(rząd turecki) potwierdza, iż jest gotowy podpisać protokół odnośnie adaptacji uzgodnień z Ankary przed otwarciem negocjacji z UE i po tym, jak zostanie podpisany odrębny układ zawierający konieczne uzgodnienia związane z obecnym składem Unii Europejskiej»”.

Innymi słowy: Turcy zgadzają się rozciągnąć również na Cypr układy i zawarte w nich dyspozycje, które wcześniej regulowały ich relacje z piętnastoma członkami UE wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami w sprawach wolności żeglugi, ruchu powietrznego i swobodnej wymiany handlowej.

W lipcu 2004 roku Turcy ustąpili wobec stawianych im wymagań, jednocześnie do swej zgody na powyższą formułę dołączyli deklarację wyraźnie akcentującą ich sprzeciw wobec uznania Cypru. W sytuacji, gdzie prace nad odpowiednim doborem każdego słowa zawartego w propozycji były żmudne i długie, uznano to za prowokację ze strony Turcji. Reakcja władz francuskich była natychmiastowa. Dla premiera Dominique’a de Villepin, zgoda na negocjacje z państwem, które nie zgadza się uznać istnienia jednego z członków Unii byłaby niezrozumiała. Niestety, już pod koniec sierpnia prezydent Jacques Chirac, nalegając na Konferencji Ambasadorów na powtórne otwarcie negocjacji, cofnął o krok politykę dotyczącą Turcji. Jeśli zaś chodzi o przewodnictwo brytyjskie to jest ono dalekie od akcentowania stanowczości wobec polityki tureckiej: nie zareagowało na prowokację, dokonując nawet pewnego zbliżenia z Turcją. Dwa miesiące później, brytyjskie przywództwo nadal pracowało nad określeniem właściwej drogi w rozmowach z rządem tureckim, praca ta jednak nie obyła się bez pewnych nieadekwatnych, z punktu widzenia Cypru i innych mniejszych państw, decyzji. Trudno znaleźć kompromisowe rozwiązanie, które wpłynęłoby na zmianę polityki tureckiej wobec Cypru bez narażania na niebezpieczeństwo negocjacji w sprawie przystąpienia do UE. Żaden Europejczyk nie ma odwagi zaproponować stanowczego rozwiązania, które uzależniałoby rozpoczęcie negocjacji od zwrotu w polityce tureckiej.

Europejski zwrot

Po raz kolejny Unia Europejska ustąpi. Postawa ta godna jest ubolewania. O tyle, o ile zrozumiałymi zdają się europejskie wysiłki zakładające pomoc rządowi tureckiemu w celu przezwyciężenia trudnych problemów, niebezpiecznym wydaje się kompromis w kwestiach zasadniczych w sytuacji, gdy nieprzejednany turecki rząd ponownie wkracza na utartą drogę nacjonalizmu. Publiczne deklaracje o nieuznawaniu istnienia jednego z członków europejskiej rodziny podczas gdy kraj aspiruje do wstąpienia do tej właśnie rodziny pokazują brak zrozumienia ze strony Turków w kwestii założeń Unii Europejskiej: nie jest ona areną, na której gladiatorzy walczą ze sobą nawzajem, jest przestrzenią współpracy, gdzie każdy szanuje problemy partnerów i oddaje należny im szacunek.

Nacjonalistyczne porywy wiosny 2005 roku, nagonka na Orhana Pamuka, pisarza, którego jedyną zbrodnią było wystosowanie apelu w sprawie ustalenia prawdy na temat ludobójstwa w Armenii i ponowne podniesienie kwestii zamieszek w Kurdystanie kłócą się z pozytywnym obrazem, przedstawionym przez Komisję Europejską w raporcie z października 2004 roku. Nie wspominając już o tym, że dwa państwa założycielskie poprzez odrzucenie projektu konstytucji pokazały słabość Unii Europejskiej. Negocjacje z Turcją rozpoczęły się, lecz Unia nie jest już tak silna, jak wcześniej.