Unia Europejska to nie rywal USA

Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Unia Europejska jako polityczny i militarny rywal Waszyngtonu? Amerykańska opinia publiczna uważa, że nie.

Dla przeciętnego Amerykanina, który w większości przypadków nigdy nie był w Europie, a o UE dowiaduje się jedynie z wiadomości telewizyjnych, pozostaje ona odległą sferą suwerennych państw i narodowych stereotypów. Wielu Amerykanów jest nawet nieświadomych tego, że euro zastąpiło 12 narodowych walut i że odbywają się wybory do Parlamentu Europejskiego. Europa, odległa od bycia supermocarstwem w przyszłości jest, zatem postrzegana jedynie jako przemianowana Europejska Wspólnota Gospodarcza.

Podział klasowy

Taka zaściankowość nie jest cnotą, ale ma swoje wytłumaczenie. Powierzchnia USA jest dwukrotnie większa od UE a ich jedynymi sąsiadami są Meksyk i Kanada. Wystarczy dodać, iż Amerykanie cieszą się o połowę krótszymi płatnymi urlopami i od razu staje się jasne, dlaczego większość wybiera wakacje u siebie, a nie za granicą. To, niestety powoduje, że tracą jedyną szansę, aby samemu przekonać się, jaka jest naprawdę i poprawić często błędny wizerunek o jej mieszkańcach, których mają okazję gościć.

Sytuacja jest całkowicie inna w przypadku elit polityki i biznesu, łącznie z 10 milionami Amerykanów, którzy podróżują do Europy każdego roku. Ich punkt widzenia od razu zmienia się w zetknięciu z bardziej wierzytelnymi wiadomościami o relacjach międzynarodowych. Panuje wśród nich powszechna zgoda, co do tego, że UE jest raczej modelem ekonomicznej niż politycznej integracji, o czym świadczy dowód na to, że usuwanie barier celnych wiedzie do dobrobytu.

Podczas gdy tylko 14% ankietowanych osób w Radzie Chicago do Spraw Zagranicznych uważa „ekonomiczne wyzwanie ze strony Europy” za problem, to elity twierdzą, że rola dolara jako wiodącej waluty będzie mogła zostać zagrożona ze strony euro. Strach nie dotyczy ewentualnej zamiany dolara na euro przez banki centralne wschodniej i środkowo-wschodniej Azji, ale ich wzajemnego wymieszania się. Jeśli dolar przestanie być najważniejszą walutą dla stabilności rynku światowego, to jego wartość, choć nadal będzie odzwierciedlała siłę ekonomiczną USA, jednocześnie będzie narażona na większe wahania. To mogłoby spowodować, że zagraniczni inwestorzy żądaliby większych gwarancji bezpieczeństwa, aby jednocześnie zmniejszyć ryzyko strat finansowych, czego nikt w USA by sobie nie życzył.

Podział polityczny

Choć elity postrzegają UE jako mocarstwo ekonomiczne, to jednocześnie wierzą, że jest mało prawdopodobnym, aby stała się w niedalekiej przyszłości polityczno-militarną potęgą. Są całkowicie przekonani, że w nadchodzących dekadach tylko Waszyngton będzie dysponował wystarczającą siła militarną i polityczną wolą, aby wysłać wojska w dowolne miejsce na ziemi w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa międzynarodowego. Wojny w Kosowie i Bośni pokazały amerykańskim liberałom, że bez amerykańskiego wsparcia Europejczycy nie są zdolni do efektywnego działania nawet na ich własnym podwórku. Do podobnego wniosku doszli konserwatyści, z tym, że jednocześnie przestali wątpić w unilateralną pozycję USA po tym jak przyszło im zapłacić wysoką cenę po rozpoczęciu działań wojennych w Iraku.

Niektórzy z konserwatystów odrzucają w dłuższej perspektywie możliwość pojawienia się Unii jako polityczno-militarnego mocarstwa ze względu na historyczne spory i walki między jej narodami. Nawet ci, którzy wierzą, że jednak mogłaby osiągnąć taką pozycję, wątpią w jej chęci ku temu. Podczas gdy realiści postrzegają możliwość pojawienia się kolejnego demokratycznego supermocarstwa jako neutralną, a nawet pozytywną, o tyle dla neokonseratystów europejskie elity są zbyt niechętne do stosowania zagranicznej polityki przymusu i militaryzmu ze względu na projekt pokojowego zaszczepiania zasad demokracji i kapitalistycznego porządku światowego. W tym samym czasie, błądząc w politycznej dziczy po tym jak Demokraci utracili rządy w Białym Domu w 2000r., waszyngtońscy liberałowie na ogół postrzegają pojawienie się w przyszłości UE jako polityczno-militarnego supermocarstwa za prawdopodobne i pozytywne.

Ostatnie referenda dotyczące Konstytucji Europejskiej zmusiły większość Europejczyków do poważnego myślenia o konsekwencjach powstania UE jako ponadnarodowego podmiotu, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych podobnych bodźców nawet się nie zauważa. Większość Amerykanów, od kiedy UE nie występuje w sprawach zagranicznych jako najbardziej liczący się podmiot, musi łączyć jej byłe i bieżące kryzysy z Stanami Zjednoczonymi, gdy tymczasem ich powszechna znajomość jest ograniczana przez doniesienia medialne. W opozycji do nich pozostają elity, które choć świadome roli, jaką odgrywa UE, pozostają podzielone, co do jej globalnego znaczenia i woli.